Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Puszczyki - skrzydlate zjawy

Głos puszczyka można usłyszeć w każdym prawie filmie grozy. Zdjęcia: Andrzej Kruszewicz, Fauna Press  
 
 

Dr Andrzej G. Kruszewicz
Lekarz weterynarii, ornitolog, znawca ptasich obyczajów, autor wielu książek, dyrektor warszawskiego zoo.
W kinie straszy się widza pohukiwaniem samca, ale bywa i tak, że dodaje się pokwikiwania samicy lub młodych. Pod koniec lata w pogodną noc rodziny puszczyków potrafią nieźle hałasować. Zwykle słychać młode z późnych lub powtarzanych lęgów, gdyż pierwsze latające potomstwo pojawia się już w marcu. Na kolejne nocne puszczykowe koncerty musimy poczekać do grudnia lub stycznia. Nie przeszkadza im siarczysty mróz, nie lubią tylko deszczu i wiatru.

Sowa wiedźma
Puszczyk to nasza najliczniejsza i najpospolitsza sowa. Pojawia się nawet w dużych ogrodach, jeżeli tylko są gdzieś w pobliżu stare, dziuplaste drzewa. Karol Linneusz nadał mu naukową nazwę Strix aluco. Pierwszy człon pochodzi od starogreckiego określenia wiedźmy lub czarownicy, dla którego łacińskim odpowiednikiem jest słowo striga, czyli po naszemu strzyga. Drugi – od łacińskiego alucus lub ulucus i oznacza po prostu sowę.

Sam puszczyk jest niewielki, mierzy 35-40 cm, ale za to rozpiętość skrzydeł ma imponującą, bo około 90 cm. Są przy tym szerokie i zaopatrzone w specyficzny meszek na piórach, który łagodzi zawirowania powietrza i szmery podczas lotu. Przy niewielkiej wadze – 300-400 gramów puszczyk lata tak bezszelestnie i lekko, że słyszy odgłosy baraszkujących myszy, na które poluje. Podstawą wyżywienia tego drapieżnika są właśnie drobne gryzonie. Zimą czasem skusi się na wróbla lub innego małego ptaszka, a latem zdarza mu się zjeść żabę, rosówkę czy nawet dużą ćmę, ale bez myszy i norników puszczyk nie przeżyje.

Samice, co u sów jest regułą, są większe i cięższe od samców. Ich ubarwienie może być szare lub rude – bez względu na płeć. Przekonałem się kiedyś, że mogą się też zdarzać białe puszczyki. Te dopiero potrafią napędzić człowiekowi stracha!



Skrzydlate zjawy
Pewnego razu do ptasiego azylu w warszawskim zoo trafił młody osobnik, który nocami nawiedzał pacjentów szpitala dla psychicznie i nerwowo chorych w Konstancinie pod Warszawą. Jak się to wydało? Otóż najpierw jeden z pensjonariuszy drżącym głosem wyznał lekarzowi, że po zmroku widuje białą sowę. Lekarz dokładnie go zbadał i sprawdził, jakie to kolorowe pigułki ów pacjent połyka. Pierwsze podejrzenie dotyczyło halucynacji i zwidów.

Związek z filmem o przygodach Harry’ego Pottera, który wtedy właśnie pojawił się na ekranach, i z występującą w nim sową Hedwigą wydawał się oczywisty, ale kolejny pacjent poskarżył się na taką samą przypadłość. W nocy w przyszpitalnym parku widywał białą sowę. Jego także dokładnie zbadano, ale lekarz postanowił sprawę zweryfikować i podczas najbliższego nocnego dyżuru wybrał się do parku. I cóż zobaczył? Ano, białą sowę, która wcale się go nie bała, kłapała dziobem i świeciła czerwonymi oczami. Na dodatek dała się wziąć w ręce i zabrać do szpitala.

Ów doktor, który trochę interesował się ptakami, słusznie zakładał, że biało ubarwiona sowa, widoczna nocą z daleka, nie będzie miała wielkich szans na przeżycie. Rankiem przywiózł więc ptaka do naszego azylu. Zdumienie moje było bezgraniczne. Biały puszczyk jest absolutną ornitologiczną rzadkością. Na tym jednak nie koniec.

Kto jeszcze widzi puszczyki?
Po kilku dniach psychiatra zadzwonił do mnie i z lekką pretensją w głosie zapytał, czy wpuściliśmy mu tę sowę z powrotem do parku? Ależ skąd! Okazało się, że nasza albinoska ma siostrzyczkę. Także wylądowała u nas w azylu. Postanowiłem połączyć je w pary z innymi, normalnie ubarwionymi puszczykami. Jedna albinoska dostała samca szarego, a druga rudego. Z hodowlanego doświadczenia wiem, że takie mutanty lepiej łączyć z normalnymi partnerami, a dopiero potem ich potomstwo pokrzyżować ze sobą, gdyż geny bielactwa, czyli albinizmu, znacznie osłabiają żywotność organizmu. Pary mieszane żyły w osobnych wolierach, długi czas liczyłem na ich potomstwo, ale się go nie doczekałem.

Po trzech latach w tym samym szpitalu ten sam psychiatra przyjął pacjenta, który ściszonym głosem zwierzył mu się, że w parku widuje białą sowę. Co zrobił lekarz? Oznajmił, że to zupełnie normalne i że on też widuje białe sowy. Wyobrażam sobie czasem minę tego chorego. Ten trzeci osobnik też trafił do azylu i okazał się samcem. Na razie bezpotomnym, ale nadzieja wciąż jest. Teraz białe puszczyki można zobaczyć w naszym zoo. Zamieszkują zacienioną wolierę przy alei głównej. Trzeba się tam na chwilkę zatrzymać i poszukać ich wzrokiem. Proszę je przy okazji pozdrowić.

Zdjęcia: Andrzej Kruszewicz, Fauna Press

reklama
Weranda Country nr 9/2015