dom poniemiecki

Mazury: stary poniemiecki dom zamienili w kameralny pensjonat nad jeziorem

Pensjonaty

Aldona uwielbia legendy, działają na jej wyobraźnię. A ponieważ urodziła się i wychowała w Giżycku, szczególnie lubi te lokalne, zasłyszane od starych autochtonów, spisane dwadzieścia lat temu w książce „Mazurskie opowieści” przez nauczycielkę i społeczniczkę z Kut, Jadwigę Tressenberg.

reklama
sypialnia w drewnie
WSZYSTKIE RZECZY UŻYTE DO STYLIZACJI SESJI POCHODZĄ ZE SKLEPU MAGAZYN FORM W GIŻYCKU.

Agroturystyka na Mazurach inspirowana lokalnymi legendami

– Najbardziej mi się zawsze podobała opowieść o Annie Zielarce leczącej chorych roślinami z naszych łąk. Zły pan, na którego ziemiach mieszkała, zniszczył jej chatę i zabronił zrywać ziół, więc gdy zachorował, nie miała mu jak pomóc –  mówi Aldona.

– To historia o tym, że warto dbać o innych nie tylko wtedy, gdy ich potrzebujemy. Z inspiracji opowieściami powstała ponad 100-kilometrowa ścieżka rowerowa „Szlakiem Mazurskich Legend”, która biegnie przez Puszczę Borecką. Jest na niej 27 punktów ze skrótami opowieści i wielkimi drewnianymi figurami ich bohaterów. A obok szlaku stoi mój i Irka dom, który nazwaliśmy nie inaczej, tylko Folwark Mazurskie Legendy.

Stary poniemiecki dom i stajnia marzeń 

To odnowione przez nich poniemieckie gospodarstwo, w którym po wojnie mieszkali Ukraińcy przesiedleni w ramach akcji „Wisła” z Bieszczad. 

folwark mazurskie legendy
Aldona i Irek z ukochaną suczką Leą, która uwielbia pozować do zdjęć. W domu mieszkają z nimi tAKŻE dwa przygarnięte koty: Cypisek i Zosia.

Pierwsze wzmianki o nim, do jakich udało im się dotrzeć, pochodzą z 1893 r. – Nawiązaliśmy nawet kontakt z potomkami przedwojennych właścicieli – opowiada Aldona.

– Przyjechał do nas ich ponad 90-letni adoptowany syn Klaus, bardzo szczęśliwy, że dom jego dzieciństwa wciąż żyje. Ale najbardziej zaprzyjaźniliśmy się z ich prawnuczką Wiebke, która przywiozła nam wiele starych zdjęć i opowieści o historii folwarku. To od niej wiemy, że przed wojną mieszkało tu 30 koni, które pracowały w puszczy. Murowana stajnia była ważnym argumentem za kupnem posiadłości.

Domu szukali na odległość, z Anglii, gdzie się poznali i żyli kilkanaście lat. Aldona kocha konie, jeździ na nich od dziecka i zawsze chciała je hodować.

– Gdy trafiliśmy na ogłoszenie, to właśnie stajnia zrobiła na nas wielkie wrażenie – mówi. – Były jednak dwa problemy. Po pierwsze, dom był dla nas za duży, bo jesteśmy z mężem tylko we dwoje z naszymi zwierzakami. Po drugie, sprzedawano go aż z 16 hektarami ziemi, których nie potrzebowaliśmy.

loftowe wnętrza inspiracje
remont domu poniemieckiego jadalnia
Stolik w jadalni złożyli z dwóch mniejszych, które dostali od sąsiada. Nie lubią mebli na wysoki połysk, więc, tak jak belki, tylko go wyczyścili i wypiaskowali.

W końcu Irek poleciał do Polski i wynegocjował z poprzednimi właścicielami, że sprzedadzą im zabudowania oraz dwa hektary, żeby ich konie miały gdzie się paść. Srokate Belinda i Brenda, rasy Gypsy Cob, przyjechały z właścicielami z Wielkiej Brytanii.

– Nie miały tam lekkiego życia, bo często przechodziły z rąk do rąk. Były wycofane i nieufne – mówi Aldona. – Dwa lata zajęło mi przywrócenie im wiary w człowieka. Dziś ludzi kochają, a gdy do pensjonatu przyjeżdżają goście, pozwalają się głaskać, czesać i zaplatać sobie grzywy.

Wakacje na Mazurach: klimatyczny pensjonat nad jeziorem

Za duży dla nich dwojga dom poddał im pomysł, by zrobić pensjonat. Dla gości urządzili cztery wygodne pokoje, tarasik i jadalnię, a Irek właśnie wykańcza w części stajni salę kominkową na chłodne wieczory. W roli gospodarzy folwarku i pensjonatu odnaleźli się doskonale.

Jak i gdzie łowić ryby na Mazurach sprawdzisz na fishingnews.pl 

pensjonat na mazurach
Gości karmią lokalnym i zdrowym jedzeniem.

– W Anglii mieliśmy dobre życie, ale zawsze wiedzieliśmy, że to tylko miejsce przejściowe – mówi gospodyni folwarku. – Tu robimy to, co  kochamy. Założyliśmy warzywnik, a choć nic wcześniej nie uprawialiśmy, wszystko rośnie nam jak na drożdżach. Gości karmimy lokalnym, zdrowym jedzeniem – naszymi warzywami i owocami, jajami, serami i wędlinami od sąsiadów. Herbatę robimy ze źródlanej wody z naszego podwórza.

Zdecydowali, że ich dom będzie azylem dla dorosłych. – Co ciekawe, często przyjeżdżają do nas rodzice, którzy chcą odpocząć troszkę od dzieci – mówi Aldona. – Wyjeżdżają wyspani, naładowani ciszą i długimi rozmowami. 

Więcej zdjęć tego domu zobacz w galerii.

Kontakt do właścicieli: folwarkmazurskielegendy.com

Tekst: Agnieszka Wójcińska Zdjęcia: Igor Dziedzicki Stylizacja: Anna Salak


Zobacz także:
Nadbużański dom – wschodnia dusza w wersji wege
Beskid Żywiecki – cudna chata malarki urządzona w stylu wiejskim

Zobacz również