Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Dziobem w oko

Kwiczoł z młodymi
 
 


Wróbelek istotka niewielka – pisał poeta. Ale gdy trzeba, potrafi nieźle uszczypnąć. Bo skrzydlaci sąsiedzi mają bardzo dobrze opracowane strategie obronne i dzielnie stawiają czoła drapieżnikom. A robią to na wiele sposobów.

Na ptaki można patrzeć i ich nie widzieć. Kiedyś przeżyłem szok, gdy przez lornetkę obserwowałem samicę sieweczki rzecznej i jej cztery pisklęta. Urocza rodzinka była na zupełnie odkrytym, pozbawionym roślin, żwirowym dnie wyschniętej rzeczki. Postanowiłem obejrzeć małe z bliska. Zapamiętałem charakterystyczny kamień tuż przy nich i szybkim krokiem się zbliżyłem.

Matka biegała przy mnie, udając, że ma kontuzjowane skrzydło. Taka strategia może być skuteczna w przypadku lisa lub psa, ale na mnie nie działała. Stanąłem w miejscu, gdzie miały być młode sieweczki, a tu nic. Tylko żwir i kamienie. Pochyliłem się i oglądałem kamyk po kamyku. Nic. Nie ma maluszków. Jak i gdzie się przemieściły? I nagle zobaczyłem wszystkie cztery. Przytulone do siebie, bez ruchu. Dokładnie tam, gdzie patrzyłem i ich nie widziałem. Mrugnięcie małego oczka odczarowało kamuflaż. Minimalny ruch powieki pisklęcia zwrócił moją uwagę.

reklama

W kolorze otoczenia

Mrugnięcie oka ukrytego ptaka pozwoliło mi już odkryć wysiadującą jaja kuropatwę, bażancicę czy jarząbka. Barwy maskujące samicy to najlepsza obrona dla jej lęgu. Wiele zagniazdowników (małe tych gatunków są samodzielne i nie zostają w gnieździe) wysiaduje jaja dopiero po złożeniu ostatniego w lęgu, więc pisklęta wykluwają się razem. W takim gnieździe jest aż gęsto od zapachów, a ciekawe świata maluszki popiskują i wiercą się pod matką. To niebezpieczny moment, bo drapieżniki stale czyhają na łatwy kąsek. Pisklęta zagniazdowników są od przyjścia na świat ubarwione maskująco. Muszą tylko szybko wyschnąć i zaraz opuścić „niebezpieczny dom”. A potem nauczyć się, że na sygnał ostrzegawczy mamy należy czmychnąć pod liść i czekać bez ruchu aż do odwołania alarmu.

Higiena przede wszystkim

Gniazdowniki tak łatwo nie mają. Kilka tygodni w gnieździe to bardzo ryzykowny okres w ich życiu. Rodzice stale przynoszą pokarm, co może zwrócić uwagę drapieżników. Dlatego bardzo ostrożnie zbliżają się do gniazda – rozglądają, nasłuchują i tylko, gdy są pewni, podchodzą do piskląt. A po karmieniu zabierają odchody swych pociech, żeby zapach nie zwabił amatora smakowitej przekąski.

Sprzątanie po maluchach jest łatwe, bo pisklęta wydalają odchody w śluzowej paczuszce, którą rodzic chwyta w dziób i wynosi daleko od domu. Takiej strategii nie mają jedynie pisklęta ptaków gniazdujących w dziuplach, gdyż są w bezpiecznej kryjówce. Dlatego gniazda szpaków i wróbli są brudne, a pokrzewek czyściutkie, jakby nowo zbudowane.

Sąsiad ostrzega

Ptaki gniazdujące obok siebie znają swoje głosy ostrzegawcze. Inne są sygnały, gdy zagrożenie jest z powietrza, inne, gdy z ziemi. Komunikaty międzygatunkowe pozwalają na zmasowany atak sąsiedzki. Nękany intruz musi zmykać. Najbardziej agresywne są przy tym kosy i wilgi, a kwiczoły bombardują lepkimi odchodami. Biada kotkowi, co się pod gniazda kwiczołów zakrada! Podobne głosy ostrzegawcze obowiązują w zimowych stadkach sikor, do których zwykle dołączają pełzacze, kowalik lub dzięcioł. Wszyscy prawidłowo reagują na wysoki świst wydany przez sikorę, która odkryła zagrożenie.
 

Weranda Country nr 4/2013