reklama

Marzy ci się dom z widokiem na malowniczą rzekę? A może tuż nad jeziorem? Jeśli tak, bez polisy ani rusz. To, że umiesz pływać, nie uratuje cię, gdy przyjdzie wielka woda.

Powodzie, które sezonowo nawiedzają Polskę, mniej zaskakują niż zima kierowców. Z roku na rok liczba osób, które ubezpieczają swoje domy i mieszkania od skutków żywiołów, rośnie. I całe szczęście, bo roczna składka to niewielki wydatek w porównaniu z kosztem generalnego remontu nieruchomości czy odtwarzaniem budowanego przez pokolenia majątku. 

Z wyliczeń ekspertów z PZU wynika, że za dom w okolicach Płocka o wartości 500 tys. zł rocznie trzeba zapłacić ok. 385 zł. Natomiast za mieszkanie wycenione na 300 tys. zł składka wyniesie ok. 215 zł. Warto jednak pamiętać, że wysokość opłaty rocznej zależy od lokalizacji budynku, jego wartości, zakresu ubezpieczenia i zniżek. Może się zdarzyć, że na terenach, które zostały zalane na przykład w ciągu dziesięciu ostatnich lat, składka będzie większa. A budynku stojącego między rzeką a wałem żaden zakład nie ubezpieczy.

Zalanie to nie powódź

Ubezpieczenia domów i mieszkań od żywiołów mają w swojej ofercie wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe. Jednak polisa polisie nierówna. Mój znajomy trzy lata temu ubezpieczył dom, ale nie wczytał się w ogólne warunki ubezpieczenia. A tam było wyraźnie napisane, że polisa chroni dom od: „pożaru, uderzenia pioruna, upadku statku powietrznego, uderzenia pojazdu lądowego, huraganu, deszczu nawalnego, gradu, trzęsienia ziemi, lawiny, zapadania lub osuwania się ziemi, zalania, ciężaru śniegu lub lodu, dymu, fali uderzeniowej, pękania rur, upadku drzew albo masztów”. Ale o powodzi nie było słowa! Pojawiło się wprawdzie słowo „zalanie”, lecz okazało się, że to nie to samo. Otóż zalanie to według firmy ubezpieczeniowej „wydostanie się wody z instalacji kanalizacyjnej, pękniętej rury czy zalanie wodą pochodzącą z opadów atmosferycznych”. Powódź natomiast jest wtedy, gdy woda wystąpi z koryt i zbiorników, zalewając okoliczne tereny. Kiedy więc przepływająca w okolicy rzeczka wkradła się rok temu do domu, odszkodowania nie dostał.

reklama

Dlatego wszystkie papiery (zwłaszcza napisane drobnym maczkiem) trzeba czytać i o wszystko pytać. Na przykład ubezpieczając dom stojący nad morzem, warto sprawdzić, czy towarzystwo wypłaci nam odszkodowanie, jeżeli nieruchomość zostanie podmyta na skutek „podniesienia się poziomu morskich wód oraz sztormu”. W górach zaś istotne jest ubezpieczenie, które obejmuje „spływ wody po zboczach i stokach górskich”. Niestety, ubezpieczyciele często wyłączają te ryzyka i dochodzenie odszkodowań bywa trudne, a czasem wręcz niemożliwe.

Sztuczki ubezpieczycieli

Warto także zaznaczyć, że większość ubezpieczycieli może odmówić wypłaty, jeżeli okaże się, że sami jesteśmy winni zalania mieszkania czy domu, bo na przykład nie zamknęliśmy okien albo nie naprawiliśmy dachu, który już wcześniej przeciekał. Niektórzy ubezpieczyciele nie wypłacają też odszkodowania za przedmioty znajdujące się na balkonach, loggiach i tarasach, które ucierpiały z powodu deszczowej nawałnicy. Inni wyzna-czają dla takiego odszkodowania limit odpowiedzialności (wypłacają jedynie określony procent wartości). W większości firm nie da się wykupić polisy wtedy, gdy woda podchodzi już pod dom. Zazwyczaj ubezpieczenie zaczyna działać dopiero po 30 dniach od podpisania dokumentów. Wy-jątkiem są PZU oraz Link4. U nich działa już w dniu, w którym zawarliśmy umowę. Jest jednak pewne ale. Na przykład Link4 nie ubezpiecza nierucho-mości znajdujących się na terenach zalewowych. Jeżeli ziemia, na której stoi nasz dom, była zalewana dwa lub więcej razy w ciągu ostatnich dziesięciu lat, firmanie wypłaci ani złotówki. 

CO ZROBIĆ, GDY DOM ZATONĄŁ..

Krok pierwszy: ogranicz szkody

Wyłącz prąd, zakręć zawór z wodą i gazem, a następnie ułóż worki z piaskiem (za zakupy i ułożenie zwraca ubezpieczyciel). Zabezpiecz też meble i sprzęt, przenosząc je na wyższe piętra. Kiedy wody ustąpią, zrób zdjęcia i ratuj, co się da (na przykład rozciągnij folię nad zerwanym dachem).

Krok drugi: oszacuj szkody

Spisz inwentarz, zgromadź dokumentację zdjęciową. Warto też mieć zaświadczenie od straży pożarnej o przeprowadzonej akcji ratunkowej.

Krok trzeci: zgłoś szkodę

Można to zrobić telefonicznie, pisemnie (na przykład e-mailem) lub osobiście, w ciągu 3-7 dni od zdarzenia. Spróbuj też wstępnie oszacować straty (ubezpieczyciel robi to zwykle od 1 do 2 tygodni po powodzi) – twoje wyliczenie jest podstawą zaliczki.

Krok czwarty: najpierw tylko zaliczka

Zakłady ubezpieczeń w przypadku klęsk żywiołowych stosują uproszczoną likwidację szkód, co oznacza, że jeśli szkoda nie przekracza kilku tysięcy złotych, odszkodowanie zostanie wypłacone bez oględzin. W przypadku szkód o większych rozmiarach najpierw dostaniesz zaliczkę, a resztę kwoty po oględzinach.

UWAGA! Jeśli twoja wycena szkód różni się od tej, którą zrobił rzeczoznawca, zawsze możesz odwołać się od decyzji firmy ubezpieczeniowej.

Wzory pism znajdziesz na stronie: www.rzu.gov.pl

Tekst: Mirosław Wesołowski, Atelier Wnętrz i Architektury
Zdjęcie: Shutterstock

reklama

Zobacz również