przystanek korzeniowa

Kazimierz Dolny: wiejski klimat i zachwycająca kuchnia w stuletniej chacie na skraju wąwozu

Pensjonaty

„Przystanek Korzeniowa” i pobliski dom właścicieli „Korzeniowa Góra” zatopione są w morzu zieleni, z dala od gwarnego kazimierskiego rynku. Jest tu cicho, a latem przyjemnie chłodno.

To miejsce jedyne w swoim rodzaju. Nie tylko dlatego, że leży na skraju wąwozu, ale przede wszystkim z powodu jego historii. Agnieszka i Tom pierwszy raz przyjechali do Kazimierza, gdy mieli po 22 lata. Od tego czasu bywali tu, kiedy tylko mogli. 

Na świat przychodziły dzieci, dziś już prawie lub całkiem dorosłe. Najstarsza Jagoda ma męża i dwoje dzieci, prowadzi salon tatuażu „miłość.tattoo” w Łodzi. Róża Maria skończyła dziennikarstwo, Mikołaj studiuje, a Walenty i Leon chodzą do liceum.

– Życie się zmieniało, a my byliśmy wierni Kazimierzowi. Zachwycił nas przyrodą – mówi Tom. – Braliśmy plecaki, wodę i ruszaliśmy na wędrówki po wąwozach, których są tu setki. Oprócz tych najbardziej znanych i takie, gdzie można chodzić godzinami i nie spotkać nikogo, a potem wyjść w całkiem niespodziewanym miejscu; taka ruletka – uśmiecha się. – Mieliśmy w głowie, że tu będzie nasze miejsce na ziemi. A wiele rzeczy, które sobie wizualizujemy, się dzieje.

Wymarzony stary drewniany dom w Kazimierzu

Ogłoszenie o drewnianym domu na sprzedaż znaleźli w internecie przypadkiem, a potem udało im się go kupić, choć finansowo było to wyzwanie. Z rodzinnej Łodzi przenieśli się na stałe. Potem narodził się pomysł na klubojadalnię. Znów mieli szczęście – sąsiedzi, którym zaproponowali, że wydzierżawią od nich niezamieszkały domek, choć najpierw odmówili, ostatecznie powiedzieli „tak”.

– Inspiracją dla knajpki był film „Przystanek Alaska” z barem, gdzie goście się znają, a atmosfera jest rodzinna – mówi Tom. – Chcieliśmy mieć podobne miejsce, puszczać fajną muzykę i spędzać czas tak, jak lubimy, z ludźmi z okolicy. Nazwaliśmy go „Przystanek Korzeniowa”, od wąwozu Korzeniowy Dół i na cześć ulubionego serialu. Wszystkiego musieliśmy się uczyć sami, bo z gastronomią nie mieliśmy przedtem nic wspólnego. Wiedzieliśmy jedno: będziemy podawać to, co i my chcielibyśmy mieć na talerzu. 

Wiele rzeczy robimy sami: zakwas na barszcz i inne kiszonki, przetwory (np. chutneya z jarzębiny), octy, a resztę bierzemy od lokalnych wytwórców. Pyszne paszteciki i cebularze z piekarni „Zgoda”, wina z kazimierskich winnic, piwa z lokalnych browarów. Mówimy, że mamy tu szeroko pojętą kuchnię Wschodu. Wiemy, że mogliśmy sobie urządzić gastronomiczne eldorado i zarabiać krocie, ale nie o to nam chodziło.

Restauracja w Kazimierzu Dolnym – nie tylko dla wegan

Stawiają głównie na dania bezmięsne, ale te z mięsem też można w „Przystanku” znaleźć. Z kiszonej kaszy z warzywami i harissą jest stir fry, inspirowany tradycyjnym daniem z Bieszczad. Z kimchi i cukinii przyrządzają własnego pomysłu japońskie placki okonomiyaki, a rãmen podają nietypowo: z włoskim makaronem i korzeniową pastą.

Starają się otwierać na to, co przynosi czas. Niedawno zdecydowali, że dom latem będą wynajmować. – To takie ćwiczenie wyzbywania się rzeczy, przywiązania  – mówi Tom. – Może kiedyś ruszymy stąd dalej, by zakorzenić się gdzie indziej – kto wie? 

Więcej zdjęć obejrzysz w galerii.
TEKST: AGNIESZKA Wójcińska ZDJĘCIA I STYLIZACJA: Gutek Zegier

Zobacz również