biznes na wsi

Jak zacząć uprawę kwiatów ciętych? Praktyczny poradnik krok po kroku

Porady

Jeszcze kilka lat temu pracowała przy biurku i marzyła o zupełnie innym życiu. Dziś prowadzi własną farmę kwiatową na Podlasiu, tworzy dekoracje ślubne, sprzedaje bukiety i udowadnia, że biznes oparty na naturze może działać także z dala od dużych miast.

Jak zacząć uprawę kwiatów ciętych, ile kosztuje założenie farmy kwiatowej i czy naprawdę można się z niej utrzymać? O tym opowiada Iwona Olszewska z Kwietnego Spichlerza.

Pomysł na biznes na wsi. Jak założyć farmę kwiatową? Praktyczny poradnik

Z Iwoną Olszewską, właścicielką farmy kwiatowej Kwietny Spichlerz, rozmawia Agnieszka Wójcińska

Jak wygląda codzienna praca na farmie kwiatów ciętych

Jak wygląda codzienna praca na farmie kwiatów ciętych?

Weranda Country: Prowadzisz farmę kwiatową Kwietny Spichlerz. Na czym właściwie polega twoja praca?

Iwona Olszewska: Uprawiam kwiaty, a potem robię z nich dekoracje. Jak to wygląda krok po kroku? Wybieram nasiona, sieję, opiekuję się sadzonkami, żeby ładnie rosły, dbam o kwiaty, ścinam. A później tworzę z nich dekoracje weselne i bukiety, które sprzedaję lokalnie. Zajmuję się też uprawą suszków. Powstają z nich bukiety, które bardzo długo postoją, a także wianki. 

Jak pasja do kwiatów zmieniła się w biznes?

WC: Skąd taki pomysł na życie i biznes?

Iwona: Wychowałam się w gospodarstwie, w którym dziś jest moja faremka kwiatowa. To moje siedlisko rodzinne, gdzie mieszkają rodzice.
Ale jako nastolatka, mimo że jestem córką rolników, bardzo chciałam się stąd wyrwać. No bo kto chce mieszkać w kolonii pod lasem? Dajcie spokój.

Wyjechałam do liceum do Białegostoku, później studiowałam tam budownictwo, zaczęłam pracę w zawodzie.

 

farma kwiatowa

Przygodę z kwiatami zaczęłam od robienia dekoracji na wesela. Ale od kiedy pamiętam, lubiłam tworzyć dekoracje. Robiłam na przykład wianki z sztucznych kwiatów dla siebie i na sprzedaż dla znajomych. W dekoracjach weselnych przerzuciłam się na kwiaty żywe.

Trochę pracowałam za biurkiem. Ale nie czułam się szczęśliwa. W pewnym momencie zachorowałam na depresję.

Poczułam, że muszę odpocząć od tego, co mnie otacza i wróciłam w rodzinne strony.
W pierwszym roku bazowałam na tych, które zbierałam na łąkach i z nich tworzyłam sielskie kompozycje.
W kolejnym roku chciałam pracować w podobny sposób, ale okazało się, że ze względu na suszę, jest bardzo mało dzikich kwiatów. Z
aczęłam więc dokupować kwiaty z hurtowni, ale czułam, że brakuje mi różnych form, struktur, kolorów. Naoglądałam się Pinterestów i wiedziałam, że te piękne kwiaty gdzieś są.

Wtedy stwierdziłam: „Iwona, masz kawałek ziemi, bierz się za robotę, siej i uprawiaj”. Zaczęłam kupować nasiona, uczyć się ogrodnictwa z książek.
Ten rok to już trzeci sezon mojego Kwietnego Spichlerza.
Jego nazwa wzięła się stąd, że w międzyczasie zaadaptowałam stary spichlerz na swój dom, żeby być na miejscu przez cały czas.

Zobacz też: Biznes na wsi: jak założyć pasiekę i sprzedawać własny miód?

Jakie warunki trzeba spełnić, żeby założyć farmę kwiatową?

