Rzemiosło z charakterem: Drugie Życie Dechy
RzemiosłoW świecie pełnym masowej produkcji coraz mocniej tęsknimy za rzeczami, które mają sens, ślad ludzkiej ręki i własny charakter.
Historia „Drugiego Życia Dechy” to opowieść o drewnie, pasji i codzienności, w której rzemiosło staje się naturalnym przedłużeniem życia rodzinnego.
Historia, która zaczęła się od jednej deski
Zawsze powtarzam, że dyrektorem kreatywnym tego przedsięwzięcia jest Magda – opowiada Piotr Reszela, rozpalając w kominku.
W salonie pachnie czekoladowym ciastem i rozgrzewającym naparem z cynamonem.
W tej kuchni zawsze unosi się aromat czegoś pysznego. Nic dziwnego, Magda jest pasjonatką, prowadzi kulinarny blog „Słone słodkim przeplatane”.
Nie tylko gotuje, ale też fotografuje swoje dania. Kiedyś Piotr zrobił dla niej deskę do krojenia, która zaczęła pojawiać się w sesjach.
I od tego zaczęło się „Drugie Życie Dechy”. Czytelniczki i koleżanki blogerki dopytywały Magdę, czy jej mąż dla nich także mógłby zrobić podobne.
Od ręcznej pracy do tokarki
Po etatowej pracy Piotr zaszywał się więc w pracowni i robił kolejne deski o naturalnych, nieregularnych krawędziach, wycinał drobne ozdoby, które Magda wykorzystywała w zdjęciach, a także do dekorowania ich domu. Dopiero po pewnym czasie w pracowni znalazła się tokarka. – Kiedyś do sesji zrobiłam sobie taką niedużą paterę – wspomina Magda. – Z elementów starego uszkodzonego kinkietu – dopowiada Piotr. – Tak, to chyba była ta pierwsza inspiracja.
Od trzech lat robią toczone ozdoby: choinki, drewniane bombki, żołędzie, misy i patery, nieduże meble – stołki czy stoliki. Ale dziełem Piotra są także proste ławki czy ryczki, jak w Wielkopolsce nazywa się niskie podnóżki.
Zobacz też: Poznajcie bombki szklane z warszawskiej pracowni. Unikatowe jak śnieżynki!
Rzemiosło jako odpowiedź na masowość
– Jeśli przedmiot jest rzetelnie wykonany przez rzemieślnika, może przetrwać długie lata, a nie rozpada się w rękach i ląduje w śmieciach – opowiada Piotr.
– Przyjemna jest dla mnie myśl, że za 10 czy 20 lat można będzie wziąć do ręki przedmiot i pomyśleć: „O, ktoś to fajnie zrobił”.
W każdym razie ja mam taką myśl, kiedy oglądam rzeczy, które Magda wyszukała na targach staroci – uśmiecha się.
Stolarka wymaga oczywiście czasu i pracy. A także wiedzy, którą zdobywa się jako samouk.
Zobacz koniecznie: Pracownia "Siostry plotą" to wspaniały przykład powrotu do tradycyjnego rzemiosła
Naturalne kształty zamiast prostych linii
– Mam poczucie, że świat pełen jest kwadratów i prostokątów, dlatego cenię sobie naturalne kształty drewna – dodaje Piotr.
– Grube plastry, które mogą stać się blatem stołu, opalone, wyszczotkowane i zabezpieczone, pięknie zachowują rysunek drewna.
Ale takich zamówień nie ma dużo, bo ludzie nadal boją się, że ciemne elementy będą brudzić.
Naturalne, nieregularne krawędzie miały pierwsze deski kuchenne, jakie robił. Teraz w jego pracowni częściej powstają inne – sztorcowe, ze sklejanego drewna różnych gatunków. Dzięki temu, po pocięciu, ich powierzchnie przypominają mozaiki z wzorami w naturalnych, niezwykłych kolorach.
– Drewno zawsze cię zaskoczy. Możesz spodziewać się jakiegoś odcienia, a pojawi się zupełnie nowy. Nic nigdy nie jest takie samo w tym materiale – zachwyca się artysta.
Zobacz też: Ceramika z Malinowej ulicy
Zapach drewna, który trafia do klientów
Zarówno większe, jak i mniejsze przedmioty najchętniej tworzy z dębu, jesionu i akacji. – I oczywiście z naszego polskiego egzotyka, czyli orzecha włoskiego.
Świetnie się obrabia i pięknie pachnie – uśmiecha się. Ten zapach trafia także do klientów sklepu „Drugie Życie Dechy”, bo drewniane dekoracje pakowane są dla zabezpieczenia w wióry z pracowni artysty.
ZDJĘCIA, STYLIZACJA i TEKST: GUTEK ZEGIER