Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Pan Igiełka szuka domu

Z chorym jeżem idziemy do weterynarza, ale nie każdy zna się na dzikich zwierzętach, więc warto poszukać speca w internecie.
 
 
Co zrobić z jeżem, który wpadł w tarapaty? Dać mu jabłko i wywieźć do lasu? To kiepski pomysł. Zwierzaki za jabłkami nie przepadają, a i w lesie nie czują się najlepiej.
 
Siedział w betonowym szybie przykrytym kratą tuż przy bloku na warszawskim Mokotowie. – Byłam zdziwiona, skąd tam jeż. Ale pomyślałam, że może żyją w piwnicach – opowiada Agnieszka. Jednak zwierzak nie dawał jej spokoju. Zadzwoniła do zaprzyjaźnionego weterynarza, który od czasu do czasu ratuje jej psa i kota, lecz niewiele wiedział. Razem z mężem Krzysztofem zaczęli szperać w internecie. Znaleźli mnóstwo informacji i tę najważniejszą – jeże nie żyją w blokach! Następnego dnia ruszyli na ratunek. Jeż był w tym samym miejscu, z tą tylko różnicą, że leżał na boku, ledwo dysząc, a kraty nie można było ruszyć nawet o centymetr. 
 
Już nawet mieli ją wyrywać za pomocą samochodu i liny, lecz innym mieszkańcom, którzy także przyszli z pomocą, udało się ją podważyć. Agnieszka wyciągnęła malucha. – Był jak pół dłoni, śmiertelnie wystraszony, ale i nieźle głodny – opowiada. Po wczorajszej internetowej lekcji wiedziała już, że jeśli dziecko jeża waży mniej niż 150 gramów, podaje mu się specjalne mleko dla kociaków, większe można przekonać do whiskasa, choć odnośnie do diety są różne szkoły. Zapakowali malucha do samochodu. Siedział w pudełku wyłożonym szmatkami i jadł karmę, aż mu się uszy trzęsły. Mlaskał przy tym tak, jak to tylko jeże potrafią.
 
W tych pierwszych godzinach ratowania jeża niezwykle pomocny był ośrodek rehabilitacyjny Jeżurkowo, który Agnieszka znalazła w internecie. Mogła dzwonić do nich przez całą dobę, w razie najmniejszego nawet problemu. Ale z maluchem kłopotów nie było: jadł za dwóch, spał, bawił się piłką i garnął do ludzi. Uwielbiał gryźć, na szczęście małe ząbki nie były groźne. Kiedy miał okazję, atakował nawet zdziwionego psa. 
 
Obyczaje i tradycje
 
Agnieszka z Krzysztofem cieszyli się zwierzakiem tylko chwilę – jeże są w Polsce pod ochroną i nie można ich trzymać w domu. Chyba że się ma do tego uprawnienia i urzędowe papiery. Wtedy w majestacie prawa można zostać rodziną zastępczą, wychować maluchy, nauczyć je życia i wypuścić na wolność. Taką rodziną zastępczą jest Małgorzata Jaworska-Szwed z Jeżurkowa na Mazowszu, która prowadzi maleńki ośrodek rehabilitacyjny. Kolczaści pacjenci trafiają najpierw do szpitalika na obserwację. A zdarza się, że i na leczenie – kleszcze, larwy, połamane nogi to w jeżym świecie rzecz normalna.

Potem przenosi się zwierzęta do zagrody zewnętrznej, czyli na solidnie ogrodzoną kilkusetmetrową działkę, gdzie pod okiem starszych osobników nowicjusze uczą się obyczajów i jeżej tradycji. Dowiadują się, że w chaszczach jest bezpieczniej, że spróchniały pień to wyśmienite schronienie, że jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, więc warto wymościć gniazdko. Wreszcie, że dżdżownice do kociej karmy mają się tak jak Amaro do baru mlecznego, ale trzeba je sobie złapać. A jeśli coś się nie uda, Małgosia i tak napełni miseczkę. Maluchy ćwiczą tutaj jak na poligonie, zanim pójdą na swoje. 
 
Co znaczy róż?
 