Czy do prowadzenia farmy kwiatowej potrzebne są kursy i pozwolenia?

WC: Jakie warunki trzeba spełnić, żeby założyć farmę kwiatową? Musiałaś skończyć jakąś szkołę albo kursy, mieć zezwolenia?

Iwona: Żadnych szczególnych zezwoleń nie potrzeba. Potrzebna jest ziemia. Na pewno liczą się też chęci, żeby zacząć i uczyć się tego krok po kroku.
Ja uczyłam się z książek, zrobiłam kurs ogrodniczy online. Sporo wyniosłam od innych ludzi, którzy uprawiają kwiaty. Na Instagramie jest mnóstwo farm kwiatowych, pisałam z ich właścicielami i od nich czerpałam doświadczenia. Niedawno zaczęłam studia podyplomowe na SGGW na kierunku aranżacji roślin w przestrzeni użytkowej. Ale myślę, że największym źródłem nauki jest własne doświadczenie. Pokazało mi, że ogród lubi żyć swoim życiem. Pierwszy rok zrobiłam sobie bardzo doświadczalny. Mówiłam mnóstwo nasion różnych kwiatów i chciałam sprawdzić, które się u mnie odnajdą. Jak będą pachniały, jak będą wyglądały w bukiecie, jaka będzie ich trwałość jako kwiatów ciętych, bo to jedna z ważniejszych rzeczy przy tworzeniu dekoracji. Stopniowo zapoznawałam się z tym, jakie różne kwiaty lubią warunki, gdzie dobrze rosną, jak się nimi trzeba zaopiekować, kiedy ciąć. Ciągle się uczę, a praca z kwiatami daje mi spełnienie.

Czy z uprawy kwiatów można się utrzymać?

Czy z uprawy kwiatów można się utrzymać?

WC: Jesteś jedyną osobą, która pracuje na farmie? 

Iwona: Prowadzę ją sama, z pomocą rodziców. A przy cięższych pracach, które wymagają sprzętu, wspiera mnie brat, który ma gospodarstwo w okolicy. To duża pomoc.

WC: Da się utrzymać z takiej farmy?

Iwona: To kwestia bardzo indywidualna. Sądzę, że gdybym nie łączyła uprawy kwiatów z robieniem dekoracji, sprzedażą bukietów, wianków, suszków, byłoby mi ciężko. Dodam też, że przez pierwsze trzy lata pracowałam pełnowymiarowo na etacie, nie było tak, że od razu zaczęłam i zarabiałam na tym. Zaczynałam od dekoracji weselnych i przez pierwsze dwa lata dałam sobie przestrzeń i czas na to, żeby się tego uczyć i znaleźć swój styl. Teraz, oprócz farmy, mam pracę na pół etatu, gdzie zresztą też zajmuję się kwiatami i prowadzeniem warsztatów związanych z układaniem ich. Warsztaty bukietowe organizuję też u siebie, na faremnce.

Zobacz też: Pomysł na biznes na wsi. Jak założyć winnicę? Praktyczny poradnik zakładania własnej winnicy i winiarstwa.

Jakie cechy trzeba mieć, by prowadzić farmę kwiatową?

Jakie cechy trzeba mieć, by prowadzić farmę kwiatową?

WC: Jak myślisz dla kogo to jest pomysł na biznes, a dla kogo niekoniecznie?

Iwona: Farma kwiatowa to na pewno zajęcie dla osób, które chcą się nauczyć cierpliwości i nie boją się brudnej roboty, bo to ciągłe grzebanie w ziemi. W sezonie trzeba być gotowym poświęcić na to bardzo dużo czasu. To nie jest praca od 8 do 16 i wolne weekendy, ale siedem dni w tygodniu, od wczesnego poranka do wieczora. Kwiatów nie zbieramy w ciągu dnia, kiedy jest największe słońce, tylko raniutko albo późnym wieczorem. Myślę też, że to praca dla kogoś, kto nie robi tego na siłę, tylko z potrzeby serca, zachwyca się kwiatami, a nie tylko widzi w tym pieniądze.

