W rytmie natury, w zgodzie z sercem. Rozmowa o pięknie prostoty życia z twórczynią Leela Design
Styl życiaJak usłyszeć własny głos w świecie pełnym pośpiechu i odnaleźć wewnętrzną równowagę dzięki prawom przyrody?
W inspirującej rozmowie bohaterka opowiada o przełomowym momencie, w którym poczuła, że jest na swoim właściwym miejscu, o niesamowitej analogii kobiecych cykli do pór roku oraz o tym, dlaczego tradycyjny, papierowy kalendarz może stać się portalem przenoszącym nas wprost na zieloną polanę.
Poznajcie Domicele Długosz-Rosadę - LeelaDesign
Weranda Country: Gdybyś miała opisać siebie komuś, kto nigdy nie słyszał o Twojej pracy – kim jesteś poza tym, co tworzysz?
Leela Design: Najlepiej czuje się w ogrodzie albo w lesie, blisko ziemi, wśród zieleni. Lubię bardziej słuchać niż mówić – ludzi, wiatru w drzewach, własnego serca.
Ciągle się uczę, a tę wiedzę przekazuję dalej, pokazując drogę do natury przez proste, codzienne rzeczy. To, co tworzę, jest tylko przedłużeniem tego, jak żyję na co dzień.
WC: Co w Twoim życiu dziś jest dla Ciebie najważniejsze – coś, czego kiedyś może wcale byś tak nie nazwała?
LD: Najbardziej cenię spokój w sobie, dobrostan bliskich i to, że mogę żyć w rytmie dnia, w zgodzie z wewnętrznym głosem serca.
Coraz bardziej wierzę, że praca powinna służyć życiu i domowi, a nie odwrotnie – nawet jeśli bardzo lubimy to, co robimy.
WC: Czy był moment, w którym poczułaś, że jesteś „na swoim miejscu”? Jak on wyglądał?
LD: Bardzo wyraźnie pamiętam dzień, w którym trzymałam w rękach pierwszy kalendarz z moimi ziołami i ilustracjami. Pachniał świeżym drukiem, ale dla mnie pachniał latem, łąką i suszarnią ziół. Pomyślałam wtedy: „to jest moje miejsce – między roślinami a ludźmi, którym mogę o nich opowiadać”. Podobne uczucie mam, kiedy idę znajomą leśną ścieżką, nazywam po imieniu rośliny po drodze i wiem, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być – w świecie prawdy, odwiecznej wiedzy, nieskażonej ludzkim konstruktem.
WC: Jak wygląda Twój zwykły dzień – taki zupełnie bez planu, bez pracy?
LD: Idealny dzień bez pracy zaczyna się u mnie powoli. Napar z ziół, które sama zebrałam – na przykład z mniszka, lipy czy mięty. Wychodzę choćby na chwilę do ogrodu albo za dom, zobaczyć, co dziś zakwitło, co przekwita, co dopiero się budzi. Do śniadania uwielbiam sałatki ze świeżo zebranych dzikich roślin. Reszta dnia płynie między książką, notatnikiem, czasem szkicem rośliny, która wpadła mi w oko po drodze. Wieczorem lubię cichy dom, ziołowe SPA i chwilę rodzinnej bliskości przy kominku.
WC: Czy masz jakieś swoje małe codzienne rytuały, bez których trudno wyobrazić sobie dzień?
LD: Głęboki oddech i chwila na krótki spacer by zobaczyć co dziś nowego wyrosło, co dziś zakwitło. Ciekawa lektura przy ziołowym naparze.
WC: Czego nauczyło Cię życie bliżej natury – o sobie samej?
LD: Kobiety są bardzo blisko natury, ich cykle pokrywają się z cyklami przyrody. Czy to cykl księżycowy, czy roczny – mam wrażenie, że natura jest kobietą.
Zrozumiałam, że nie muszę być w pełni sił przez dwanaście miesięcy w roku – mam prawo do swoich „zim” i „wiosen”. Życie bliżej przyrody dało mi więcej pokory, ale też łagodności wobec własnego tempa. w naturze szukam też prawdy i odpowiedzi - jeśli czegoś nie jestem pewna , sprawdzam jak działa to w zgodnie z jej prawami.
WC: Zioła, drzewa, grzyby… brzmi jak trochę zapomniany świat. Jak wygląda Twoja codzienność z nimi – czy to bardziej praktyka, rytuał, czy styl życia?
LD: Dla mnie to już zdecydowanie styl życia i oczywistość. Zioła mam w kuchni, w domowej apteczce, w notesie, na ścianach i w kalendarzach, a grzyby często goszczą u mnie na talerzu. Zbieram, suszę, robię napary, syropy, mydła i mazidła, ale też po prostu z nimi mieszkam – mijam je codziennie w ogrodzie, widzę ich rysunki w domu.