Nie każdy jeż, który stanie nam na drodze, potrzebuje pomocy. Jeśli na nasz widok zwija się w kulkę i ze strachu udaje kamyk, wszystko w porządku. Także w jeżu przechodzącym przez ulicę nie ma nic dziwnego. Trzeba go tylko asekurować, bo nie zwraca uwagi na kolory świateł. Jeżyki, które ważą 200-300 gramów, choć wydają się malutkie, same polują i nie trzeba im w niczym pomagać. – Co to znaczy malutkie? Jeśli zwierzątko jest różowe albo różowoszare, to znaczy, że nie da sobie rady w samodzielnym życiu – tłumaczy Małgosia. Ale też przestrzega, aby od razu nie ratować, tylko odczekać chwilę. Może jego mama wybrała się na polowanie albo załatwia jakieś swoje sprawy. – Jeśli dzikie zwierzę podchodzi do nas, to znaczy, że szuka pomocy. Coś jest z nim nie tak, gdy kręci się w kółko lub leży w nienaturalnej pozycji, czyli na boku – wylicza. 
 
Co dalej? Z chorym idziemy do weterynarza, ale nie każdy zna się na dzikich zwierzętach, więc warto poszukać speca w internecie. Jeśli zatrzymujemy jeża na dzień czy dwa w domu, izolujemy go od innych zwierząt. Może mieć jakieś larwy, pchły czy choroby niewidoczne na pierwszy rzut oka. Warto wiedzieć, że choć nieporadny i przestraszony, wspina się prawie jak alpinista. Bez problemu wylezie nawet z wysokiego tekturowego pudła. Maluszka karmimy co trzy godziny mlekiem dla kociaków. Kiedy podrośnie, będzie dostawał mięso, coś z nabiału, owoce i warzywa. Jeżyk, którego uratowała Agnieszka, lubi banany, za to nie przepada za jabłkami, jest również wielkim fanem wątróbki, lecz też nie może jej za dużo dostawać. Każdy po prostu jest inny i nie tylko o preferencje kulinarne tu chodzi. 
 
Niezłe charakterki 
 
Przez Jeżurkowo w ciągu kilku lat przewinęła się setka jeży. Małgosia pokazuje w komputerze zdjęcia kolejnych podopiecznych. Wspomina Muńka, któremu nie udzielono pomocy. Weterynarz kazał go odnieść tam, gdzie został znaleziony, i zostawić w spokoju. Tymczasem Muniek miał złamaną łapkę. – Ach, co to był za jeż! Wyjątkowo mądry – nie może się nachwalić Małgosia. – Niestety, zostało nam po nim jedynie... zdjęcie rentgenowskie. Wyjątkowo fajny był jeż Słoneczko, jakiś taki milszy niż inne. Z tego też powodu został gwiazdą telewizji śniadaniowej. 
 
Niesamowity jest Ryjek, który tak garnie się do ludzi, że zrezygnował z życia w dziczy i w Jeżurkowie wychowuje kolejne pokolenia maluchów. Można powiedzieć, że jest jeżowym wolontariuszem. No i Stiuart odchowany od oseska. Na zdjęciu widzimy pomarszczony jak u basseta ryjek i bielutkie kolce. Całość owinięta w szmatkę niczym w becik. Była też spokojna i troszkę przy tuszy Jeżynka oraz Rozbójnik z jeżym ADHD, który biegał po ogródku jak szalony. Trochę pojadł, przewrócił miskę, staranował kwiatki, przebiegł przez trawnik. 
 
Przed zimą zwierzaki trafiają na wolność. Potem hibernują, a na wiosnę są już zupełnie dzikimi bestiami. Podobno zapominają o dzieciństwie spędzonym wśród ludzi. 
 
Happy end
 
Gdy jeżyk uratowany przez Agnieszkę przekroczył 300 gramów, dopasował się do książkowych statystyk. Stał się niemiły dla ludzi, zaczął groźnie fukać, zwijał się w kulkę w razie zagrożenia, jednym słowem – pokazał swoją dziką naturę. To dobrze, bo kiedy dobije do 700 gramów, odzyska wolność. 
 
– Uratowałam go i jestem za niego odpowiedzialna – mówi Agnieszka. – Chciałabym, żeby trafił w jakieś fajne miejsce. Nie może być to las, bo jeże żyją na łące. Raczej z daleka od wody i drogi. Pewnie spodobałoby mu się u moich teściów albo na działce u rodziców w Żabiej Woli, gdzie ostatnio przechadzała się obca jeża rodzina. – Może kiedyś będę miała dom na wsi – rozmarza się Agnieszka. 
 
Więcej o ratowaniu jeży dowiecie się na stronie Ośrodka Rehabilitacji Jeży Jeżurkowo www.primum.org.pl, tel. 606 950 949. 
Jest tam lista lecznic weterynaryjnych, które zajmują się tymi zwierzętami.
 
Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: naturepl/be&w, biosphoto/flora press, corbis/fotochannels, minden pictures/be&w, shutterstock
 
reklama
Weranda Country nr 7/2014