Z czym musi mierzyć się właściciel farmy kwiatowej?

WC: Jak wygląda cykl roczny pracy na farmie?

Styczeń i luty to miesiące, kiedy w mojej codzienności jest najwięcej wolnego czasu. W styczniu załatwiam prywatne sprawy, wyjeżdżam na wakacje, wyszukuję też ciekawe gatunki i odmiany kwiatów, żeby z nimi potem poeksperymentować. W lutym zaczynam pierwsze wysiewy do rozsady. Na początku tymi małymi roślinkami trzeba się zajmować i doglądać ich prawie jak dzidziusiów. Potrzebują dużo światła i wody. To także czas na porządkowe prace na zagonach. Zawsze trzeba coś wypielić, przesadzić, bo na przykład okazało się, że w danym miejscu się zupełnie nie sprawdza. W marcu i kwietniu trwają wysiewy i doglądanie rozsady. W maju po tzw. „zimnej Zośce” rośliny powoli trafiają na zagony. Maj, czerwiec to miesiące, kiedy cały czas trzeba coś podlewać, dbać o sadzonki. Od czerwca do września kwitnie większość kwiatów. To czas aktywnego zbioru. Wtedy też dużo zbieram roślin na suszki, wiążę je i suszę w odpowiednich warunkach. Potem, jesienią, robię z nich wianki i bukiety. Najbardziej intensywna jest u mnie późna wiosna i całe lato. Od maja do września oprócz doglądania famy, mam sezon na dekoracje weselne. Często pracuję wtedy od wczesnego rana do wieczora.

WC: A co jest największym wyzwaniem, gdy prowadzisz taką farmę?

Myślę, że połączenie bardzo różnych umiejętności i bardzo różnych działań. W moim przypadku oprócz prac polowych, robienia dekoracji, to także na przykład prowadzenie mediów społecznościowych, by tym kanałem dotrzeć do klientów.  Trzeba umieć wyznaczyć sobie obowiązki w danym momencie najważniejsze i je realizować. A czasami wszystko dzieje się na raz i człowiek jest po prostu bardzo zmęczony. Spore wyzwanie to także fakt, że nie mamy wpływu na pewne rzeczy. Na przykład, że przyjdzie bardzo silny wiatr czy grad i zmiecie kwiaty. Będzie susza, jak w zeszłym roku. Albo pojawią się szkodniki. Staram się w jak najmniej szkodliwy sposób wpływać na ziemię, nie stosuję żadnych chemicznych oprysków, tylko naturalne. I czasami przegrywam walkę z naturą. Z kwiatami, które oblepią czy zjedzą szkodniki nic już nie zrobię. Cieszą mnie za to inne owady, które przylatują – pszczoły, motyle, przepiękny furczak gołąbek, który lubi wpaść wieczorem albo rano. Dbam o bioróżnorodność i sadzę dla nich miododajne rośliny, które niekoniecznie nadają się do bukietów, na przykład werbenę patagońską. Ale na przykład pasieki nie chciałabym mieć obok, bo kwiat zapylony krócej postoi w wazonie niż niezapylony.

Zobacz koniecznie: 5 seriali o życiu na wsi, które pokochacie

 

Farma kwiatowa na Podlasiu — czy można znaleźć klientów?

Farma kwiatowa na Podlasiu - czy można znaleźć klientów?

WC: Czy Podlasie, gdzie działasz, to dobre miejsce na taką farmę?

Iwona: Trochę bałam się tego, że jestem tak daleko od dużych miast, szczególnie Warszawy.

Gdybym chciała kwiaty ciąć, pakować, wozić na giełdę i tam sprzedawać, to byłoby trudne. Ale mam przede wszystkim lokalnych klientów i nie narzekam na ich brak.

Trochę zleceń wpada mi przez Instagram, ludzie polecają mnie sobie pocztą pantoflową.
Nie jestem wielką farmą kwiatową i mam poczucie, że obecnie działam w odpowiedniej dla siebie skali.

