białe wnętrza z drewnem

Białe wnętrza pełne kwiatów w domu prawdziwej zielarki

Domy w Polsce

Mazowsze przejechała wzdłuż i wszerz. Wie, gdzie znaleźć najlepszą miętę (najbardziej lubi tę nadwodną) czy najczystsze łąki z mleczami. Nie poddaje się łatwo – potrafi pokonać siedemdziesiąt kilometrów w jedną stronę, by zdobyć kwiat lipy lub owoce głogu i dzikiej róży z ekologicznie czystych terenów.

pomysł na oczko wodne
Eliza lubi poczytać w zielonym salonie nad własnoręcznie wykopanym stawikiem.

Z mleczy przygotowuje syrop na kaszel, z jabłkowych obierek – ocet jabłkowy (najlepszy na odporność i odchudzanie), a z liści malin – fermentowaną herbatę. – To dziecinnie proste, potrzeba tylko czasu i uwagi – kwituje. Zeszłej jesieni zrobiła kawę z żołędzi. – Najtrudniejsze było obieranie i ługowanie, by pozbyć się goryczki – wspomina. – Potem poszło już z górki. Dodałam imbir, anyż, pieprz oraz goździki. Wszystko razem zmieliłam, podprażyłam i znów zmieliłam. Pycha! 

Nie rusza się z domu bez sekatora w kieszeni. Zbiera wszystko, na czym się zna i co może się przydać: zioła, pędy, owoce, kwiaty oraz liście.

– Mam cztery psy po przejściach. Boją się obcych, więc wywożę je na odludzia, by mogły się wybiegać. Jednym okiem ich pilnuję, a drugim sprawdzam, co rośnie w okolicy. Rośliny wykorzystuję głównie w kuchni i domowej apteczce, ale zdarza mi się też robić kosmetyki i wyplatać wianki – mówi.

Gdy miała osiemnaście lat, wyprowadziła się z domu. – Warunki mieliśmy z mężem skromne, więc kombinowałam, jak tu zaoszczędzić. Nauczyłam się robić sery, chleb, makaron. Gdy na świat przyszła starsza córka, warszawski Żoliborz, gdzie mieszkaliśmy, był jeszcze zielony, blisko domu mieliśmy pola, górki, staw.

Chodziłam tam z Madzią na spacery i zaczęłam rozpoznawać zioła. Z czasem nauczyłam się, jakie mają właściwości, jak je suszyć, które mieszać, a jakich połączeń unikać, by ich działanie się wzajemnie nie wykluczało.

Dekoracje do domu znajdziesz w sklep.weranda.pl 

biała kuchnia rustykalna
Eliza ma swoje ulubione herbaty na każdą porę roku. Podstawą są liście malin, do których dodaje suszone owoce, skórki, płatki kwiatów i przyprawy. Zamknięte w szklanych słojach są wspaniałą dekoracją kuchni.

Wymarzony dom z dużym ogrodem

Od dziecka znosiła do domu gołębie z połamanymi skrzydłami i wykupowała z zoo szczury, którymi miały być karmione ptaki. Na koleżanki, które miały babcie na wsi, spoglądała z zazdrością. – Choć całe życie mieszkałam w mieście, po prostu się do tego nie nadawałam – mówi.

Gdy pojawiła się druga córka, mieszkanie w bloku zrobiło się za ciasne. Odżyło marzenie o domu pełnym zwierząt, z ogrodem, za miastem, najlepiej w Puszczy Kampinoskiej. Pośrednik próbował wybić im to z głowy, mówiąc, że za te pieniądze kupią co najwyżej działkę, i to na pewno nie tam. – Pojechałam więc do Izabelina, poszukać domu na własną rękę – wspomina Eliza. I znalazła. Najpierw ogłoszenie na warzywniaku, a później sam dom. – To nic, że przez salon przebiegał kanał dla tirów, a w ogrodzie piętrzyły się profile aluminiowe. Grunt, że było nas na niego stać.

Renowacja starego domu na własną rękę

Choć zamieszkali zaledwie sześć kilometrów od centrum Warszawy, wodę ciągnęli ze studni. Z dwiema córkami gnieździli się w jednym pokoju na piętrze, bo parter wymagał kapitalnego remontu. Przez całą zimę chodziła betoniarka. Położyli gładzie i tynki, zrobili wylewki, na podłogę dali terakotę i deski. Gdy dół był gotowy, uznali, że przydałaby się dodatkowa łazienka na piętrze.

– To nie było takie proste. By rozbudować piętro, trzeba było zdjąć dach. Był środek lata, fachowcy pojechali na weekend do domu, a tu ulewa. Dach odkryty, woda lała się do środka. Do dziś pamiętam widok mojej mamy, która przyjechała nam pomóc i stała w salonie pod parasolką. Musieliśmy zacząć od nowa.

sypialnia biała z drewnem
Pani domu śmieje się, że tapety nie potrafi jeszcze sama zrobić, więc musiała zamówić gotową. Nie zmarnowała jednak ani kawałka; to, co zostało, przykleiła do frontów szuflad.

Mąż zajął się instalacjami – wodną, elektryczną, postawił kominek. Eliza obłożyła go kamieniami i tynkiem, malowała ściany, odnawiała meble. Wszystkiego uczyła się z gazet branżowych lub zwyczajnie, metodą prób i błędów. Gdy jakimś cudem zdobyli piękne kafelki, wzięli do nich jednak fachowca. Po kilku dniach… zaczęły spadać ze ścian.

– Łomot był niesamowity. Majster zniknął, a kafle zmarnowane. Następne położyłam już sama. Kiedy po latach chciałam coś wymienić, nie potrafiłam ich skuć, tak solidnie je przykleiłam – wspomina. Sama też zrobiła oczko wodne. Z małą Dominiką w nosidle wykopywała ziemię i wywoziła ją taczkami.

Gdy dziewczynki podrosły, zaczęła pracować w bankowości. Do pracy dojeżdżała autobusami i pociągami. Po drodze pisała teksty na blog – o remontach, odnawianiu mebli, życiu zgodnym z naturą. Pod biurem wskakiwała w jedenastocentymetrowe szpilki, a po powrocie do domu rzucała garsonkę w kąt i robiła podjazd do garażu, budowała taras lub zajmowała się ogrodem.

– Rośliny to mój konik. Mam jaśmin, róże, powojniki, dzwonki, mnóstwo floksów i traw ozdobnych. Przy oczku rosną irysy i tatarak. Gdy w ogrodzie zrobiło się za ciasno, zaczęłam sadzić odmiany pnące. Mam spory zielnik z rozmarynem, oregano, tymiankiem i bazylią oraz mały warzywnik. Co roku sadzę pomidory, głównie koktajlowe, szczypior, rukolę i rzodkiewki. Na więcej szkoda mi miejsca. Ostatecznie wolę kwiaty od marchewek. 

Więcej zdjęć obejrzysz w galerii.

TEKST i STYLIZACJA: AGNIESZKA WRODARCZYK/ HAPPY PLACE  
ZDJĘCIA: MICHAŁ SKORUPSKI

Zobacz także:
Coś starego i coś nowego w domu w dawnej plebanii
Zobacz także:
Stara farma przemieniona w siedlisko w stylu prowansalskim

 

Zobacz również