dom z drewna

Lawendowe szczęście: dom z drewna w stylu skandynawskim

Domy w Polsce

Kociewie to region na Pomorzu u progu i właściciel firmy inżynieryjnej – wreszcie mogli odetchnąć Borów Tucholskich. Spotykają się tu trzy rzeki: Wda, Wisła i Wierzyca. Piękny przyrodniczo, ma własną gwarę i tradycje, podobnie jak Kaszuby, ale jest znacznie mniej znany.

Dorota jednak wiedziała o nim od zawsze – spędzała tu z rodzicami każde wakacje wśród jezior, lasów i pól. 0 lat temu postanowiła tę sielską krainę pokazać swojemu mężowi Tomaszowi i synom. Wsiąkli, jak ona wcześniej, tak było wspaniale, spokojnie i wiejsko. Dorota i Tomek, na co dzień żyjący szybko mieszkańcy Gdyni – architektka i właściciel firmy inżynieryjnej – wreszcie mogli odetchnąć pełną piersią, zwolnić. Jemu przypomniało się gospodarstwo pod Działdowem, w którym spędził dzieciństwo.

lawendowe pole

PAMIĄTKA Z WAKACJI

Kiedy natknęli się na ogłoszenie o sprzedaży ziemi z domem w tej okolicy, natychmiast pojechali ją obejrzeć. A tam zachwyt: naprzeciw domu piękne rozlewisko pełne dzikiego ptactwa, brzozowy zagajnik za płotem, a najbliżsi sąsiedzi dopiero pół kilometra dalej. – Słychać było tylko ciszę i śpiew ptaków – mówi Dorota. – Nie myśleliśmy długo. Z wakacji wróciliśmy z wyjątkową pamiątką – podpisaną umową wstępną.

Do nowej posiadłości jeździli, kiedy tylko mogli, ale przecież dzieci w szkole, praca... Podjęcie decyzji, by przenieść się na stałe, zajęło im dwa lata. Sprzedali mieszkanie, dzieci przepisali do wiejskiej szkoły. W międzyczasie budowali też nowy dom.

Stary, tak zwana poniatówka (mała drewniana chatka, jakie stawiano na Pomorzu w latach 30. z programu ministra Poniatowskiego), niestety nie nadawał się do remontu. – Ale jego prostota tak nam się spodobała – opowiada właścicielka – że postawiliśmy podobny, z drewna, bardzo prosty, o elewacji i zdobieniach typowych dla poniatówek.

Urządziła go naturalnie Dorota. – Wnętrze miało być jasne, przejrzyste i pełne słońca, którego bardzo nam brakowało w bloku w Trójmieście. Dlatego chciałam mieć duże okna tarasowe, a wnętrze kazałam pomalować na biało – nawet deski, którymi obłożono niektóre ściany i meble. Aż majster dziwił się, że będzie jak w szpitalu. Prace trwały, a oni myśleli, co zrobić z hektarem pola za domem, jak zbudować na nim nowe życie.

SUSZE, OLEJEK I MIÓD

O tym, że lawenda udaje się w Polsce, usłyszeli gdzieś w mediach. I pomyśleli – to jest to! – Czytaliśmy sporo na ten temat, mieliśmy też szczęście do szkółkarzy, od których kupowaliśmy sadzonki, bardzo dużo nas nauczyli – opowiada Dorota. – W pierwszym roku posadziliśmy na polu za domem 400 krzaczków. Pięknie przezimowały, więc dosadziliśmy kolejne 2000.

Dziś mają ich 2500, siedem odmian, z których każda ma trochę inny kolor i zapach, a także inne zastosowania. Intensywnie fioletowa ’Hidcote Blue Strain’ jest na przykład świetna na bukiety, olejek i hydrolat. Efektowna, wysoka ’Platinum Nico’ najlepiej nadaje się na susz do saszetek, zaś miododajną ’Munstead Strain’ kochają owady.

 

Pomysł, by robić z pachnącej lawendy kosmetyki, wydawał się Dorocie naturalny, bo sama bawiła się w domową produkcję kremów i olejków już jakiś czas. Z mężem dostarczają surowiec, a produkcją zajmuje się mała ekologiczna manufaktura. Ich masło do ciała, peeling cukrowy czy krem do twarzy są w pełni naturalne.

Produktów z roku na rok jest coraz więcej. Jeden z nich Dorota wymyśliła zainspirowana kozami Zytą i Maćkiem seniorem, którym dali dożywotni dom, podobnie jak owcy Berci. Gdy kozia para dochowała się dzieci, pojawiło się mleko od tysiącleci znane ze zbawiennego wpływu na skórę. Zaczęli więc robić mydło z kozim mlekiem i lawendą. Kosmetyki, sprzedawane jako „Lawenda to Dobro”, bardzo się ludziom podobają. A właściciele, zgodnie z dewizą marki, nigdy nie wykorzystują w pełni plonów. 100 krzaczków zostawiają do jesieni dla pszczół i trzmieli.

– Przeprowadzka nauczyła nas jeszcze bardziej szanować przyrodę i kochać zwierzęta – mówi Dorota. – No i poznajemy coraz to nowe gatunki. Mam w domu dwie lornetki – w kuchni i salonie, więc kiedy widzę za oknem jakiegoś ptaszka, zaraz chwytam jedną z nich, a potem atlas ornitologiczny. Tak odkryłam, że na naszym polu założyły gniazdo niezwykle rzadkie malutkie makolągwy, które żywią się nasionami chwastów. Na rozlewisku mieszkają za to dzikie kaczki, para łabędzi co roku wychowuje młode, przylatują czaple białe i siwe. Pod płot podchodzą nam zwierzęta, nie tylko popularne sarny, ale łosie, borsuki, a nawet wilki. Bardzo nam to życie w rytmie natury – pór roku i dnia – odpowiada – dodaje Dorota. – Naturalnie sentyment do Gdyni pozostał, ale nie lubimy się stąd ruszać, bo mamy wszystko, co potrzebne do życia i odpoczynku. 

Więcej zdjęć z sesji obejrzysz w GALERII.

Produkty właścicieli znajdziesz na: lawendatodobro.pl

TEKST: Agnieszka Wójcińska  
ZDJĘCIA: Igor Dziedzicki  
STYLIZACJA: Agata Jaworska

Zobacz także: Dom w stylu shabby chic z nutką eklektyzmu i błękitnymi dodatkami

 

Zobacz również