Najpiękniejsze kwiaty na farmę kwiatową

Najpiękniejsze kwiaty na farmę kwiatową

WC: A jakie kwiaty uprawiasz?

Iwona: Najwięcej jest wśród nich tych jednorocznych. Bardzo lubię odmiany, które troszeczkę zostały zapomniane, takie z ogródka babci. Trudno je dostać w hurtowni. Dużo mam kosmosów, cynii, dalii. Cenię suchołuski, zatrwiany, celozje. Mam też kącik na byliny i kwiaty dwuletnie: krwawniki kolorowe, ostróżki, tanacetum, wrotycz, który jest super w suszonych kompozycjach, naparstnice, goździki, dzwonki, lwie paszcze. Wymagają więcej pracy, bo trzeba je wykopywać na zimę i na wiosnę wkopywać. Mój ulubieniec to kosmos, niewiarygodne ile on ma odmian i wariantów kolorystycznych, i jaką piękną strukturę. Ale zachwycam się różnymi kwiatami, zależy co akurat kwitnie.

Czy można założyć farmę kwiatową bez dużych inwestycji?

WC: Ile kosztuje założenie takiej farmy?

Iwona: Ja akurat nie zaczynałam od zera, bo miałam swoją ziemię, a niektórzy muszą ją najpierw kupić lub wydzierżawić. Znajomi wspierali mnie na początku oddając doniczki, które zostały im po przesadzonych kwiatach, nie musiałam ich kupować. Brat, jak mówiłam pomógł z ciężkimi pracami - zaorał pole, przywiózł obornik, zrobił kultywaturę. Miałam też na podwórku tunel foliowy na rozsadnik, w którym moi rodzice wcześniej uprawiali warzywa. Te koszty mi odpadły. W pierwszym roku musiałam kupić rzeczy konieczne, czyli nasiona, ziemię do wysiewu, więcej doniczek. Zaczynałam na malutkim kawałeczku pola – 10 na 20 metrów. Dlatego uważam, że nawet zaczynając od zera, możemy zrobić to w małym wymiarze, na niewielkim kawałku ziemi i zobaczyć, jak nam się to sprawdza i czy to coś dla nas. I wtedy ewentualnie inwestować na większą skalę. Bo jeśli od początku planujemy zbudować studnia głębinową, postawić dwa wielkie tunele i kupić tysiąc sadzonek dali, to wiadomo, że koszty robią się ogromne. 

WC: Jakie kwiaty warto wybrać na początek, tak żeby to nie było za duże wyzwanie dla początkującej osoby?

Iwona: Cynie, lwie paszcze, kosmosy są dość łatwe w uprawie i bardzo dobrze rosną. Podobnie zatrwiany i dalie, ale w ich przypadku warto dokładnie wybierać odmiany, bo jedne mają większe kwiaty, inne mniejsze, nie wszystkie sprawdzą się w bukietach. Gipsówka też jest dobrym pomysłem, z tym, że ona nie głównym kwiatem, ale dodatkiem w bukiecie. Pamiętam, że sama na początku zniechęciłam się do jaskrów, bo zaatakowały je szkodniki. Ja mam taką zasadę, że co roku dodaję dwa-trzy kolejne gatunki i też ją polecam.

farma kwiatowa

WC: A co jeszcze byś poradziła takiej osobie, która zaczyna?

Iwona: Żeby się nie zniechęcać po pierwszym roku. Myślę, że potrzeba kilku dobrych lat na rozruch. Nie warto liczyć, że w pierwszym roku będziemy osiągać jakieś niesamowite ilości i jakości kwiatów. Każdy kolejny rok, to nowe umiejętności, doświadczenie i wiedza, jak sobie pracę organizować. Polecam też, żeby cały czas się uczyć. I cieszyć się tym. Ja się tym cieszę cały czas.

Wywiad przeprowadziła Agnieszka Wójcińska.

Zdjęcia z archiwum Iwony Olszewskiej.

 

Zobacz również