Chata pełna zwierząt z zewnątrz

Chata pod Gorlicami pełna zwierząt – idealne miejsce na dzikie wakacje

Domy w Polsce

Najpierw przenieśli stary drewniany pensjonat z Podhala pod Gorlice i z pomocą góralskiej ekipy złożyli z powrotem, a potem sami go wyremontowali i urządzili. Tomek zrobił szafki, ściany, schody. Teraz hodują tu ukochane konie, kozy, krowy i kury, a ich dzieci dorastają na prawdziwej wsi. Takiej, jak dawniej!

reklama

Dom jest piękny, stary, z drewnianych bali. Dokładnie taki, o jakim marzysz. Odnajdujesz go w Internecie i już wiesz: ten albo żaden, teraz albo nigdy. Jest tylko jeden problem – kupujesz sam budynek, więc… trzeba go rozebrać i przewieźć na nowe miejsce. A ty tego miejsca jeszcze nie masz. Co robisz? Oczywiście spełniasz swoje marzenie! Tak jak Daria z Tomkiem. – Po prostu nie mogliśmy tej okazji zmarnować i kupiliśmy dom, nim jeszcze podpisaliśmy umowę kupna działki – śmieje się Daria. I rozpoczęli przygodę z przywiezioną z Podhala chałupą.

Droga do niej zaczęła się jeszcze w kawalerce w podkrakowskiej Bochni. Potem było większe mieszkanie, ale oni myśleli o wyprowadzce za miasto. Brakowało im kontaktu z naturą i chcieli, by dzieci też go miały. Żeby wiedziały, jak wygląda koza i jak smakuje mleko od krowy.

Daria z Tomkiem i końmi
Choć to Daria jest zooetchniczką, w koniach zakochał się Tomek. Dziś mają ich aż 8 i robią konne obozy dla dzieci
Chata pod Gorlicami piec
Kafle na piec odkupili od właściciela pobliskiego dworu. Szafki, blaty i okap Tomek zrobił sam.

Konie ponad wszystko

Daria przypomniała sobie o chałupie po prababci, którą można by przenieść w nowe miejsce. Znaleźli działkę pod Puszczą Niepołomicką, ale w końcu jej tam nie postawili. Wybudowali za to dom szkieletowy, z piecem chlebowym w środku.

I wtedy, jak mówi Daria – wymyślili sobie konie. Dla niej, technika weterynarii z zawodu, życie ze zwierzętami to naturalna sprawa. Ale w koniach najbardziej zakochał się Tomek. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie okazało się, że trudno im będzie kupić dodatkową ziemię na pastwisko. – Stanęliśmy przed dylematem, co sprzedać: konie czy dom – opowiada właścicielka. – Otworzyliśmy butelkę wina, przegadaliśmy sprawę i… postanowiliśmy sprzedać dom.

To był początek pandemii, ludzie szukali miejsc, żeby uciec z miasta. W dwa tygodnie sprawa była załatwiona. Kiedy więc trafiła im się stara góralska chałupa, nie marnowali czasu i natychmiast ją kupili. A gdy znaleźli piękną, siedmiohektarową działkę koło Gorlic, mogli się pobudować. – Marzenia to siła napędowa, ale trzeba do niej dołożyć własny wysiłek i pracę – zauważa Daria. Gdy jeszcze mieszkali w Krakowie, rzucili dotychczasowe zajęcia (Tomek jest inżynierem metalurgiem) i… zaczęli rzemieślniczo wytwarzać artystyczne drewniane deski do krojenia. Zabrali się też do postawienia chałupy. – To zabawne, że najpierw widzisz piękny dom, a potem przyjeżdża sterta ponumerowanych belek i patyków – śmieje się właścicielka. W poskładaniu tych puzzli pomogła góralska ekipa – ta sama, która dom rozłożyła. 

5
Drzwi do łazienki pozyskali ze starego domu pod Rzeszowem. Tomek stworzył do nich mechanizm przesuwny.

Własnymi rękami

A że jeden z pracowników nie mógł przyjechać, Tomek zastąpił go w pracy. Potem razem z sąsiadem położył wszystkie instalacje, sam wstawił okna, zbudował ściany i schody. – To, że niemal wszystko zrobiliśmy sami, nadaje temu miejscu dodatkową wartość – mówi Daria. – Fachowcy pracują według pewnych schematów, my musieliśmy być kreatywni.

Okna gospodarze wyszukiwali na portalach aukcyjnych, drzwi przesuwne do łazienki kupili przy okazji, od człowieka, który sprzedawał im stare przeszklenie z ganku. Dachówki są z rozbiórki czterech różnych budynków. A koło, które zastępuje żyrandol w salonie, Tomek któregoś wieczora przytoczył od sąsiada. Sama chałupa była w zaskakująco dobrym stanie. Właściciele wymienili tylko jedną belkę w ścianie, a i to raczej z nadmiernej ostrożności. Niektóre świerkowe bale mają po 60 centymetrów grubości i, jak stwierdzili góralscy fachowcy, teraz już takich nie można zrobić, bo nawet technologia uprawy drzew jest inna.

– Dom to projekt, który wciąż się rozwija – mówi Tomek. – Dopisujemy do niego naszą historię. Pochodzi z 1926 roku i był pensjonatem. Na drewnianych balach zostały ślady życia innych ludzi: adresy dziewczyn, miłosne wyznania. Być może do tej historii dopiszą się (nie dosłownie) następne pokolenia. – My po prostu mamy duże serca, lubimy ratować stare rzeczy – podsumowuje. A że kochają także przyrodę, aktualny stan posiadania wynosi: pięcioro ludzi, osiem koni, cztery kozy, krowa, dwa psy, trzy koty i trzydzieści kur. Co jest najfajniejsze w mieszkaniu w starej drewnianej chałupie? – Wszystko! – śmieje się Daria. I tylko Tomek przyznaje, że jak mocno wieje wiatr, to w środku go słychać i on wtedy spać nie może.

ZDJĘCIA: igor dziedzicki STYLIZACJA: JOANNA KOWALCZYK TEKST: STASZEK GIEŻYŃSKI

Zobacz również