Rok planuję nie tylko według świąt i urlopów, ale też według czasu zbioru, suszenia i przetwarzania roślin oraz grzybów.
Tak planuję też swoje dni wolne i wyjazdy – tak, by znalazł się w nich czas na spotkanie ze światem fungi i flory, na nowe odkrycia czy zbiory.
WC: Dziś wiele osób szuka „prostszego życia” – czy Twoim zdaniem powrót do natury naprawdę może nas uspokoić i uporządkować codzienność?
LD: Myślę, że tak. Kiedy częściej idziemy do lasu niż do galerii handlowej, kiedy częściej patrzymy w niebo niż w ekran, coś w nas się prostuje. Problemy nie znikają, ale łatwiej złapać oddech i ułożyć w głowie, co jest naprawdę ważne, a co tylko hałasem. W dzisiejszych czasach jesteśmy przytłoczeni, więc sama zadałam sobie pytanie: co jest naprawdę ważne? Dom, rodzina, spokój, dobrostan. Cisza. Przestrzeń na własne projekty, a nie ślepe podążanie za sztucznie kreowanym pędem. Odnalezienie siebie, usłyszenie głosu serca. Zobaczenie siebie w prawdzie, szczerość i życzliwość – tu ukryte jest piękno prostoty.
WC: Skąd wziął się pomysł na stworzenie kalendarzy Leela Design – czy był to konkretny moment lub potrzeba w Pani życiu?
LD: Pomysł wyrósł z bardzo prostej, domowej potrzeby. Chciałam mieć w domu kalendarz, który nie tylko odmierza czas, ale prowadzi przez rok ziołami, grzybami i naturą – pokazuje, kiedy co zbierać, na co zwrócić uwagę, pomaga żyć w rytmie cykli przyrody. Marzyło mi się narzędzie, które w prosty sposób łączy ze światem natury: ilustracje ziół, proste przepisy i fazy księżyca, zawsze pod ręką i w zasięgu wzroku.
WC: W świecie aplikacji i kalendarzy online – dlaczego wciąż warto sięgać po papierowy kalendarz?
LD: Papierowy kalendarz wymaga, żeby na chwilę usiąść, dotknąć kartki, pomyśleć, zanim coś wpiszemy.
Można go powiesić w kuchni, przedpokoju czy domowym biurze i mieć przed oczami nie tylko daty, ale też rośliny i małe podpowiedzi z natury.
Lubię myśleć, że taki kalendarz staje się częścią domu – trochę jak obraz, trochę jak notatnik, trochę jak cicha przyjaciółka, a tak naprawdę jest portalem przenoszącym nas wprost na ziołową łąkę. Wystarczy zerknąć i już wiemy, gdzie dziś pójść, co zebrać, jak wykonać domowe preparaty ziołowe dla siebie czy bliskich.
WC: Jakie są najczęstsze błędy, które popełniamy, zaczynając interesować się ziołami czy naturalną pielęgnacją?
LD: Najczęstszy błąd? Myślenie, że to jest za trudne. Boimy się zacząć, zamiast zaprzyjaźnić się najpierw z kilkoma prostymi roślinami, które rosną tuż obok nas.
WC: Czy planowanie dnia może być też formą dbania o siebie – nie tylko organizacji, ale właśnie dobrostanu?
LD: Dla mnie planowanie dnia to forma czułości wobec siebie i swojego domu. W kalendarzu obok obowiązków wpisuję też spacer, czas na odpoczynek, ziołową kąpiel czy chwilę „nicnierobienia”. Dzięki temu mój dzień nie jest tylko listą zadań, ale opowieścią o tym, co naprawdę mnie karmi. Kiedy patrzę na tydzień i widzę tam choć kilka takich momentów, mam poczucie, że dbam nie tylko o porządek, ale też o siebie.
WC: Gdybyś miała podpowiedzieć jedną bardzo prostą rzecz, od której ktoś może zacząć bliższy kontakt z naturą – co by to było?
LD: Zaczęłabym od uświadomienia sobie, że jesteśmy częścią natury – naprawdę. Oddychamy tlenem wytworzonym przez najbliższe drzewo, a to, jak traktujemy środowisko, bardzo szybko wraca do nas. Dobrostan to nie tylko ciało, ale też emocje i to, czym się na co dzień otaczamy. Usiądźmy więc na trawie, wystawmy twarz do słońca, zróbmy głęboki wdech. A potem rozejrzyjmy się uważnie i zobaczmy, na czym siedzimy – może to roślina, której właśnie teraz najbardziej potrzebujemy? Można ją sfotografować, zapytać o jej imię, poszukać wieczorem informacji. I z ciekawością pomyśleć: „dlaczego akurat ciebie dziś spotkałam – co chcesz mi o sobie opowiedzieć?
Bardzo dziękujemy za rozmowę!
Kalendarze oraz propozycje warsztatów możecie znaleźć na stronie: https://leeladesign.pl/