Witraż przedstawiający niedźwiedzia w zielonym lesie, trzymany w dłoniach na tle drzew.

Porzuciła korporację dla szkła. Dziś tworzy witraże, które ożywają w słońcu

Rzemiosło Czytaj nas częściej w Google

Witraż nigdy nie wygląda tak samo. Zmienia go pora dnia, pogoda, kąt padania słońca, a nawet miejsce, w którym go zawiesimy. 
Dorotę Wiklińską ta nieprzewidywalność szkła zafascynowała na tyle, że z czasem postanowiła zamienić zawodowe życie na własną artystyczną pracownię. 

Dziś w Pivot Glass Art łączy doświadczenie architektki z zamiłowaniem do modernizmu, natury, podróży i Bałtyku.

Kolorowy witraż z kolibrem zawieszony w oknie obok zielonego szklanego dzbanka.

Magia witrażu zaczyna się od światła

Wystarczy promień słońca i kawałek barwnego szkła, żeby w oknie zaczął się hipnotyzujący taniec kolorów. Ta szklana magia skłoniła Dorotę Wiklińską do porzucenia korporacji.

W czasach, kiedy nie wszyscy mogli sobie pozwolić nawet na szkło w oknach, witraże przygotowywano do wielkich budowli – katedr i kościołów.
Średniowieczni rzemieślnicy wykorzystywali właściwości kolorowego szkła nie tylko do opowiadania sakralnych historii, ale także budowania mistycznego nastroju wewnątrz świątyni.

Dziś możemy dowolnie oświetlać wnętrza sztucznymi światłami, jednak to naturalne, wpadające przez okno, najpiękniej buduje klimat.
A kiedy przepuści się je przez kolorowe szybki, zaczyna się zachwycający, intymny spektakl – zmienny, zależny od pogody, pory dnia i roku.

Właśnie ta żywa, świetlna magia urzekła Dorotę Wiklińską.

Zobacz koniecznie: Zrobił błąd na kole garncarskim, a ona dokleiła dziób. Tak narodził się ceramiczny hit!

Uśmiechnięta artystka trzyma w dłoniach dwa ręcznie wykonane witraże przedstawiające postacie.
W swojej pracowni tworzy lekkie, pełne koloru witraże, w których szkło, światło i prosty rysunek spotykają się w bardzo osobistej formie.

Od architektury i biznesu do własnej pracowni

Zamiast rano w pośpiechu wybiegać z domu do biurowej rzeczywistości, spokojnie parzy kawę.
W kuchennym oknie wisi nieduży witraż z czerwonym domkiem – powidok wyprawy na surowy archipelag Lofoty. Dopiero potem rusza do kameralnej pracowni na piętrze.

– Dziś wolę mozaikę – decyduje i zabiera się do łamania tafli kolorowego szkła specjalnymi szczypcami. Z wykształcenia jest architektką i urbanistką.

– Ta praca to projektowanie założeń przestrzennych z myślą o tym, by człowiekowi żyło się lepiej. W mojej drugiej pracy to także było ważne – mówi Dorota, która tworząc technologie dla biznesu, dbała o wygodę użytkownika: księgowej czy klienta banku.

Szkło było dla niej przez długi czas kojącym hobby po pracy. Kiedyś, gdy mieszkała jeszcze we Wrocławiu, trafiła do pracowni, w której poznała jego tajemnice – witraż, mozaikę i fusing, czyli stapianie ze sobą kilku warstw. Uczyła się przez trzy lata, a po przeprowadzce nad morze nie potrafiła już z tej pasji zrezygnować. Zaczęła tworzyć własną, domową pracownię.

– Dojrzewałam do myśli, żeby zająć się tym, co lubię najbardziej. W sporcie pivot oznacza szybki obrót na jednej nodze, by zmienić kierunek gry. Właśnie to postanowiłam zrobić ze swoim życiem – mówi.

Kolorowe szklane dekoracje w kształcie meduzy, płaszczki i kałamarnicy na tle morza.

Bauhaus, natura i rozmowy z ludźmi – skąd biorą się pomysły na witraże?

Architektoniczno-urbanistyczne doświadczenia widać choćby w geometrycznej serii Bauhaus.
Minimalizm i prostota, którym charakteru dodaje samo szkło – z unikalną fakturą, nierównościami, czasem jakimś wewnętrznym przydymieniem.

Stworzyła też kilka projektów inspirowanych obrazami Oskara Schlemmera.
Ale pomysłów artystka szuka też w przyrodzie, czasem w zdjęciach i wiele czerpie z rozmów z ludźmi, słuchając o ich wizjach i wyobrażeniach.
Pracuje z klientami nad projektami ich zamówień. Przychodzą z pomysłem, ona przygotowuje szkice, razem dobierają kolory i stopień przezierności.

Dlaczego szkło narzuca artyście własne zasady?

– No i jeszcze najważniejszy partner tej współpracy – szkło. Jest wymagające, ma swoje sztywne granice. Pewnych ostrych kątów nie da się wyciąć. Nie znosi też zbyt wąskich pasków. Trzeba to pokornie zaakceptować. W zamian, w czułym kontakcie ze słońcem, budzi się do życia i pokazuje swoje zdumiewające możliwości – opowiada. 

Czytaj też: W rytmie natury, w zgodzie z sercem. Rozmowa o pięknie prostoty życia z twórczynią Leela Design

ZDJĘCIA, STYLIZACJA i TEKST: GUTEK ZEGIER

Zobacz również