weranda.pl werandaweekend.pl
reklama

Jest ciemna letnia noc. Zagubiony wędrowiec błąka się po lesie. Nagle widzi w oddali światełko. To na pewno czyjś dom! Rusza więc z kopyta, tymczasem światełko gaśnie, a on wpada po pas w bagno. Znajdują go dopiero wrześniowi grzybiarze. Zarośnięty i ubłocony mamrocze coś o samozapłonie metanu podczas beztlenowego rozkładu martwych roślin. Grzybiarze jednak wiedzą swoje – facet padł ofiarą błędnych ogni, dusz okrutników skazanych po śmierci na nocną tułaczkę po ziemi. Mszczą się, mamiąc wędrowców. Błędne ogniki znane są na całym świecie: japońskie Onibi (ognie demonów), argentyńskie Luz Mala (złe światło) czy australijskie Min Min light. W Anglii wierzono, że wszystkie są duszą jednego człowieka – wrednego kowala Willa, który mimo drugiej szansy danej przez świętego Piotra pokpił sprawę i teraz szwenda się po wrzosowiskach. Na widok błędnych ogników cieszyli się tylko Skandynawowie, przekonani, że prowadzą do skarbów pod ziemią. Jeśli udało się dopędzić światełko i wykopać dziurę równo pod nim, płacenie rachunków nie było już problemem.


Tekst: Weronika Kowalkowska
Fotografie: www.galeriafolk.pl, www.folkstar.pl, Krystyna Bartosik/East News, Fotochannels, Forum, shutterstock.com

reklama

Zobacz również