weranda.pl werandaweekend.pl
reklama
siedlisko w likusach

Siedlisko w błękitach – Likusy na Mazurach

Domy w Polsce

Mam dużą rodzinę, więc najpierw pomyśleliśmy o miejscu, gdzie wszyscy mogliby się zbierać. Tu było wszystko, czego nam potrzeba – dom z historią, las i jezioro Brzeźno 10 minut na piechotę. Ale taki dom trzeba jakoś utrzymać i tak narodził się pomysł na siedlisko do wynajęcia.

drewniane meble
Stare meble od lat kupują na pchlich targach, w internecie i wygrzebują z warszawskich śmietników. W Likusach wreszcie mają na nie miejsce. Kobaltowe kieliszki, bieżnik i poduszki na kanapie z Zara Home.

Drewniany dom z duszą

Ludzie lubią robić plany, a przypadek uwielbia je pokrzyżować. Czasami z bardzo dobrym skutkiem. – Dlatego jesteśmy otwarci na to, co los przyniesie – mówi Emilia. –  Ale to, że będziemy myśleli o przeprowadzce na wieś, a tym bardziej założymy gospodarstwo agroturystyczne, do głowy nam nie przyszło.

Razem z Adrianem żyli intensywnie w Warszawie – on produkował filmy, ona jest kostiumografką. Na Mazurach mieli znajomych, do których jeździli naładować akumulatory. Dobrze się u nich czuli i coraz bardziej ciągnęło ich, by wybudować tam sobie weekendową odskocznię – dom wśród natury, koniecznie nad jeziorem, bo Adrian wciągnął się w wędkowanie.

Zresztą kochał te miejsca od czasów wakacji z rodzicami na Pojezierzu Mazurskim i po cichu marzył, że kiedyś tam zamieszka. 

Skąd pomysł na siedlisko w Likusach

Działki szukali długo, w końcu podpisali umowę przedwstępną na trzy przylegające do siebie w okolicach Mrągowa, z dojściem do wody. Mieli na nich budować dom z bali. Właściciel powiedział, że ma jeszcze jeden kawałek ziemi do sprzedania pod Nidzicą i Adrian pojechał go obejrzeć.

Była zima i śnieg, a on pomylił drogi i tak trafił do Likusów – wsi, która przed wojną liczyła ponad 150 mieszkańców, a dziś ma ich zaledwie dwunastu. Zobaczył ponadstuletni poniemiecki domek z tabliczką „na sprzedaż” i przepadł. Zadzwonił do żony, że to jest ich miejsce na ziemi, a ona się zgodziła.

– Oboje lubimy rzeczy stare, z duszą, jesteśmy zbieraczami antyków kupowanych na targach staroci i w internecie – mówi Adrian. – Tu było wszystko, czego nam potrzeba – dom z historią, las i jezioro Brzeźno 10 minut na piechotę. Rozwiązali poprzednią umowę i dwa tygodnie później byli właścicielami domku. Zrobili gruntowny remont i zaczęli przyjeżdżać w wolnym czasie. To tylko dwie godziny od Warszawy, więc warto wyskoczyć nawet na półtora dnia.
 

retro kuchnia
Zabudowa kuchenna ze starych kredensów i szafek zrobionych przez Adriana. Makatkę z wierszykiem o Likusach wyhaftowała Emilia. Szare kubki na półkach robiła jej siostra Isia, ceramiczka.

Remont domu z historią

Niedługo potem dowiedzieli się, że w ich wsi jest jeszcze inne stare gospodarstwo na sprzedaż. Poszli je obejrzeć i tym razem zakochała się Emilia. Do tego stopnia, że pierwszy raz w życiu zdecydowała się na kredyt, by je kupić. Mały ceglany dom i hektarowa działka, na której stała też stodoła, położone były w dolince z trzech stron otoczonej lasem. 

Mieszkał tam starszy pan Miecio – chcieli kupić posiadłość, zrobić remonty i kanalizację, ale dawny właściciel miał sobie dalej żyć spokojnie, tylko w lepszych warunkach. Los chciał inaczej, w trakcie sprzedaży pan Miecio nagle zmarł, a oni zostali z gospodarstwem. 

Projekt domu, czyli mała rewolucja 

Zaprawieni w bojach po remoncie domku, w którym mieszkają, postanowili nie brać do pomocy architekta. Emilia, która ma doskonały zmysł przestrzenny, dokładnie wszystko rozrysowała. Wcale nie było to proste – na 80 m² chcieli pomieścić kuchnię, jadalnię, salon, cztery sypialnie i dwie łazienki – więc rysowała i rysowała. Wielu osobom remont kojarzy się z koszmarem, dla nich to była frajda. Wspólnie zastanawiali się nad rozwiązaniami i szczegółami.

W końcu wymyślili, jak przesunąć ściany na parterze, jak urządzić piętro, na którym w tradycyjnych mazurskich chatach był spichlerz, i jaki wybrać kominek (jest jedynym ogrzewaniem).

Nieraz zdarzało się, że Adrian mówił: „nie da się” – na przykład, gdy żona wpadła na pomysł, by stylizowany piekarnik miał zabudowę z dołu od starego kredensu, ale potem kombinowali razem, jak to zrobić. Sylwetki chaty nie chcieli zmieniać – nie powiększali okien, zostawili cuda z drewna, czyli stare framugi i drzwi na parterze, oczyścili dachówki.

Nowe (ale wyglądają jakby były tu od lat) są podłogi – z cegły ułożonej w jodełkę, sosnowych i dębowych desek, a także białe barankowe tynki na zewnątrz (położone, gdy ocieplili ściany) oraz stropy i taras zbudowany z wiekowych dech z innych rozebranych chałup.

 

drewniane wnętrza
Balustradę z jutowych lin wymyślił i zrobił Adrian. Obraz z rybami to stara rycina przerobiona przez ukochaną ciotkę Emilii – scenografkę Izabelę Chełkowską.

Białe wnętrza z błękitem

Przy okazji prac odkryli w sobie rzemieślnicze skłonności. Adrian malował, kładł podłogi, zbijał ze starych desek drzwi. Emilia tapicerowała meble, rysowała wzorki na ścianach, obszywała poduszki. Wymyśliła i wyhaftowała makatki inspirowane tymi, które dawniej wisiały w każdej wiejskiej kuchni.

To od makatek zresztą wziął się najważniejszy, obok bieli, kolor w ich domu, czyli błękit. Niebieskie są ramy drzwi i okien, okiennice, kilimy i obicia mebli. – To ulubiony kolor mojego męża, a mnie kojarzy się sielsko – mówi Emilia. – Chciałam, żeby nasze siedlisko takie właśnie było.

Ślub w stodole 

Dwa lata temu wzięli ślub w drzwiach własnej stodoły, którą właściciel wyremontował specjalnie na tę okazję. Dziś Adrian wskoczył w tryb slow i większość czasu spędza w Likusach, doglądając agroturystyki. Z kotem Kontynuacją i psem Gingerem – także niespodziewanym darem od losu. – Łowiłem ryby z kolegami – opowiada – gdy nagle zobaczyliśmy, że płynie ku nam jakieś zwierzę. Zastanawialiśmy się, czy to bóbr czy wydra, a to był młody kundelek. Przysiadł na jednych kolanach, na drugich, ale został na moich.

Zobacz sesję z innego siedliska urządzonego w drewnie.

Więcej zdjęć w galerii.

Tekst: Agnieszka Wójcińska

Zdjęcia: Marcin Grabowiecki

Stylizacja: Karolina Mears

Zobacz również