Bajecznie w Bieszczadach. Mały drewniany domek, który podbił Instagram
Domy w PolsceRustykalna chatka pośród bieszczadzkich krajobrazów, psy, kury, ręcznie robione dekoracje i codzienność wyznaczana rytmem natury - historia Kasi pokazuje, że czasem przypadkowy wyjazd może całkowicie odmienić życie. To opowieść o domu z duszą, prostocie i uważności, której dziś szuka coraz więcej osób.
Jak wygląda codzienność w chatce bez prądu?
Gdy przez trzy dni siedzisz w domu zimą bez prądu, doznajesz jasności w głowie – śmieje się Kasia.
Jej chatka ogrzewana jest opalaną drewnem kozą, więc nic złego stać się nie może.
Ale prania zrobić się nie dało, ciemność trzeba było rozjaśniać świeczkami, a o godzinie 16 wszyscy robili się już śpiący.
Było za to mnóstwo czasu na zabawy z córkami i wyciszenie.
Tę zależność od rytmu przyrody – nawet wymuszoną technicznymi awariami – szczególnie ceni sobie w życiu w Bieszczadach.
Poza tym ludzie są mili i pomocni, a do cywilizacji jest kawałek drogi.
Wychowała się i mieszkała we Wrocławiu, ale dziś nawet kilkugodzinna wizyta w Ustrzykach to nadmiar bodźców.
Kto tu mieszka?
Kasia z córkami: Nadią, Liwią i Alicją oraz dwa psy, kot i stadko kur.
Instagram: @HOME.OF.NALI
Od barakowozu do wymarzonego domu w górach
Zawsze wiedziała, że chce mieszkać gdzieś na wsi i blisko natury. Ze względów geograficznych przychodziły jej do głowy Karkonosze, Pogórze Kaczawskie czy Góry Izerskie. Bieszczady to był przypadek. Przyjaciel powiedział, że ma w dolinie Sanu barakowóz, gdzie można za darmo pomieszkać w wakacje.
Kasia spakowała plecak, zabrała psa i pojechała. Dziś żartuje, że wpadła w ten San i popłynęła.
Bieszczady ją wciągnęły. Przeniosła się w inną ich część i tam powstał jej dom.
Zobacz też: Zielona chałupa w Borach Tucholskich. Wnętrze, które wygląda jak fragment lasu
Naturalne drewno, prostota i życie slow
Chociaż bardziej odpowiednim słowem jest chyba domek.
To nieduża konstrukcja, o powierzchni 35 metrów kwadratowych.
Właścicielka początkowo myślała o zakupie starej chaty, ale wizja kosztów i remontu skutecznie ją zniechęciły.
Projekt swojej budowli narysowała częściowo na kartce, częściowo na komputerze.
Urzędnik w gminie pomógł wszystko sformalizować. Starała się, by budynek pasował do lokalnej architektury.
Lubi naturalne, drewniane domy – milej się w nich mieszka i zdecydowanie lepiej śpi.
Jest malutki, ale o to chodziło. Jak najmniej sprzątania i ogarniania; łatwo się w małej przestrzeni poruszać.
Zobacz koniecznie: Stara mazurska chata stała się dworkiem na Mazowszu
Drewniane bale, ślady życia i piękne niedoskonałości
To miejsce żyje: bale wciąż pracują, trzeszczą i pojawiają się szczeliny.
Drewniana podłoga może się wypaczyć albo porysuje ją pazurami pies.
Kasia się nie przejmuje – każda ryska i ślad to jakieś wspomnienie i kawałek historii.
W domu równie często można ją zobaczyć z piłą i wkrętarką w ręku, jak i z szydełkiem.
Płot wkoło obejścia zrobiła sama, półki w kuchni też.
Ze starej ramy dziecięcego łóżeczka stworzyła podwieszaną suszarkę.
Letnia kuchnia, kury i życie jak u babci na wsi
Na ganku przed domkiem zorganizowała letnią kuchnię.
To echo wakacji z dzieciństwa, spędzanych na wsi u dziadków.
Stary kredens, maselnice i kanki, emaliowane garnki i szklanki nie do pary – wszystkie te bajkowe wspomnienia znajdują tu swoje odbicie.
Kuchnia na ganku to idealna letnia miejscówka.
– Dzieci mam na oku, potok szumi, a ja sobie gotuję i gadam z kurami – śmieje się.
Kury to pełnoprawni mieszkańcy domu: inteligentne, towarzyskie i mają różne charaktery.
Zdarza im się składać jajka na zewnętrznej kanapie. A kogut George podszczypuje psy w odwiecznej walce o władzę nad podwórkiem.
Folkowy klimat, który relaksuje tysiące ludzi
Dom zmienia się z porami roku.
Wiosna przynosi kwiaty i nowe, barwne zazdrostki w oknach. Jesienią pojawia się jarzębina.
Nawet pogoda sprawia, że Kasia ma ochotę coś zmienić. Kiedy pada deszcz czy snują się mgły, najlepiej zapalić dużo świeczek.
Życie w bieszczadzkiej chatce właścicielka dokumentuje na Instagramie.
To miał być rodzaj pamiętnika, a stał się miejscem spotkań z ludźmi ceniącymi swojskie, folkowe klimaty.
Kasia cieszy się, że inni dostrzegają piękno w takiej estetyce. A najbardziej, gdy ktoś napisze, że jej rolki i zdjęcia ogląda dla relaksu i by poprawić sobie humor.
Czytaj dalej: Dom w środku lasu: bez prądu, ale za to z duszą
ZDJĘCIA: igor dziedzicki stylizacja: joanna kowalczyk TEKST: STANISŁAW GIEŻYŃSKI