#zostańwdomu czytaj e-wydanie - tylko 8,99 zł
reklama
dom z bali

Prezent od prapradziadka. Ten zakopiański dom z bali ma już ponad sto lat

Domy w Polsce

Ten zakopiański dom ma ponad sto lat – od zawsze należał do rodziny Korniłowiczów. Dziś opiekuje się nim piąte pokolenie. Wszystkich łączyła miłość do gór, nart i tatrzańskiej przyrody.

Jeden z najstarszych drewnianych domów w Zakopanem

Marysia wierzy, że talenty dostajemy od przodków i to nam daje prawdziwą moc. Ona zdolności i zainteresowania – jest psychologiem – odziedziczyła po prapradziadku Edwardzie Korniłowiczu i jego synu, pradziadku Tadeuszu. Pierwszy był słynnym warszawskim psychiatrą z przełomu XIX i XX w., a drugi psychologiem. Ale w spadku zostawili jej coś jeszcze – Korniłowiczówkę, niezwykły dom, jeden z najstarszych w Zakopanem.

Edward Korniłowicz do Zakopanego przyjeżdżał dla zdrowego powietrza. Tak zachwyciły go dzika górska przyroda Tatr i budownictwo w stylu zakopiańskim, że postanowił kupić tu wakacyjny dom. To był czas, kiedy wśród inteligencji zapanowała moda na wieś i tatrzańską stolicę.

Korniłowiczówka – historia zakopiańskiego domu

W 1896 roku Korniłowicz kupił drewnianą chałupę i dobudował do niej przeszkloną werandę. Potem, by miasto nie wdarło się w tatrzańskie doliny, zaczął skupować okoliczne działki. Założył na nich duży ogród, który sięga aż do otuliny Tatrzańskiego Parku Narodowego. Postawił tam też małą kapliczkę. Poprosił go o to, zamiast zapłaty za ziemię, niezwykle pobożny gazda Franciszek Gąsienica. Kapliczkę zaprojektował… Stanisław Ignacy Witkiewicz, serdeczny przyjaciel Edwarda i częsty gość w jego domu.

 

Zresztą Korniłowiczówkę odwiedzały i inne sławy, choćby Tytus Chałubiński, Bronisław Piłsudski – etnolog i starszy brat Józefa, czy Henryk Sienkiewicz, z którego córką ożenił się syn Korniłowicza Tadeusz. Ten po ojcu odziedziczył miłość do Tatr. Nie tylko zamieszkał w zakopiańskim domu, ale był też zapalonym grotołazem, obrońcą  gór i ratownikiem TOPR. Za PRL w domku mieszkała jego córka Medzia, która nie założyła rodziny. Gdy zmarła, Korniłowiczówka przeszła więc na wyłączną własność dziadka Marysi, potem taty, a w końcu – jej samej.

Remont starego domu

– Mam mnóstwo pięknych wspomnień związanych z tym miejscem – opowiada Marysia. – Latem bywałam tam z dziadkami. Na końcu długiego ogrodu, który jest wyjątkową oazą ciszy i spokoju w zatłoczonym dziś Zakopanem, była drewniana, przesuwana brama. Przez nią sąsiedzi prowadzili owce na wypas, na łąki pod Nosalem, a ja biegłam za nimi.

Z rodzicami przyjeżdżałam zimą, bo kochaliśmy narty. Co roku śmigaliśmy z Kasprowego. Zresztą z okna sypialni jak na dłoni widać ten szczyt, wystarczy wyjrzeć i już wiadomo, jakie panują tam warunki. Cieszyłam się, gdy odziedziczyłam dom. Ale było to wyzwanie. Miałam 28 lat, trójkę małych dzieci, a on był w kiepskim stanie. Na szczęście pomógł mi mąż, Stanisław, człowiek bardzo zaradny i pomocny.

 

Na remont pożyczyli część pieniędzy od dziadka Korniłowicza. Musieli go zrobić, bo kiedy przyjeżdżali z kilkuletnim Tadziem oraz bliźniaczkami Zosią i  Hanią, spali w piątkę pokotem w jednym pokoju na górze, a mama Marysi na rozklekotanej wersalce w salonie. O pomoc w odświeżeniu wnętrza poprosili krakowską architektkę Zofię Rostworowską. To ona zaprojektowała jesionową zabudowę kuchenną, wybrała szklane lampy nad stół i kafelki do kuchni i łazienek. Wiedzieli jedno – chcą zachować wszystkie oryginalne elementy, które da się uratować, choćby piękny rzeźbiony sekretarzyk z inskrypcją i monogramem Tadeusza, starą wiejską szafę, łóżko czy drewniane świątki. 

Drewniane bale pod boazerią...

Do góralskiej chaty sprzed 100 lat postanowili dobrać zupełnie nowe rzeczy i trochę pasujących staroci. Zaczęli od oczyszczania. Wyrzucili peerelowskie meble, których było pełno i pozbyli się ówczesnych przeróbek. Za komuny państwo dokwaterowało ciotce sublokatorkę. Dom podzielono, dobudowano prowizoryczne piecyki, a na ścianach… położono boazerię. – Zdjęliśmy ją i zobaczyliśmy wiekowe bale. Oczyściliśmy je, a szpary uszczelniliśmy tradycyjnie, warkoczami ze słomy – opowiada Marysia.

Na podłogach musieli niestety położyć w większości nowe deski, bo stare już się nie nadawały. Ostały się ponadstuletnie, pięknie skrzypiące schody. Pod nimi odkryli kolejną niespodziankę – rodzinną skarbnicę. W starych skrzyniach były pamiątki, zdjęcia (te z widokami Tatr z początku XX w. Marysia oprawiła i powiesiła na ścianach) i stare pamiętniki Towarzystwa Tatrzańskiego, które oddała do introligatora.

 

Do Korniłowiczówki najchętniej jeżdżą w marcu – dzień jest dłuższy, śnieg na Kasprowym wciąż doskonały, a słońce niemal jak we włoskich Alpach. Poza tym wynajmują swój dom w Zakopanem gościom. – Cieszę się, że poznają historię rodziny, obecną w każdym zakamarku – mówi  Marysia. – Tata nie miał syna, ja zmieniłam nazwisko po ślubie, ale przetrwa ono w nazwie tego domu, kiedy nie będzie już ani nas, ani naszych dzieci.
 

Całą sesję obejrzysz w galerii

Tekst: Agnieszka Wójcińska
Zdjęcia: Michał Mrowiec
Stylizacja: Karolina Mears

Zobacz również