reklama

Smakołyk ze Śląska

To kołocz, niezbyt wysoki drożdżowy placek nadziany serem, mielonym makiem lub prażonym w domu jabłkiem, ze słodką posypką (skubaną palcami z ciasta przypominającego kruche).

Pan Jurek z Dąbrówki pod Katowicami tak wspomina kołocze swojej mamy Józefy: „Gdy przyjeżdżałem do domu na Wielkanoc, w kuchni stały blachy z ciastem, a mama i siostry wycinały paseczki na ozdobną kratkę, taką, jak widać czasem na mazurkach lub sernikach. Piekło się je albo w domowych kuchniach węglowych, albo w małych piekarenkach, które budowano wśród familoków na górniczych osiedlach. Kobiety nosiły blachy z ciastem do zaprzyjaźnionych piekarzy”. Kołocze pieczono także na ślub – miały zapewnić nowej rodzinie dostatek.

Do dziś w tym regionie „chodzi się z kołoczem”. Ciasto pakowane jest w biały pergamin ozdobiony wstążką z gałązką mirtu. Młoda para obdarowuje nim sąsiadów, gości, księdza.

reklama

Smakołyk, który miał przynosić szczęście, nieoczekiwanie skłócił cukierników. Ci z Opolszczyzny powołali w grudniu 2007 roku Konsorcjum Producentów Kołocza Śląskiego i doprowadzili do tego, że cztery lata później Unia Europejska uznała ich placek za regionalny produkt chroniony. Górnoślązacy, którzy wykazali się mniejszym refleksem, musieli się dostosować, bo zastrzeżono nie tylko nazwę, ale i recepturę. Tymczasem przepis jest tak naprawdę jeden – podkreślają cukiernicy. Kołocze ze znaczkiem UE kupimy na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku.

Najbardziej tradycyjne są te z makiem i serem. Spotkacie również kołocze morelowe czy jagodowe, lecz każdy szanujący się Ślązak uważa je za fanaberie.


Tekst: Weronika Kowalkowska, Joanna Halena
Fot. Joanna Niedobecka/www.domowe-wypieki.pl

reklama

Zobacz również