weranda.pl werandaweekend.pl
reklama
domek norweski

Zapach lawendy w niebieskim domu

Domy w Polsce

Najbardziej się cieszą, gdy odwiedza ich stado jeleni. Zatrzymują się tu na krótki postój, po czym ruszają dalej, pozostawiając po sobie jedynie ślady kopyt na piasku. – Nieraz nocą widzieliśmy ich poroża oświetlone blaskiem księżyca – opowiada Ania. – Gdy kilka lat temu zdecydowaliśmy się postawić na działce dom dla gości, miałam obawy, czy nie ograbimy  zwierząt z miejsca do wypoczynku. Na szczęście nadal czują się u nas jak u siebie. Zimą kładą się wokół studni w połowie drogi między nowym i starym domem. To właśnie im nazwę zawdzięcza nasz niebieski domek. 

biała cegła w kuchni

Od "Stodoły" po niebieski dom

Poznali się z Markiem w warszawskiej „Stodole”. Miło im się rozmawiało, ale gromu z jasnego nieba nie było. Zaiskrzyło dopiero, gdy próbowali swoich sił na paralotni. Lot Marka zakończył się groźnym upadkiem. Uwięziony na urwisku przez dwie godziny czekał na helikopter ratunkowy. Dręczona wyrzutami sumienia Ania zaczęła odwiedzać go w szpitalu. Dziś śmieją się, że ceną ich udanego związku była szyna z 12 śrubami umieszczona w jego udzie.

Po zakończonej rekonwalescencji zaczęli razem układać sobie życie, najpierw we dwoje, potem pojawił się Olek, a dwa lata później Zosia. Marek pracował przy budowie gazociągu jamalskiego, Ania w Ośrodku Ochrony Zabytkowego Krajobrazu  z siedzibą w Łazienkach Królewskich. Niby wszystko było dobrze, ale tęskniła za rodzinnym Dolnym Śląskiem. A że akurat szukali działki, stwierdzili, że mogą ją kupić w jej stronach. 

Do niebieskiego domu przekonała ich natura

 Pamiętam pierwszą noc w Karpnikach. Marek był wtedy w Warszawie. Dzieci spały na górze, ja próbowałam zasnąć na dole. Na zewnątrz rozpętała się burza, istne piekło – wspomina Ania. – Błyskawice pruły niebo, grzmoty dudniły w uszach. Gdy piorun uderzył w naszą działkę, miałam wrażenie, że mnie oślepił, choć oczy miałam zamknięte ze strachu. 

Oczywiście ranek przywitał mnie jaskrawym słońcem i błękitem nieba, a ja uświadomiłam sobie, że dzieci spokojnie przespały noc. Widocznie poczuły się tu bezpiecznie. Wzięłam to za dobrą monetę! – dodaje z uśmiechem. Wtedy nie wiedziała, że ta noc będzie metaforą ich życia. Odkąd zamieszkali w górach, codzienność nabrała kolorów. Choć na brak wrażeń nie narzekają, zyskali wewnętrzny spokój. Są przekonani, że to dzięki naturze, którą mają na wyciągnięcie ręki.

Niebieski dom wśród lawendy

Ich ziemię otacza wianuszek pałaców i parków krajobrazowych z końca XIX wieku. – To wtedy w całej Europie nastała moda na parki naturalistyczne, z wijącymi się ścieżkami i kępami drzew. Charakterystyczne dla tej epoki są romantyczne pseudoruiny. Do dziś na pagórkach Kotliny Jeleniogórskiej widać a to pozostałości wieży widokowej, a to latarni morskiej czy antycznego teatru – wyjaśnia fachowo Ania, która jest specjalistką od zabytkowego krajobrazu. – Nasza Dolina Pałaców i Ogrodów to ewenement na skalę europejską. Po wojnie nikt tu nie inwestował, więc przez sto lat krajobraz niewiele się zmienił – dodaje. 

Choć ogrody to jej pasja, ich działka jest dość „monotonna”. – Nie od dziś wiadomo, że szewc bez butów chodzi – z uśmiechem rozkłada ręce. Ciężko jej budować kolejne ścieżki czy altany, kiedy wkoło ma dzikie kwitnące łąki. Nie mogła się jednak oprzeć lawendzie i dla niej zmieniła naturalny krajobraz. Plantacja ciągnie się aż po horyzont. Gdy przychodzi pora żniw, pachnie cały dom. Niezastąpiona jest wtedy pomoc gości. Mogą wziąć sobie tyle lawendy, ile tylko zdołają zebrać, resztę Ania wysuszy na strychu. Będą z tego bukiety i wianki dla przyjaciół. 

Więcej zdjęć w galerii.

Tekst i stylizacja: Agnieszka Wrodarczyk/ Happy Place
Zdjęcia: Michał Skorupski
Kontakt z właścicielami: jeleniowka.pl
Projekt domu: danmardomy.pl

Zobacz także: Dom w stylu skandynawskim z nutką eklektyzmu i błękitnymi dodatkami

Zobacz również