Ten biały dom pod Katowicami wygląda jak z Hamptons. Zajrzyj do środka!
Domy w PolsceBiały dom otoczony zielenią, szeroka weranda z widokiem na łąki, wnętrza pełne błękitów i granatu oraz atmosfera wakacyjnego domu gdzieś nad oceanem.
A jednak jesteśmy nie w Hamptons, lecz pod Katowicami. Historia tego miejsca jest równie niezwykła jak jego wnętrza - bo zanim powstało, Kasia najpierw zobaczyła je w swojej wyobraźni.
Kto tu mieszka?
Kasia (stylistka modowa) z narzeczonym Jarkiem (inżynierem), kotem Christianem rasy ragdoll i przygarniętą suczką Cookie.
Kasia najpierw zobaczyła biały dom z werandą podczas medytacji, a kilka lat później wraz z Jarkiem naprawdę stworzyła miejsce, które wygląda niemal dokładnie tak jak w jej marzeniach.
Biały dom otoczony zielenią, szeroka weranda z widokiem na łąki, wnętrza pełne błękitów i granatu oraz atmosfera wakacyjnego domu gdzieś nad oceanem. A jednak jesteśmy nie w Hamptons, lecz pod Katowicami. Historia tego miejsca jest równie niezwykła jak jego wnętrza — bo zanim powstało, Kasia najpierw zobaczyła je w swojej wyobraźni.
Zobacz też: Dom w stylu hamptons na wyspie Wolin. Zachwyca stylem i przytulnością
Biały dom z werandą najpierw pojawił się w jej marzeniach
Kasia zobaczyła ten dom w czasie medytacji z afirmacjami.
Bielusieńki, z werandą, cudownym widokiem i wnętrzem w stylu hamptons. Potem powstał w rzeczywistości, a wraz z nim zaczął się nowy etap w jej życiu.
Nigdy nie przypuszczałam – opowiada Kasia – że w życiu może wydarzyć się prawdziwie romantyczna historia, że będąc już po pięćdziesiątce, można otworzyć drzwi do nowego domu i, przekraczając próg, doświadczyć zupełnie nowego, pomyślnego życia.
Zanim Jarek mógł przenieść Kasię przez ten wymarzony próg, trzeba było trochę poczekać. Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach.
Musieli szukać się przez wiele, wiele lat, ale wreszcie się odnaleźli. Oboje interesują się ezoteryką – wierzą, że osiągnęli szczęście dzięki medytacjom oraz pracy z energią. Górnolotnie to brzmi, ale naprawdę wygląda na to, że musiała w tym maczać palce jakaś tajemnicza, wszechwładna energia, bo już po kilku romantycznych randkach wiedzieli, że są dla siebie stworzeni i chcą razem spędzić drugą połowę życia.
Jednak miejsce na dom z wizualizacji Kasi nie było łatwe do znalezienia.
Zobacz też: Prowansja nad jeziorem Serwy! Zobacz niebiesko-biały domek na Suwalszczyźnie, który zachwyca każdego
Dom powstał w trzy miesiące, ale wcześniej stracili czas i pieniądze
Wprowadzili sobie dosyć trudne filtry: duża przestrzeń wokół, żeby można było patrzeć w dal aż po horyzont, a jednocześnie dobry dojazd do miasta, bo oboje pracują w centrum Katowic.
Po obejrzeniu kilku ofert trafili na działkę w pobliżu Gostynia i Kasia od razu poczuła, że to jest miejsce z jej marzeń.
Jarek natychmiast zadzwonił do sprzedawcy, jednak okazało się, że działka jest już zarezerwowana.
– Byłam załamana – wspomina Kasia – długo nie mogłam się z tym pogodzić, ale kiedy udało mi się uspokoić na tyle, żeby wznowić poszukiwania, przyszła wiadomość, że potencjalni nabywcy zrezygnowali – hurra, wyśniona działka została naszą własnością.
