góralska chata

Święta w góralskiej willi z carskimi tradycjami

Domy w Polsce

Okna zabytkowej willi w witkiewiczowskim stylu wychodzą na cztery strony świata. Symbolizują gościnność gospodarzy, którzy czekają na gości z całego świata: nie tylko z Polski i Europy, ale też z Japonii, Brazylii i Nowej Zelandii. 

– Jesteśmy ciekawi ludzi i ich historii. A osoby, które nas odwiedzają, przybliżają nam nieco swój egzotyczny świat – przyznają. – Mimo różnic kulturowych, a czasem bariery językowej, traktujemy ich jak rodzinę. Szczególnie w okresie Bożego Narodzenia – dodaje Justyna.

Fakt, że otworzyli z Grzegorzem drzwi Niedźwiedziej dla gości, niewiele zmienił w ich zwyczajach. Świętują jak dawniej, z tą różnicą, że teraz gotują dużo, dużo więcej. Na ich stole królują zupa grzybowa, barszcz czerwony, do którego wybitny zakwas szykuje mama Justyny, groch z kapustą i smażony karp. Niedawno pojawiły się nowinki: pstrąg z czosnkiem niedźwiedzim, pierogi z makiem. – Na zakończenie są ciasta i nalewki. Po kolacji śpiewamy kolędy i idziemy na pasterkę w góry, na Wiktorówki – opowiadają. 

łóżko z drewna

Przygotowania do Wigilii

Całe lato szykujemy się do zimy. Półki spiżarni po kolei wypełniają słoiki z konfiturami, kompotami i powidłami. Z końcem lata przychodzi pora na ogórki kiszone, a jesień to czas na grzyby – wyjaśnia Justyna. Z myślą o wigilijnym stole suszą kapelusze najpiękniejszych borowików. 

Na kilka dni przed Wigilią wnoszą do salonu choinkę. Celowo wybrali sztuczną, by jak najdłużej utrzymać świąteczny nastrój. – Za to na zewnątrz gości wita prawdziwy, pięknie oświetlony świerk – mówią. Przystrajanie wysokiego na trzy metry drzewka to nie lada wyzwanie. Z pomocą przychodzą rodzina i przyjaciele. Każdy z bliskich ma tutaj swoje ulubione ozdoby.

Niektóre to cenne pamiątki rodzinne, inne kupili na bożonarodzeniowych jarmarkach, a jeszcze inne dostali w prezencie od przyjaciół i gości. Justyna ma do nich słabość.

– Gdy w naszej lokalnej piekarni zobaczyłam misternie zdobione, malowane lukrem pierniczki, nie mogłam się oprzeć. Sami też oczywiście pieczemy ciastka i ciasteczka, zawsze w kształcie misia. Nie są tak piękne jak z piekarni, lecz równie pyszne. Obdarowujemy nimi naszych gości przy wyjeździe.  

Góralska willa z niezwykłą historią

Ponadstuletnią willę w Poroninie kupili cztery lata temu. Nie znali się ani na turystyce, ani tym bardziej na renowacji zabytków. Urzekła ich klasyczną podhalańską architekturą oraz szumem przepływającego nieopodal potoku. Ściana lasu, bliskość szlaków – pomyśleli, że gościom się tu spodoba. 

Dom ma wspaniałą historię. Wybudował go pułkownik armii cesarskiej, wykładowca greki i łaciny na uniwersytetach w Krakowie i Wiedniu Franciszek Chowaniec-Bulcyk.

Potem na lato przyjeżdżała córka Zofia z mężem Medardem Stadnickim, jednym z kierowników budowy kolejki linowej na Kasprowy Wierch. – Sąsiedzi nam powiedzieli, że często bywał tu aktor i śpiewak Jan Kiepura. Willa gościła też marszałka Piłsudskiego – dzielą się swoimi odkryciami. Budynek przeżył obie wojny i, biorąc pod uwagę jego wiek, był w nie najgorszym stanie. Mimo to przywrócenie go do dawnej świetności było olbrzymim przedsięwzięciem. 

– Willa wpisana jest do rejestru zabytków, zatem część prac wymagała nadzoru konserwatora. Wymieniliśmy dach, odnowiliśmy okna. Cała drewniana elewacja została wypiaskowana – wylicza Grzegorz. By odkryć oryginalną konstrukcję, ze ścian i sufitów trzeba było zerwać płyty kartonowo-gipsowe. Jeśli gdzieś musieli wymienić bale na nowe, celowo je postarzali. 

– W czasie remontu znaleźliśmy pod podłogą skrawek gazety z 1936 roku z podziękowaniem dla pewnego zakopiańskiego doktora 
za wspaniałą opiekę nad pacjentem. I choć sprawa dotyczyła usunięcia wstydliwej przypadłości, uznaliśmy to znalezisko za dobry znak. 

Nowoczesny dom z tradycjami

Urządzać wnętrza pomagała im zaprzyjaźniona architekt Katarzyna Zachariasz-Rybak. Rozmawiali godzinami, bo miały być i nowoczesne, i nawiązywać do podhalańskiej tradycji. Skończyło się tak, że większość mebli sama zaprojektowała, a zrobili je lokalni stolarze. Motywem przewodnim jest surowe drewno i owcza wełna w naturalnych kolorach.

Na deser zostawili sobie nazwę willi. – Początkowo mieliśmy nazwać dom inaczej – wspominają – ale znajoma artystka namalowała dla nas obraz tatrzańskiego misia. Gdy wnieśliśmy go do salonu, wyglądał, jakby był tu od zawsze. I tak narodziła się „Niedźwiedzia Residence”. Czekają w niej na gości przytulne gawry.

Kontakt do właścicieli: niedzwiedziaresidence.pl

Więcej zdjęć do obejrzenia w galerii.

 

TEKST I STYLIZACJA: AGNIESZKA WRODARCZYK/HAPPY PLACE  

Zdjęcia: MICHAŁ SKORUPSKI

PODZIĘKOWANIA: dla kwiaciarni Fiorissimo z Gliwic za pomoc w organizacji sesji  

Zobacz także: Święta w drewnianym domku pod Tatrami

Zobacz także: Dom z bali – wnętrze z duszą

Zobacz również