Zbudował dom z kamieni wyłowionych z rzeki. Efekt zapiera dech w piersiach!
Domy w PolsceTen dom nie został zbudowany z przypadkowych materiałów.
Każdy kamień miał właściwy kształt, kolor i miejsce, a jego architektura nawiązuje do starych poniemieckich budynków Kotliny Jeleniogórskiej.
Surowe mury skrywają jednak jasne, ciepłe wnętrze, w którym najważniejsze są rodzina, przyjaciele i długi stół gotowy na każdą okazję.
Od wałów przeciwpowodziowych do wymarzonego domu
Marcin od 20 lat buduje i konserwuje wały przeciwpowodziowe w Kotlinie Jeleniogórskiej, wzdłuż tutejszych rzek: Bobru, Nysy Kłodzkiej, Kwisy i wielu okolicznych rwących potoków. Po wykonaniu zadania zawsze zostawało trochę kamieni wyłowionych z rzeki, a także kruszywa z lokalnych kamieniołomów: bazaltu, granitu, piaskowca.
Kiedy uzbierała się już niezła górka, a rodzina zaczęła powiększać, zamarzył, że zbuduje niezwykły dom, cały z kamienia.
Znalazł miejsce niedaleko Zgorzelca, za wsią Trójca, gdzie już kończy się droga. Wybierał kamienie bardzo precyzyjnie, z namaszczeniem – tu miał być ciemniejszy, tam jaśniejszy, tu bardziej różowy, tam żółty.
Układał je koparką dokładnie tam, gdzie chciał… aż przez sześć lat.
– Cud, że się nie rozwiedliśmy – śmieje się żona Marcina, Marzena.
Zachwycały go tutejsze stare poniemieckie domy, więc, chodząc po okolicy, robił zdjęcia detali architektonicznych.
Spodobały mu się ceglane nadproża, belki konstrukcyjne, stolarka...
Starał się odtworzyć niektóre elementy z tych wzorców, na przykład drzwi z jesionowego drewna wyłowionego z rzek, zrobione przez zaprzyjaźnionego stolarza – pana Marka.
Zobacz koniecznie: Stodoła od dobrego księcia – rustykalny dom na Morawach
Jasne wnętrze stworzone dla dużej rodziny
A kiedy wreszcie stanęły mury, do wnętrza wkroczyła Marzena, w której drobnym ciele energia po prostu kipi.
Musiały być białe ściany, bo lubi jasno, stół potężny, dębowy, jak u babci, przestrzeń, żeby przyjmować masy gości, kuchnia, gdzie będzie mogła zaszaleć, bo uwielbia gotować.
Do tego w małżeńskiej sypialni łoże z wielkim wezgłowiem i oczywiście pokoje dla trójki dzieci…
Jak to ogarnąć? W dodatku szybko, bo trzeba zdążyć przed Wigilią, która musi się odbyć koniecznie już w nowym domu, na który tak długo czekała.
Na ratunek przybyła Beata Szczudrawa. Poznały się dzięki dzieciom.
Marzenie spodobał się dom rodzinny przyjaciółki jej córki, Maliny, zaprojektowany właśnie przez nią.
A potem już poszło jak z płatka.
Okazało się, że obie mają pokrewne dusze, po troje dzieci i w ogóle nadają na tych samych falach.
– Nie poradziłabym sobie bez Beaty, miesiącami szukałabym mebli i tkanin w internecie i sklepach, a dzięki niej wszystko zostało zrobione idealnie tak, jak chciałam, i super szybko. Cudowne zasłony w krateczkę, którą obie uwielbiamy, zabudowa na wymiar, trochę niższa niż standardowa, specjalnie dla mnie, bo jestem niewysoka.
Kuchenna wyspa stała się centrum dowodzenia domem
Wyspa kuchenna to taki mój mostek kapitański, wszystko stąd widzę, mogę gotować, jednocześnie patrząc, jak dzieci odrabiają lekcje przy stole w jadalni (bo tak jest fajniej niż przy biurku w swoim pokoju) albo czy gościom niczego nie zabraknie.
A tych ostatnich często jest tu bez liku, bo Marzena czerpie niezwykłą radość z tego, że nareszcie ma dość miejsca, żeby przyjmować i karmić przyjaciół.
Ta nowa przestrzeń wydaje się czasami nieograniczona – bywa, że przy stole przeznaczonym na 12 osób nagle w magiczny sposób mieści się aż 30 biesiadników.
– Najcudowniejsze jest to, że im się chce tu przyjeżdżać. I jeszcze przywożą prezenty – od Ani i Kamila dostaliśmy blaty z kamienia (firma kamieniarska Polonia Granit), kwiaty są od Kornela (kwiaciarnia Szare Miraże), a jacuzzi, gdzie można się wygrzać w chłodniejsze wieczory, to prezent na 25-lecie ślubu od całej bandy, z którą znamy się już ho ho, od bardzo wielu lat, z niektórymi nawet od podstawówki.
Zobacz koniecznie: Chatka z innej bajki – śląski szachulec z kobaltowymi okiennicami
Detale pięknego wnętrza: rzemieślnicze meble, bazalt i granit
Chociaż budowa trwała latami, każdego dnia wdzięczni są losowi za to, że mają ten dom.
Co prawda nie jak w Toskanii, z trawertynu i marmuru, tylko tutejszego bazaltu i granitu, ale jest piękny.
I słonecznych dni trochę tu mniej niż pod włoskim niebem, jednak zawsze rozgrzewa ich dobra energia tego miejsca.
Wszystkie święta, urodziny przyjaciół, osiemnastki i czterdziestki, początki i zakończenia semestrów szkolnych, dni… nudy, a nawet po prostu piękne zachody słońca najlepiej celebruje się w Trójcy – w kamiennym domu Marzeny i Marcina… na końcu drogi, na końcu świata.
TEKST: KASIA MITKIEWICZ
ZDJĘCIA: Michał skorupski
stylizacja: AGNIeSZKA WrODARCZYK/HAPPY PLACE