weranda.pl werandaweekend.pl
reklama
Wyspa wspomnień: letni domek urządzony starociami

Wyspa wspomnień: letni domek urządzony starociami

Domy na świecie

Latem dziewczynki hasają koło domu cały dzień. Wybiegane, umorusane i szczęśliwe, z trudem łapią komendę: „Marsz do łazienki!”, bo wieczorem są tak wykończone, że najchętniej wślizgnęłyby się tylko do swoich „kajut” na poddaszu. Za to do stołu, zwłaszcza Marty, dwa razy zapraszać nie trzeba. Gdy tylko zjawia się na nim coś słodkiego, pulchniutkie paluszki już gotowe są pomijać etap łyżeczki i celują w sam crème de la crème…

 

Dlatego letnia jadalnia pod jabłonką cały czas jest otwarta, to znaczy czymś zastawiona. Po napełnieniu brzuchów smakołykami dziewczynki znikają w zieleni ogrodu tak szybko, jak się z niej wyłoniły.

Domek letniskowy urządzony starociami, czyli coś z niczego

Od tej świeżej zieleni mocno odcina się kolor Rootsi punane – ciemnoceglasta czerwień tak charakterystyczna dla szwedzkich letnich domków nazywanych torpami. Typowy torp ma poza tym dwuspadowy dach i białe jak śnieg ramy okienne. Taki też jest dom Elin i Tobiasa – prawdziwy klasyk skandynawskiego stylu, choć trzeba przyznać, że wzbogacony o romantyczne nuty. Bajkowo wygląda jabłoń uginająca się pod ciężarem owoców czy specjalnie posadzone na dobudowanej werandzie pnącza.

szafka na buty
Górna szafka kuchenna stała się praktyczną szafką na buty. Żeby nie było ich widać, powieszono od wewnątrz koronkową firankę.

 

Rośliny przed domem wyglądają trochę jak dzikie, a wszędzie wokół wejścia poustawiane są donice z kwiatami. Ale to dopiero wstęp! Bo pełnię swego dekoratorskiego talentu właściciele ujawniają we wnętrzach, gdzie każdy metr kwadratowy jest niczym zbiór oryginalnych pomysłów, jak zrobić coś z niczego. Z czegoś starego, zniszczonego, nierokującego za wiele.

Choć Elin i Tobias są młodzi, ledwie po trzydziestce, nie lubią rzeczy „od nowości”. Ciągnie ich do staroci, 
które od lat hobbystycznie ratują od zapomnienia. Nadają im nie tylko nowe życie, ale i nowe całkiem znaczenia i funkcje. A dzięki swojej fantazji mogą też zaoszczędzić w portfelu sporo grosza. A to ważne, kiedy jest się na dorobku.

Oboje spędzili dzieciństwo na Alnön w Zatoce Botnickiej. Wyspa, połączona długim mostem z portowym Sundsvall, służy miastu za dodatkowe zielone płuco. W mieście się poznali, zakochali w sobie i założyli rodzinę. Pokusa, żeby się stamtąd wynieść na wyspę, była ogromna. Zwłaszcza że od oazy ciszy i spokoju dzieliło ich zaledwie dwadzieścia minut jazdy samochodem. Zarządzili więc pewnego dnia, że wracają do korzeni. Wiadomo było, że kupią jakiś stary dom do remontu. Choć oboje zawodowo niewiele mają wspólnego z urządzaniem wnętrz (ona jest marketingowcem w Vero Modzie, a on operatorem technicznym), okazali się mistrzami w „zrób to sam”. Do remontu starego domu przystąpili z werwą. Mieli też sporo szczęścia.

Domek letniskowy –  na początku był remont

Choć dom ostatni remont przeszedł w latach 80., był okazem zdrowia – stropy całe, szczelny dach, żadnej spróchniałej deski czy wypaczeń w stolarce okiennej. Gorzej z jego urodą – wszędzie królowało pożółkłe drewno sosnowe, musztardowo-brązowe tony podłóg i ścian, plastikowe wykładziny. Para zakasała rękawy. Zaczęło się zeskrobywanie starych warstw, zrywanie linoleów, dochodzenie do szlachetniejszego kośćca. W ruch poszły pędzle, na ściany i podłogi wylało się morze białej farby, żeby rozjaśnić wszystkie pokoje z tymi na poddaszu włącznie.

