weranda.pl werandaweekend.pl
reklama

Gdyby człowiek nie udomowił wilka, pies nie miałby kłopotu z chłodem. Dla wilków zima jest bowiem czasem obfitości. Watahy polują wówczas na zmagających się z trudami głodu i śnieżyc roślinożerców, a ich futro chroni nawet przed największym mrozem. Ale tak było kiedyś.

Przez tysiące lat oswajania pozbawiliśmy psa wilczych „nauszników i rękawic”. Wiele ras, jak choćby yorkshire terrier czy bokser, w ogóle nie ma podszerstka, czyli krótkiej i gęstej warstwy włosa tuż przy skórze, spełniającej funkcję ciepłej bielizny. Że nie wspomnę o rasach całkiem pozbawionych sierści, jak chiński grzywacz nagi! Z kolei jamniki – i cała rzesza innych psów – mają krótkie łapy i gołe brzuchy, którymi szorują po śniegowym błocie. Dla nich wszystkich zima jest tak samo trudna jak dla nas.

Choć jestem przeciwniczką strojenia psów w fatałaszki, to golizna nie nadaje się do naszego klimatu. Jeśli mamy psa, który z powodu choroby lub właściwości swojej rasy nie ma wystarczająco bujnej sierści, musimy go ubierać. Trudno.

Ale ciuszki muszą być przede wszystkim wygodne, a nie modne. Pamiętajmy, że dla psa nawet najpiękniejszy kombinezon to dyby krępujące ruchy i przeszkadzające w spacerze. Kubraczek ma więc odgrywać rolę grzewczą, a nie budzić zainteresowanie przechodniów.

reklama


Całkowitym nonsensem jest też strzyżenie zwierzaka zimą, a potem ubieranie w fikuśny stroik. No i pamiętajmy o tym, że jeśli już zaczęliśmy ubierać psa, to róbmy to stale. Nie zapominajmy o włożeniu ubranka. Naprawdę nie usprawiedliwiają tego pośpiech ani skleroza. Nasz Azor przyzwyczaja się, że w kubraczku jest mu ciepło, więc ubranie chowamy do szafy dopiero wiosną, gdy zrobi się przyjemniej.

A co z psami, które mimo lichej sierści nie godzą się na ubranie i koniec? Nie zmuszajmy ich do tego, co sprawia im przykrość. Ograniczmy zimą spacery do minimum, niech psiak zrobi to, co musi, i wraca do domu. A na prawdziwe wybieganie się pozwólmy mu przy suchej i słonecznej pogodzie. Dlaczego przy suchej? Tak samo jak dla nas, dla psów najbardziej niebezpieczna jest wietrzna wilgoć. Wówczas organizm wychładza się w zawrotnym tempie.

Na szczęście nie wszystkie psy cierpią na braki w zimowej garderobie. Nawet niezbyt długa, ale bogata w podszerstek sierść doskonale chroni przed zimnem. Zresztą pies sam pokaże nam, czy lubi zimowe spacery. Wiele psiaków szaleje w śniegowym puchu i łapie spadające płatki, inne zajadą się śniegiem i nic złego z tego nie wynika. To tak samo, gdybyśmy jedli lody na chłodzie. W końcu tym, którzy mają skłonność do angin, lody wręcz zaleca się tylko zimą.

Czego nie wolno robić?

Zostawiać psa przywiązanego przed sklepem. Wybierajmy po prostu: albo spacer, albo zakupy. Nie wolno też wkładać zwierzakowi metalowych uprzęży i kagańców. Sprawdźmy sami gołym palcem, jak zachowuje się metal podczas mrozu.

Nie urządzajmy spacerów po wysypanych solą chodnikach. Jeśli nie mamy wyboru, bo mieszkamy w centrum miasta, koniecznie odpowiednio zabezpieczmy psie łapy. Najlepiej tłustą maścią typu linomag. Nasmarowanie spodu, poduszek i przestrzeni między nimi, doskonale chroni przed chodnikową solanką z domieszką całej tablicy Mendelejewa. Ale nawet jeśli to zrobicie, i tak po spacerze warto spłukać łapy czystą wodą.

Czy zima jest powodem do zmiany psiej diety? Tylko wtedy, gdy pies mieszka poza domem, w budzie. Co prawda uważam, że żaden się do tego nie nadaje, bo nawet z nazwy – canis familiaris, czyli pies domowy – jest przeznaczony do stadła rodzinnego. Są jednak ludzie, którzy tego nie rozumieją. Jeśli nie zmienią zdania, powinni podawać psu jedzenie bardziej kaloryczne niż latem. Bogatsze w tłuszcz i węglowodany pozwoli wytworzyć zwierzakowi więcej energii na ogrzanie ciała.

Mimo to nawet dobrze odżywiony pies w budzie to wstyd dla domu. Wiele miałyby tu do powiedzenia moje czworonogi. Wszystkie trafiły do nas z niedoli. Często zimnej i głodnej. Jestem pewna, że większość z nich nie miała okazji wcześniej poznać ludzkiego domu. Widziały go tylko z zewnątrz, zza rozświetlonych szyb. Patrzyły na ciepło i dostatek na stole, gdy same zaszywały się do budy wysłanej wilgotną słomą. Ale jak do mnie trafiły, od razu wiedziały, do czego służą kanapa i fotel!

Dziś zima jest dla nich czasem leżakowania. Wychodzą na zewnątrz tylko z naglącej konieczności, szybko wracają i wskakują w ciepłe piernaty. Ja też nie lubię zimy, bo nie lubię zimna, ale życzę wszystkim czytelnikom dużo ciepłej energii i radości z zimowych spacerów z psem.

Tekst: Dorota Sumińska, doktor weterynarii, pisze książki, prowadzi audycje telewizyjne i radiowe o zwierzętach
Zdjęcia: Corbis/Fotochannels

reklama

Zobacz również