Zatrudnili firmę budowlaną, która wylała fundament, pobrała sutą zaliczkę i… zniknęła z powierzchni ziemi.
– No cóż – wszechświat znowu zsyła nam trudne doświadczenia – pomyśleli.
Stracili sporo czasu i pieniędzy, ale się nie poddali – wynajęli nową lokalną firmę, Mawit z Imielina, która zbudowała im dom w trzy miesiące, dokładnie taki, jaki miał być, toczka w toczkę.
Z białą werandą i widokiem na ogród oraz okoliczne łąki.
Jak urządzić dom w stylu hamptons? Kasia postawiła na błękit, granat i biel
Wnętrzem zajęli się wspólnie – sprawami technicznymi Jarek, który jest inżynierem, a wystrojem Kasia, stylistka modowa.
Wymarzył jej się beach house w stylu hamptons, błękity, granat, kobalt w połączeniu z bielą, beżem i écru.
Może dlatego, że choć w pobliżu nie ma morza ani jeziora, oboje lubią żeglować, co roku wyruszają na mazurskie rejsy, a Kasia ze swoją przyjaciółką Olą śpiewa szanty w klubie żeglarskim w Tychach, chcieli więc przenieść do wnętrza domu trochę klimatu z wakacji.
Mnóstwo rzeczy zrobili sami – to oni zmontowali ciemnogranatową zabudowę kuchenną, położyli kafelki. Kasia sama uporała się z tapetą w sypialni i sztukateriami.
Rustykalną cegłę klinkierową w stylu włoskim na podeście przed wejściem także ułożyli własnoręcznie.
Zobacz też: 10 najpiękniejszych sypialni z naszych sesji
Obudowa kominka w salonie i półka nad nim – z drewna pozostałego po budowie domu – to także ich dzieła.
Na koniec nad półką powiesili bardzo ważny obraz – dom w objęciach dwóch aniołów stróżów.
– Zamówiłam go u znajomej malarki – mówi gospodyni. – Teraz domu strzegą anioły z obrazu i już nic złego mu nie grozi.
Po pięćdziesiątce odkryli pasje, na które wcześniej brakowało czasu
Po pracy i w weekendy ciągle dłubią coś przy domu – wykańczają, ulepszają, upiększają, ale też starcza im czasu na rozwijanie nowych pasji, a właściwie nie całkiem nowych, tylko takich, które tkwiły w nich gdzieś w ukryciu już od dawna, i dopiero tu, w ich nowym miejscu, mogły w pełni rozkwitnąć.
Kasia od dziecka lubiła malować, ale do tej pory, w ferworze codziennych zajęć, ta potrzeba jakoś zawsze umykała, wymyśliła więc, że wróci do malowania na emeryturze.
– Po co tyle czekać, skoro można zacząć już – postanowił Jarek i na pięćdziesiąte urodziny zrobił jej niespodziankę i kupił voucher na kurs malarstwa.
Teraz pani domu w wolnych chwilach tworzy obrazy o tym, co jej w duszy gra.
A Jarek? Towarzyszy jej godzinami, ćwicząc chwyty na gitarze.
– Całe życie marzył, żeby umieć grać na tym instrumencie, ale nie miał odwagi zacząć. Namówiłam go, żeby zaczął brać lekcje w naszym lokalnym domu kultury i teraz naprawdę świetnie sobie radzi – opowiada Kasia.
Oboje uwielbiają spędzać chwile na swojej białej werandzie. Niestraszny im tu deszcz, bo jest solidnie zadaszona, a chłód odpędzają, paląc ogień w tarasowej kozie.
Zawsze można też okryć się ciepłym kocem albo mocno przytulić psa, wziąć na kolana kota i cieszyć się nowym życiem w zupełnie nowym domu.
ZDJĘCIA: IGOR DZIEDZICKI STYLIZACJA: MAJA DĄBROWSKA-MURAS TEKST: KASIA MITKIEWICZ