Ahoj przyrodo! Jak obudzić w dzieciach miłość do natury?

Ahoj przyrodo! Jak obudzić w dzieciach miłość do natury?

Eko życie

Rzućcie telefony i laptopy, wyłączcie TV! Obudźcie w sobie i dzieciach ciekawość przyrody. Przecież każda wyprawa na poziomki może być przygodą.

 

Za chwilę będą wakacje. Czas odpoczynku, letnich wyjazdów, opalania się i kontaktu z przyrodą. Warto te letnie tygodnie zaplanować tak, by ze swoimi dziećmi lub wnukami spędzić jak najwięcej czasu bez komputerów, tabletów, smartfonów i innych elektronicznych gadżetów, a w zamian pooglądać żaby w stawie, mrówki w lesie, poznać z nazwy okoliczne kwiatki, sprawdzić, jakie dzikie rośliny są jadalne, a jakie lecznicze. Podręczników na ich temat jest bez liku. Zysk z takich wakacji będzie wielostronny, zwłaszcza dla dzieci miejskich, u których coraz częściej obserwuje się SDN – Syndrom Deficytu Natury.

Strach przed motylem. Czym jest Syndrom Deficytu Natury? 

Dzieci wychowywane w przedszkolach, mieszkające w miejskich blokowiskach lub zamkniętych za murem osiedlach nie mają szansy na odkrywanie przyrody i nieskrępowane jej poznawanie. I nie chodzi tylko o to, żeby wiedziały, skąd się biorą mleko czy jaja, by umiały nazwać drzewa i zboża, ale by odkryły atawistyczną radość obcowania z przyrodą, podglądania ślimaków, wąchania kwiatków i zjadania fiołków.

Dzieci dotknięte SDN nie tylko nie znają przyrody, ale wręcz się jej boją. Znam przypadek ataku histerii u dziecka, któremu na ręce usiadł motyl. Widziałem młodą damę przerażoną ważką i młodzieńca uciekającego z kajaka, gdy podpłynął do niego zaskroniec. Objawy SDN to między innymi deficyt uwagi, hiperaktywność, niski poziom kompetencji społecznych i komunikacyjnych, otyłość, niezgrabność ruchowa, agresja, depresja i nerwice. Z danych WHO wynika, że Polska ma drugie w Europie miejsce pod względem samobójstw dzieci i młodzieży. Im jest potrzebna pomocna dłoń rodziców lub dziadków mających czas i chęci, by wspólnie poznawać otaczającą nas przyrodę.

W lesie, na łące czy nad wodą czekają na nas istne cuda.
W lesie, na łące czy nad wodą czekają na nas istne cuda.

Zaprzyjaźnij się z dżdżownicą

Można to potraktować jako misję i inwestycję w przyszłość młodego pokolenia. Można to robić z pobudek filozoficzno-religijnych, bo przecież gdyby biblijna Ewa lepiej znała drzewa, to nadal żylibyśmy w raju. Najlepszym argumentem jest jednak wykorzystanie wakacji do rodzinnego poznawania świata wokół nas: tropów zwierząt, zajęczych bobków, kwiatków dziurawca, liści dzikiej mięty, smaku fiołków i stokrotek, gwiazdnicy i mniszka, herbaty z wierzbówki kiprzycy czy naparu z macierzanki piaskowej.

Kto ma to zrobić? Przedszkolanka czy nauczyciel biologii w czasie jednej lekcji tygodniowo? To jest rola rodziców i dziadków, najlepiej z przyrodą obytych i ją znających, ale wystarczy, by mieli tylko chęci i dobry podręcznik. No i żeby nie bali się wziąć do ręki ślimaka, dżdżownicy czy żuka gnojarka.

Swoim wnuczkom sprawiłem zestawy do odkrywania przyrody: małe siatki na bambusowym patyku i specjalne plastikowe pojemniki z lupką do oglądania konika polnego, złowionej w stawie płoszczycy czy larwy ważki. W stawie, pierwotnie zbudowanym dla żab, zrobiłem łagodną, piaszczysta plażę – do brodzenia w wodzie i odkrywania przyrody, ale przecież nad każdym jeziorem można nie tylko leżakować, ale także chodzić w płytkiej wodzie i odkrywać, co w niej żyje. Oczywiście pod czujnym okiem opiekuna i mentora, który jeśli nie wie, co to za roślinka lub robaczek, to przynajmniej wie, gdzie i jak to sprawdzić.

Las dla zdrowia i relaksu

W lesie, na łące czy nad wodą czekają na nas istne cuda. Każda gąsienica to nie lada zagadka. Jaki motyl z niej wyrośnie? Kto mieszka w kulce na dębowym liściu? Jakie zwierzę zostawiło ślady przy kałuży? Czyja to nora? Czyje piórko? Wspólny spacer lub wyprawa na poziomki lub jagody może się zamienić w prawdziwą przygodę. Warunkiem jest jednak przekonanie się, jak takie rodzinne lekcje przyrody są ważne i potrzebne.

Warto uzmysłowić sobie, że kocha się tylko tych, których się poznało. Na tej samej zasadzie kochać i szanować można tylko to, co się pozna. Walczmy więc z Syndromem Deficytu Natury. Uchrońmy nasze dzieci i wnuczęta przed deficytem uwagi, hiperaktywnością, niskim poziomem kompetencji społecznych i komunikacyjnych, otyłością, niezgrabnością ruchową, agresją, depresją, nerwicami i nudą. A i sami przy okazji czegoś ciekawego się o świecie dowiemy.

O zwierzętach opowiada dr andrzej G. Kruszewicz, lekarz weterynarii, ornitolog, znawca ptasich obyczajów, autor wielu książek, dyrektor warszawskiego zoo

Zobacz także: Dzik - czy rzeczywiście jest taki zły? 

Zobacz również