Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Sójki łobuzice

Sójka.
 
 

Nie wybierają się za morze. Większość sójek prowadzi życie osiadłe, w pobliskim lesie lub w naszym ogrodzie.

To duże, bardzo bystre i silne ptaki. Para sójek pogoni kota nawet dużemu kotu. Zwłaszcza jeśli spróbuje wybrać im z gniazda pisklaki. Na dodatek potrafią przy tym przeraźliwie... miauczeć. Tak, tak. Sójki „mówią” w różnych językach, mają unikatowy repertuar głosów i talent do papugowania. Naśladują wszystko, co im wpadnie w ucho – i szczekanie, i pisk myszołowa lub jastrzębia. Niekiedy aż trudno uwierzyć, że to, co słyszymy w lesie, jest głosem sójki.

Czasem stuka jak młotek

Ich inteligencję wykorzystywali ludzie od pra-dziejów. W starożytnej Grecji chłopcy wybierali z gniazd młode sójki i tresowali w naśladowaniu mowy. Sztuka polegała na nauczeniu ich na przykład imienia panny z sąsiedztwa. Uciechy było przy tym co niemiara, zwłaszcza gdy sójka nagle zaczynała chwalić króla lub narzekać na pogodę.

W azylu dla ptaków w warszawskim zoo wychowywałem dziesiątki sójek. Są bardzo sympatycznymi podopiecznymi. Kiedy się najedzą, to odpoczywają lub rozrabiają. A przy okazji skrzypią jak drzwi, stukają jak młotek, dzwonią jak telefon. Wypuszczamy takie cudaki w ogrodach zoologicznych lub w parkach, a ludzie opowiadają potem o ptakach, które zagadują: „Dzień dobry”, „Dobra, dobra” albo „Makabrrra” z mocno akcentowanym „r”.

reklama

Tłusta, wypasiona jesienią sójka może ważyć nawet 200 g, tyle co kostka masła. Wiosną, zwłaszcza po ostrej zimie, traci ćwierć swej wagi. Samce wyglądają tak jak samice. Mają aż 35 cm, ale jedna trzecia przypada na ogon. Młode odróżnimy od dorosłych, pod warunkiem że uda się policzyć czarne prążki na piórze. Od sześciu do dziewięciu ma młodzież, a od dziewięciu do dwunastu – starszyzna. Niebieski kolor ich pióra zawdzięczają nie błękitnemu barwnikowi (bo go nie mają), lecz specjalnej strukturze, w której rozszczepia się wiązka światła i odbite zostaje właśnie niebieskie. Dlatego piórka są jaskrawe, nawet gdy przez kilkadziesiąt lat zdobią myśliwski kapelusz dziadka. Uroda sójek jest wieczna!

Romans na drzewie

Zalecać się do siebie zaczynają dopiero wtedy, gdy wiosna nabierze rozmachu. Gniazda budują najchętniej w gęstych koronach drzew iglastych, w świerkach i tujach, a z braku laku nawet w przydomowych altankach. Bo już dawno porzuciły dzikie leśne życie. Coraz więcej ich w miastach, na działkach, w ogrodach.

I pan, i pani sójka uczestniczą we wszystkich obowiązkach rodzinnych, są w stałym kontakcie głosowym. Tylko w pobliżu gniazda zachowują się wyjątkowo cicho. Mają zazwyczaj sześć jaj. W lęgach powtarzanych po stracie pierwszego, co się zdarza, bo sójkom zagrażają kuny, koty, wrony, kruki i inne drapieżniki, mogą być trzy, cztery. Samiczka składa jedno dziennie i zasiada na nich pierwszego lub drugiego dnia. Jest tak wytrwała, że można ją nawet dotknąć ręką. Z reguły w porę ostrzega ją samiec, a wtedy cichcem ucieka.

Po 16-17 dniach wykluwają się pisklęta, które zostają w gnieździe około miesiąca. Różnica wieku między najstarszym a najmłodszym może wynosić pięć, sześć dni. Dzieci trzymają się blisko rodziców, którzy znoszą im jedzenie i jeszcze przez wiele dni czuwają nad bezpieczeństwem rodziny.

Potrafią nawet obronić potomstwo przed mniejszymi drapieżnikami. Polują głównie na owady (nawet osy) i bezkręgowce, a także drobne gryzonie, pisklęta innych ptaków, jaszczurki, lubią też owoce leśne. Jesienią wzbogacają menu o żołędzie, bukiew i orzechy laskowe. Zerwany lub znaleziony żołądź sójka ukrywa w zagłębieniu pod językiem, drugi chwyta w dziób i odlatuje w znane tylko sobie (i często zapominane) miejsce, gdzie zakopuje zapasy pod mchem, chowa pod płatem kory lub w szczelinie drzewa. Wielu właścicieli takich spiżarni ginie podczas zimy i skrytek nikt nie opróżnia. Dzięki temu nagle w ogrodzie wyrastają dęby, buki i leszczyny, chociaż nie ma tych drzew w pobliżu.

Jesienią stadka zaczynają koczować w poszukiwaniu obficie owocujących dębów, buków albo leszczyn. Większość ptaków prowadzi życie osiadłe, a jedynie młode są skazane na tułaczkę
w poszukiwaniu własnych rewirów. Tak więc sójki za morze się nie wybierają, co najwyżej może im się zdarzyć stukilometrowy przelot na południe lub zachód, zwłaszcza w srogie zimy.

Postrach myśliwego

Są tacy, którzy sójek nie lubią. Na przykład myśliwi. Jak się ptaszysko takiego uczepi w lesie, to lamentuje, skrzeczy i ostrzega zwierzynę. Uciec przed ptakiem się nie da. Z polowania nici.
Druga grupa wrogów to działkowcy. Narzekają, że im orzeszki zabierają, poziomki, jagody, plastikowe etykietki, sznurki, spinacze i że zjadają wróble i pokrzewki oraz plądrują gniazda innych ptaków. Trudno nie przyznać im racji.

W obronie sójek napiszę to samo, co kiedyś o srokach. Są piękne (trudno zaprzeczyć), niezwykle inteligentne i rodzaju żeńskiego (nie tylko w naszym języku). Wniosek nasuwa się jeden – one muszą być niebezpieczne!

O zwierzętach opowiada dr Andrzej G. Kruszewicz, lekarz weterynarii, ornitolog, znawca ptasich obyczajów, autor wielu książek, dyrektor warszawskiego zoo

Zdjęcia: Mirena Mika, Grzegorz Sawicki, Urszula Frydrych/Birdwatching.pl, Minden Images/FPM

Weranda Country nr 4/2014