To chatka w lesie, o jakiej marzy każdy uciekinier z miasta
Domy w PolsceMoja prababcia mieszkała w starym domu na wsi. Ależ tam było pięknie. Teraz ja mam swoją chatkę.
Więcej w niej tylko błękitów, czerwieni i… różu – śmieje się Magda.
Kto tu mieszka?
Magda z mężem Łukaszem, kotką Figą i półmaltańczykiem Felkiem.
Instagram właścicieli: @malukidomek
Belki na suficie i ściana z bali – miłość od pierwszego wejrzenia
To były 45. urodziny Magdy. Mieli z mężem Łukaszem spotkać się ze znajomymi.
– Po drodze jest domek na sprzedaż. Nie pokazywałem ci go, bo ma zaledwie 54 metry, ale może przy okazji zerkniemy – zaproponował.
Bez większych oczekiwań zjechali więc z asfaltu.
Z początku urzekła ich ogromna działka i las wokoło, a potem ściana z bali w kuchni i belki na suficie.
Chatka na pierwszy rzut oka nadawała się do zamieszkania i robienia niespiesznie drobnego remontu.
– Był mroczny listopad, a nam się wszystko podobało. Po dwóch latach poszukiwań wreszcie drgnęły nam serca. Podjęliśmy decyzję – opowiada Magda.
Pęknięcia, kable i zawalona ściana – prawdziwa cena starej chatki
Niestety dosyć szybko się okazało, że domek ma wiele mankamentów i… kupili kukułcze jajo.
Pod karton-gipsami zdobnymi w tynki strukturalne, które tak denerwowały nową gospodynię, kryły się pęknięcia i plątanina kabli.
Ceglana ściana oddzielająca łazienkę runęła, kiedy brat Magdy oparł się o nią. Postanowili więc zdjąć kolejne warstwy prowizorek.
Nawet futryny były obłożone karton-gipsem, a wydobycie piękna drewna wymagało mozolnej pracy.
Aby dodać przestrzeni, usunęli strop nad salonikiem. Na szczęście belki, choć z zewnątrz nadgryzione zębem czasu, okazały się całkiem solidne.
W kuchni natomiast obniżyli podłogę o 30 cm, by nie uderzać głową w sufit. Do wymiany były nawet kominy.
Magda z Łukaszem, na co dzień pracownicy korporacji, zdobywali więc kolejne sprawności rozbiórkowe i budowlane.
Ponieważ chatka znajduje się 105 kilometrów od ich łódzkiego mieszkania, remont robili w weekendy. Zajęło to trzy lata.
Zobacz koniecznie: Porzuciła stolicę Holandii, by zamieszkać w starej szkole. Ta metamorfoza zachwyca!
Ostrzałka do noży, siodełko rowerowe i inne skarby z targu staroci
Samo urządzanie wnętrza sprawiło już ogromną radość. – Nie chciałam, aby robić tu skansen.
Przez 12 lat mieszkałam w Szwecji i tamtejsza stylistyka odcisnęła we mnie piętno. Lubię stare rzeczy, kolor drewna, naturalne tkaniny – mówi.
Po powrocie do Polski zajęła się odnawianiem mebli. Najpierw do ich mieszkania, a potem na sprzedaż. Podczas szykowania chatki znowu mogła wrócić do ulubionego zajęcia.
Zawsze też szukała wyjątkowych przedmiotów na starociach i aukcjach. Przykłady?
W przedpokoju stoi… no właśnie, nie wiadomo co. – Może to ostrzałka do noży? Jest ze mną od trzydziestu lat. Kupiłam ją w Spale na jarmarku.
Wiąże się z nią pewna historia. To jedyna rzecz, którą bawiła się córeczka przyjaciółki. Mała kręciła tym kołem w nieskończoność, a ono nieprzyjemnie piszczało.
My zaciskałyśmy zęby i piłyśmy kawę – śmieje się gospodyni.
Zabawne jest rowerowe siodełko przytwierdzone do drewnianego klocka. To praca przyjaciół, którzy prowadzą agroturystykę naskrajuczasu.eu
Zobacz też: Stary dom na Mazurach zanurzony w tajemniczym ogrodzie
W holu warto spojrzeć na zdjęcia chatki z czasu remontu. Są oprawione są w ramki zrobione z desek podjedzonych przez korniki. Innym ciekawym pomysłem jest emaliowana kuchnia opalana drewnem. – Latem robię na niej dekoracje. Nie znoszę minimalizmu, więc na wszystkim muszę coś postawić – mówi Magda.
W saloniku wzrok przyciąga różowy fotel. To nabytek z Ikea, bardzo wygodny i lekki, więc wędruje po pokoju. Natomiast sofę wypatrzyła przyjaciółka. Ponieważ sama nie miała jej gdzie wstawić, namówiła Magdę na kupno. Mebel jeszcze czeka na metamorfozę, choć taki niedoskonały też jest piękny. Każdy twierdzi, że na sprężynowym siedzisku siedzi się wygodnie. W roli karniszy występują grabie i wiaderko na kiju, które służyło do wybierania betonu. Firankami często są stare tkaniny albo elementy garderoby.
Wszyscy przyjaciele wiedzą, że jeśli w ciucholandzie zobaczą batystową spódnicę czy pantalony, muszą je brać.
Dalie, werbena i walka o kosmosy – ogród pełen niespodzianek
Teraz małżeństwo pracuje na zewnątrz.
– Kwiaty są przypadkowe. Jeśli coś urośnie w tym piachu – to już wyczyn życia.
Hortensje posadził poprzedni właściciel. Jakoś przetrwały moje dalie, werbena patagońska, trzymają się konwalie i niezapominajki.
O kosmosy walczę co roku – mówi. Kończą też budowę nowej stodoły z otwieranymi wrotami, która będzie letnim pokojem.
Magda właśnie ją dekoruje i dopieszcza. Na pytanie, czy będzie w niej coś różowego, tajemniczo się uśmiecha.
Czytaj dalej: Polny Domek z zielonymi okiennicami – rustykalne siedlisko w klimacie śródziemnomorskim
ZDJĘCIA: igor dziedzicki stylizacja: joanna kowalczyk TEKST: Beata Woźniak