weranda.pl werandaweekend.pl
kolory do sypialni

Dolny Śląsk: przestronne i jasne wnętrza starego siedliska

Domy w Polsce

Po latach marzenia o mieszkaniu na wsi, oglądania zrujnowanych domów, wielu godzinach spędzonych przed komputerem w poszukiwaniu ciekawych ofert, przyszedł moment,  że spakowali swoje rzeczy do dwóch wynajętych furgonetek i pojechali do Przecznicy.

jasne wnętrza

Stary dom na wsi – czy to jest to?

Wcześniej mieszkali w Poznaniu na Ogrodach w przedwojennej willi. Marysia skończyła architekturę i wzornictwo na ASP. Zajmowała się projektowaniem ciuchów. Wojtek na Jeziorze Powidzkim miał szkołę windsurfingu, a zimą uczył jazdy na nartach. Byli szczęśliwi, ale… ciągnęło ich w góry.

Dziadkowie Marysi i kuzynostwo mieszkali w Szklarskiej Porębie. Od zawsze jeździła tam na wakacje, a zimą na narty. Już jako małżeństwo odwiedzali rodzinę w górach i na Kaszubach. Lubili kontakty z ludźmi mieszkającymi na wsi. Podziwiali ich dystans i odpowiadało im tamto tempo życia. Stąd wziął się pomysł na przeprowadzkę i szukanie siedliska w Sudetach, gdzieś między Kotliną Kłodzką a Świeradowem-Zdrojem.

Kiedy coś im wpadło w oko, niespiesznie jechali na oględziny. – Oczywiście zdarzały się fajne domy, ale albo cena była za wysoka, albo stan nie najlepszy, albo ktoś zrobił częściowy remont, który nam nie odpowiadał – wyjaśniają. I tak minęło osiem lat.

Do Przecznicy Wojtek pojechał pozytywnie naładowany. Lokalizacja była wymarzona, cena rozsądna, pozostawało jedynie kilka niewiadomych. Po powrocie pokazał zdjęcia Marysi. To był czas działania, ale ona miała mieszane uczucia. – W sferze marzeń wszystko jest bezpieczne, a my podejmowaliśmy decyzję, która wywracała życie do góry nogami. Mieliśmy porzucić wygodne życie i przenieść się z dwójką dzieci na wieś! Na dodatek była brzydka zima 

– Marysia wspomina tamten dzień. Wreszcie zobaczyła szary budynek z kasztanowcem rosnącym przed frontem. Chodziła po zrujnowanych pokojach, usiadła w jednym kącie, w drugim i poczuła, że to jest to. Dom od 10 lat nie mógł znaleźć nowego właściciela. Czekał na nich. Był styczeń 2014 roku.

Remont starego domu i nowy rytm życia

Remont rozkręcił się latem i trwał 1,5 roku. Na ten czas Wojtek zamieszkał w przyczepie kempingowej na budowie, ona została z dziećmi w mieście. – Szwagier architekt z pracowni Front Architects zrobił porządny projekt, znaleźliśmy fajną ekipę. Ale było ciężko – mówi. Obydwoje przestali pracować, zależało im na tym, by jak najszybciej przenieść się w góry.

Dom ma stuletnie, zdrowe mury z gliny, słomy, drewna i kamieni. Te naturalne ekomateriały bardzo im pasowały. Zdecydowali się na system uzdatniania wody i przydomową oczyszczalnię ścieków.

Urządzają się właściwie do dzisiaj. Meble zabrali z mieszkania, ale to była kropla w morzu potrzeb. Kilka kupili od znajomych w Poznaniu, chociażby ogromny kredens do kuchni. Łososiowe krzesła z lat 60. znalazł tata Marysi, lustro do holu wypatrzyli u stolarza we wsi, który odnawiał drzwi. A kolekcja szkła? To z czasów, kiedy Marysia współpracowała z Leśną Hutą w Szklarskiej Porębie.

Teraz żyją wolniej, co nie znaczy, że nie mają pracy. Starają się znaleźć czas na wspólne wypicie kawy czy wyjście na biegówki. – Nie, nie biegamy rano po rosie – śmieją się.

Marysia z Wojtkiem na piętrze urządzili pokoje dla gości. Zresztą przed wojną okolica była turystycznym miejscem. Do ich domu przyjeżdżali letnicy. Na drzwiach zachowały się nawet numerki.

Sami mieszkają na parterze, tam, gdzie dawni gospodarze. – Wiemy, kim byli, zachowało się nawet piękne zdjęcie. Widać na nim niemiecką rodzinę, która stoi pod kasztanowcem. Jest też samochód, prawdopodobnie któregoś z letników. A ten chłopczyk zmarł, w roku, w którym my kupiliśmy dom – pokazuje Marysia. Historia zatoczyła koło.

Życie na wsi to handel wymienny

Sąsiedzi przyjęli ich życzliwie. Na tych ziemiach wszyscy są przecież przyjezdni. A że domy stoją w dużych odległościach od siebie, nikt nikomu w drogę nie wchodzi. Za to pomoc sąsiedzka kwitnie. Niedaleko mieszkają starsi państwo bez samochodu. Proszą nieraz o podwiezienie na pocztę czy do fryzjera. W zamian przynoszą jajka.

Jak tylko słychać, że ktoś nie może podjechać pod górkę, Wojtek leci po samochód i pomaga. Śmieje się, że zimą prowadzą usługi holowania. – Kiedy się przeprowadziliśmy, zmieniliśmy samochód na land rovera. Zmieniliśmy też garderobę. Z miejskich rzeczy na wygodniejsze. Na sukienki wiszące w szafie patrzę nieraz z żalem – mówi Marysia. – Ale jeszcze kiedyś je założę. 

Więcej zdjęć obejrzysz w galerii.

TEKST: Beata Woźniak  
STYLIZACJA: Karolina Mears  
ZDJĘCIA: Michał Mrowiec

Zobacz także: Gałkowo: siedlisko na zawsze
Zobacz także: Zaczarowane siedlisko na warmińskiej wsi

Zobacz również