Kupiła drewniany domek nad jeziorem i urządziła go starociami. Zajrzyj do środka!
Domy w PolsceDomek mądrej czarownicy nie musi być z piernika ani stać na kurzej nóżce. Wystarczą czerwone okiennice i tapety w motyle, a w pobliżu przyda się jezioro z pomostem i przeszklona świątynia dumania.
Kto tu mieszka?
Edyta i Marcin z synami Kamilem, Jakubem i Stanisławem oraz kocią rodziną na przychodne, na spółkę z sąsiadami.
instagram: @edyta.55555
Domek nad jeziorem jak ze wspomnień z dzieciństwa
Odkąd pamiętam, zawsze marzyłam o małym domku nad jeziorem. Oczywiście z drewna i w baśniowym stylu – opowiada Edyta.
Ale nie dlatego, że jako dziecko naczytała się słowiańskich i germańskich baśni, tylko przez to, że wakacje spędzała u swojej cioci Stefanii w takiej właśnie magicznej chatce (chociaż bez nóżki).
Najbardziej utkwił jej w pamięci pomost nad jeziorem, gdzie suszyły się świeżo złowione raki.
Wtedy zachodziła w głowę, po co właściwie suszyć raki, dzisiaj już wie, że to na wykwintne masło.
Pewnego dnia, gdy wakacje właśnie się skończyły i nadchodziły jesienne słoty, Edyta uznała, że to właściwa pora na spełnienie tego marzenia, czyli rozpoczęcie poszukiwań działki nad jeziorem z domkiem na lato i weekendowe wypady.
Chociaż nie musiała szukać daleko, bo zaledwie 30 kilometrów od jej domu w Mogilnie jest Jezioro Skubarczewskie, zakładała, że trochę to potrwa.
Tymczasem bardzo szybko pojawiła się pierwsza oferta. Razem z mężem Marcinem pojechali obejrzeć to miejsce.
Zobacz też: To chatka w lesie, o jakiej marzy każdy uciekinier z miasta
Drewniany domek wśród brzóz oczarował ich od pierwszego wejrzenia
Był listopad, a mgła tak gęsta, że o zobaczeniu jeziora nawet nie było co myśleć. Musieli uwierzyć na słowo, że jest na wyciągnięcie ręki.
Ale kiedy dostrzegli domek z modrzewiowych bali okolony białymi brzozami, pod którymi słał się dywan z żółtych liści… ulegli magii tego zakątka i postanowili, że nie będą już dalej szukać domu.
Oczywiście trzeba było sporo pracy, żeby wszystko się zgodziło z marzeniami.
– Zadzwoniłam do mojego ukochanego kuzyna Daniela, który jest niewiarygodnie uzdolniony, po prostu złota rączka. To on zrobił taras, schody i moje wymarzone czerwone okiennice, a nawet pomost nad jeziorem.
Co prawda, nie suszę na nim raków, jak moja ciocia Stefania, ale uwielbiam przesiadywać i patrzeć na zachody słońca.
Cumujemy tu łódkę, można się opalać, czasem zjeść romantyczną kolację.
Zobacz koniecznie: Bajecznie w Bieszczadach. Mały drewniany domek, który podbił Instagram
Starocie zamiast nowych mebli. Tak Edyta urządziła swoją chatkę
Edyta urządziła dom samymi starociami (jedynie poza kuchnią, którą kupiła w Ikea).
Meble wyszukuje w internecie albo na pchlich targach, potem je przemalowuje farbami akrylowymi, czasem trochę przerabia, a też czasem składa z części.
Na przykład po stuletnią żeliwną różową wannę jechała aż do Ustronia Morskiego, a nóżki do niej (dwukrotnie droższe od samej wanny) zamówiła osobno.
Potem cały komplet pomalowała na czarno.
Uwielbia motyw motyli i dlatego w domu pełno owadów z barwnymi skrzydełkami; obsiadły nawet całą ścianę w salonie.
Wszędzie są też ryciny z rybami, skorupiakami i ptactwem wodnym.
Edyta jest niepohamowaną kolekcjonerką. Zbiera metalowe i gliniane naczynia, znosi do domu emaliowane wazony, dzbany, misy, kosze, donice, a także konewki – przecież zawsze mogą się przydać.
I jest totalnie uzależniona od kratek i pasków – w całym wystroju magicznej chatki dominuje urocza, francuska krateczka Vichy; jest na poduszkach i zasłonkach, ściereczkach, torbach na zakupy, a nawet pościeli i oczywiście garderobie pani domu.
Zobacz ten dom: Porzuciła stolicę Holandii, by zamieszkać w starej szkole. Ta metamorfoza zachwyca!
Szklarnia bez roślin? Edyta stworzyła w niej świątynię dumania
Edyta wymarzyła sobie jeszcze szklarenkę, coś w rodzaju przeszklonej oranżerii, ale nie po to, by hodować tam rośliny, tylko… podumać w odosobnieniu. Dostała ją w prezencie urodzinowym od Marcina.
Najpierw pomyślała, żeby zbudować szklany domek ze starych okien, potem próbowała zamówić gotową szklarenkę, ale jakoś nic nie pasowało idealnie do jej wyobrażeń, więc sama ją zaprojektowała i rozrysowała, a zbudował oczywiście kuzyn Daniel. Podłoga w oranżerii została ułożona z cegieł z rozebranej poniemieckiej obory. Były tak ciężkie, że pękła przyczepka, na której je przewozili, musieli więc
wypożyczyć nową i wszystko przeładować, a tymczasem rozpętała się burza i straszna wichura! Choć przemokli do suchej nitki, udało się dowieźć całość na miejsce. Cegły wystarczyło jeszcze na przedproże i małą ławkę przed wejściem.
Teraz to jej centrum dowodzenia – jest na skarpie, skąd doskonale widać jezioro, pomost i bawiących się nad wodą chłopców, a jednocześnie nikt nie może bezkarnie przekroczyć progu tej świątyni, kiedy gospodyni ma ochotę na chwilę zadumy.
– To moje babskie królestwo – śmieje się Edyta. W magicznym domku Edyty jest jak w zmysłowej bossa novie śpiewanej przez Hannę Banaszak. Tam „wszystko się zdarzyć może, same zmyślają się historie, sam się rozgryza orzech…”.
ZDJĘCIA: igor DZIEDZICki stylizacja: JOANNA KOWALCZYK
TEKST: KASIA MITKIEWICZ