 

W całej operacji małżonkowie chcieli ocalić i maksymalnie wykorzystać zastane po poprzednich właścicielach wyposażenie. Po co wyrzucać zlew, skoro jest w nienagannym stanie? Niezbyt urodziwe, przyciężkawe szafki kuchenne? Nic straconego – górne się zdejmie, żeby kuchnia wydawała się lżejsza, mniej przytłaczająca. Ale tych zdjętych przecież żal wyrzucić. Kombinowali, co by z nich innego zrobić. Na przykład szafkę na buty do przedpokoju! To nic, że fronty były z szybkami. Od wewnątrz zawiesili koronkowe firanki.

Na przykład szafkę na buty do przedpokoju! To nic, że fronty były z szybkami. Od wewnątrz zawiesili koronkowe firanki. Z dwóch innych zrobili wyspę kuchenną. Fakt, trzeba było się z tym trochę natrudzić. Bo przecież takie szafki, wyjęte z zabudowy, mają inne fronty i mniej atrakcyjne boki. Dorobili więc na dole profilowane gzymsy, dołożyli blat z deski podłogowej (wyszło znacznie taniej), a boki wyspy okleili kwiecistą tapetą.

 

weranda
Weranda, czyli pokoik... pod grabiami. Oryginalny stół zrobiony ze starej maszyny do szycia.

 

Elin i Tobias postanowili remontować dom od razu, czyli mieszkając w nim. Nie było to łatwe, bo jest niewielki. Żyli z dwójką dzieci stłoczeni w jednym pokoju i kolejno wykańczali następne pomieszczenia. Nowością było dobudowanie werandy, która okazała się dodatkowym letnim pokojem, co więcej – przez wszystkich ulubionym. Znalazły się tu oczywiście rzeczy z odzysku i po metamorfozach. Podstawę od maszyny do szycia wykorzystali jako nogę rodzinnego stołu, przy którym jadają w deszczowe dni. W rogu stanął wiklinowy fotel i zrobiło się idealne miejsce do czytania. Młodą ekipę remontową wspierali dziadkowie – babcia wyczarowała na szydełku kolorowe kapy na łóżka, dziadek oddał nawet własny stół stolarski, żeby w kuchni mógł służyć za dodatkowy blat roboczy. Nie mówiąc o dziesiątkach innych drobiazgów, które umaiły wnętrza.

Domek letniskowy – meble z Ikei i stare grabie

Budżet domowy był ograniczony, więc fantazja okazała się kluczem do sukcesu. Co tylko młodym wpadało w ręce, zaraz zastanawiali się, jak by tego użyć, na co przerobić. Kiedy znajomi wystawili na śmietnik stare ikeowskie regały na książki, Tobias natychmiast je przejął i zaczęło się kombinowanie. Wyszła z nich kuchenna półka z gęstymi przegródkami na talerze. Ten pomysł z kolei tak się spodobał znajomym, że zaraz posypały się zamówienia. Nie ma to jak wirusowy marketing – dzięki całej serii półek, które po prostu zaczęli sprzedawać, udało się podreperować domowy budżet i kupić parę nowych rzeczy (tak, tak, takie tutaj też się zdarzają) czy po prostu farby.

Podczas całego remontu Elin i Tobias nie tylko starali się wykorzystać każdą rzecz, nawet tę najbardziej pogryzioną zębami czasu (ze starych skrzyń na owoce zrobili na przykład ciekawe regały kuchenne), ale też zagospodarować choćby najmniejszy kawałek przestrzeni. Pod dachem nie było miejsca na trzy sypialnie, dzieci musiały mieć wspólny pokój. Ale nie do końca, bo… dziewczynki śpią w swoich „kajutach” wbudowanych w skos, przytulnych i nawet oficjalnie oznaczonych specjalnym szyldem.

Wizyty na pchlim targu stały się obowiązkowe – przecież jest najważniejszym źródłem inspiracji. Elin ma
to zresztą po mamie, która wpoiła jej przekonanie, że żadnej rzeczy nie spisuje się na straty. Trzeba jej tylko wymyślić nowe życie. Weźmy takie stare zardzewiałe grabie. Przecież to odlotowy designerski reling! Zamocują go pod sufitem i będą suszyć na nim zioła. Gdzie? Oczywiście w ulubionym pokoju – na letniej werandzie.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ W GALERII

Tekst: Beata Majchrowska

Zdjęcia i stylizacja: Camilla Isaksson

Zobacz także: Lepiej być nie może: pastele i styl skandynawski w chatce na Warmii

Zobacz również