remont starego domu z cegły

W starym ceglanym domu: piece kaflowe, bielona podłoga i antyki

Domy w Polsce

Z góry szła starsza pani, uśmiechnięta, o niebieskich oczach. W ręku niosła wielki pęk kluczy i jednym otworzyła dom – tak Monika i Olaf zapamiętali swoją pierwszą wizytę w Słabowie. – To była pani Irenka, z którą potem się zaprzyjaźniliśmy – mówi Olaf.

 

– Opowiadała, że dom jest po rodzicach i bardzo są do niego z braćmi przywiązani. Na nas jednak wielkiego wrażenia nie zrobił: ciemne boazerie, a na suficie styropianowe plafony. Obok rozpadająca się stodoła. Ale zamurowało nas na widok okolicy. Piękne, rozległe przestrzenie. Na koniec pani Irenka z nadzieją zapytała: „Ale wy tu zamieszkacie, prawda?”. Przypadliśmy jej do gustu i chciała, byśmy w jej dom tchnęli drugie życie.

Tymczasem oni wcale nie byli przekonani. Właściwie to jechali do Gdańska, gdzie mieli nocleg przed powrotem do Warszawy, lekko rozczarowani. Przez weekend odwiedzili kilka domów na Mazurach i w każdym coś im nie pasowało. – Jednak kiedy obudziliśmy się rano w hotelu, szybko okazało się, że myślimy o tym samym, choć z początku głupio nam było się do tego przyznać. Ja to nawet miałam w głowie całą wizję, jak dom w Słabowie urządzić na nowo – śmieje się Monika. – On do mnie mówił. Klamka zapadła. Olaf zadzwonił do pani Irenki.

Drzwi i piece kaflowe są oryginalne – zostały jedynie pomalowane na biało.
Drzwi i piece kaflowe są oryginalne – zostały jedynie pomalowane na biało.
Stary dom na Mazurach okazał się ich wspólnym marzeniem.
Stary dom na Mazurach okazał się ich wspólnym marzeniem.

Znajomi i nieznajomi pukali się w głowę – zapomniana wioska gdzieś na końcu świata, bez jeziora, choć to Mazury. Nawet ekipa remontowa (doskonała, jak się okazało) szeroko otwierała oczy, czego szukają tu ci warszawiacy. Ale Monika z Olafem nawzajem dodawali sobie otuchy. Pomysł, by z warszawskiego życia przenieść się na Mazury, wyszedł od Olafa.

Od lat spędzał tu każdą wolną chwilę. Podróżnik z pasji, zjechał w życiu ze 100 krajów na różnych kontynentach. Z Moniką też poznali się podczas jednej z podróży – w hiszpańskiej Asturii. – Zaczęliśmy być razem i razem podróżować. Ale mnie, choćby z najpiękniejszego zakątka świata, zawsze ciągnęło na Mazury – mówi on. – Coraz bardziej marzyłem, by kupić tu działkę. Chwilę musiałem Monikę do tego pomysłu przekonywać, bo myślała raczej o morzu albo Toskanii. Gdy odkryliśmy, że łączy nas miłość do wnętrz i starych domów, postanowiliśmy jakiemuś dać drugie życie właśnie na Mazurach. 

– I tak pięć lat temu zaczęła się ta przygoda – opowiada Monika. – Dość szalona, bo to wcale nie tak blisko z Warszawy. W dodatku ja miałam wtedy stacjonarną pracę. Na szczęście, gdy powiedziałam szefom w mojej korporacji, że muszę odejść, bo się wyprowadzam, zaproponowali mi pracę zdalną.

Szezlong jest nowy, kupiony na Westwing. Monikę zachwyciła tapicerka, ale nie mogła powstrzymać się, by go nie przerobić – przemalowała nóżki z czarnych na białe.
Szezlong jest nowy, kupiony na Westwing. Monikę zachwyciła tapicerka, ale nie mogła powstrzymać się, by go nie przerobić – przemalowała nóżki z czarnych na białe.
Basen i ulubiona huśtawka przed domem. Widać stąd pastwiska ciagnące się wokół siedliska.
Basen i ulubiona huśtawka przed domem. Widać stąd pastwiska ciagnące się wokół siedliska.

Sprzedali więc mieszkanie, przenieśli się do Słabowa i zaczęli remont. Najpierw usunęli z wnętrz naleciałości lat 90. dwudziestego wieku. Zdjęli boazerie i styropianowe plafony z sufitów. – Naszym oczom ukazały się niesamowitości – opowiada Monika. – Po pierwsze, wielkie mrowisko na ścianie. Musiało tu być latami, nikomu nie przeszkadzając. Przenieśliśmy mrówki delikatnie na zewnątrz. A pod styropianem były piękne świerkowe belki sufitowe. Dom od razu nabrał światła i powietrza. 

Zostawili stare drzwi i piece kaflowe, które przemalowali na biało. Tylko podłogi nie udało się uratować. Pod warstwami linoleum i wykładziny zniszczała kompletnie. Chcieli, by ta nowa miała klimat. Długo szukali kogoś,  kto zrobi im deski na całą długość domu (siedem metrów w najdłuższym miejscu). Położyli je tata Moniki z wnukiem Klaudiuszem.

pastele w kuchni
Stary stół gospodarz kupił na OLX.

By sosnowe drewno wyglądało na stare, najpierw pokryli je przyciemniającą bejcą, a potem pomalowali lekko transparentną bielą, która od chodzenia naturalnie się przetarła. Kuchnię i wejściowe drzwi (jedne pomalowali na niebiesko, drugie na żółto) zrobił im pan Bernard, prawdziwy Mazur i niezwykle solidny stolarz. Będą na lata.

Olaf na OLX wyszukał trochę antyków: drewniany stół, kredens, nakastliki. Sami je odnowili i pomalowali farbą kredową. W skrzyni, która stanęła w głównej sypialni, zakochali się od pierwszego wejrzenia na warszawskim Kole. Kupili ją więc, choć tania nie była i przytaszczyli na Mazury. Wystarczyło wywoskować drewno i odmalować okucia – wygląda przepięknie, a mieści się w niej sporo pościeli i koców.

– Mamy wrażenie, że w pewnym wieku, a jesteśmy oboje po czterdziestce, człowiek coraz mniej ma ochoty na gwar i szybkie życie, a coraz więcej na spokój – mówią zgodnie.

– Żyjemy według planu marzeń. Zima w ciepłych krajach, a lato na Mazurach. Kochamy to – te zapachy, naturę na wyciągnięcie ręki, powtarzalność, która wprowadza w życie harmonię, gdy co roku bocian przylatuje o tej samej porze. – I krowy – dodaje Olaf. –  Uwielbiam je, a tutaj są wszędzie wokół. Dlatego, kiedy doszliśmy do wniosku, że chcemy dzielić się naszym miejscem na Ziemi z innymi, nadaliśmy siedlisku nazwę „Pastwisko”. 

Więcej zdjęć obejrzysz w galerii.

KONTAKT: PASTWISKO-MAZURY.PL

TEKST: Agnieszka Wójcińska  
STYLIZACJA: ANNA SALAK  
ZDJĘCIA: IGOR DZIEDZICKI

Zobacz także:
Białe wnętrza ocieplone drewnem i miodowymi dodatkami
Coś starego i coś nowego w poniemieckim domu na dawnej plebanii

Zobacz również