Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Więcej niż miód

Więcej niż miód
 
 

Nominowany do Oscara reżyser, który w życiu prywatnym jest wnukiem szwajcarskiego pszczelarza, opowiada o poważnym kryzysie, jaki dotyka obecnie populację pszczół. W ciągu ostatniej dekady wyginęły ich miliony. Czy to oznacza, że czeka nas totalny kryzys? O tym w najnowszym filmie Markusa Imhoofa, Więcej niż miód.

Pszczoły to nie tylko istotne ogniwo ziemskiego ekosystemu, lecz również ważny czynnik plonotwórczy. Zamieszkują Ziemię równie długo jak człowiek, ale gdy one wyginą – jak twierdził Einstein – ludziom pozostaną nie więcej niż cztery lata życia. 

Wykorzystując najnowszą technologię, umożliwiającą obserwację niewidocznych gołym okiem zjawisk, Imhoof z własnej perspektywy pokazuje rolę i piękno pszczół, a także fatalizm ich losu. Podróżując z kamerą po całym świecie: od Europy po USA, Australię i Chiny, filmuje tereny, na których zamieszkują pszczoły, a za pomocą mikroskopowych zdjęć pokazuje jak żyją i zachowują się w gniazdach i ulach.

reklama

W filmie poznajemy pszczelarzy, naukowców i rolników, owładniętych pasją do pszczół i pragnących poznać tajemnicę ich masowej śmierci. Pomimo wieloletnich badań, dokładny powód tego zjawiska nie jest znany i stanowi przedmiot spekulacji. Być może jest to skutek zanieczyszczenia środowiska, stosowania pestycydów, antybiotyków, niedożywienia, chorób bakteryjnych i pasożytniczych, przepracowania pszczół lub wszystkiego naraz. Poznajemy międzynarodowy zasięg tego zjawiska, a także przebieg, jaki ma ono w różnych częściach świata. W Chinach doszło do tego, że rolnicy zatrudniają ludzi, którzy zamiast pszczół zapylają rośliny.

Bez pszczół świat całkowicie się zmieni, o ile w ogóle uda mu się przetrwać. Doszło dziś do tego, że pszczoły muszą walczyć z neoliberalnymi rynkami ekonomicznymi, bo traktowane są jak uruchamiane przez guzik maszyny do pracy. Imhoof stara się zapobiec temu zjawisku i uświadamia jego dramatyczny kontekst, jakim jest pęd, wywoływany przez stale rosnącą piramidę globalnej ekonomii.

O FILMIE

Więcej niż miód to szósty film w karierze szwajcarskiego reżysera Marcusa Imhoofa. To ciekawy przykład przyrodniczego eseju filmowego, pokazującego świat pszczół oraz sposób w jaki one funkcjonują. Praca nad filmem trwała aż pięć lat, a zdjęcia kręcono przez 2 lata przy użyciu specjalistycznego sprzętu: mikroskopowych kamer, małego helikoptera z podwieszoną kamerą oraz kamery digital high speed Phantom HD. Dzięki temu powstał doskonały pod względem jakości zdjęć obraz, olśniewający poemat, przypominający dokumentalne  science-fiction  w stylu słynnego Mikrokosmosu Claude’a Nuridsany’ego i Marie Pérennou. Budżet filmu wyniósł 2 miliony euro.

***

WYWIAD Z REŻYSEREM, MARKUSEM IMHOOFEM


- Skąd zainteresowanie pszczołami?
Od ponad stu lat są one obecne w życiu mojej rodziny. Mój dziadek był pszczelarzem. Miał fabrykę i duży ogród z drzewami owocowymi. Nawet kiedy był już stary, nadal mieszkał w domu i miał pszczoły. Tam było jak w raju. Poza tym moja córka i zięć są naukowcami i badają pszczoły w ramach naukowego projektu, realizowanego przez University of Western Australia. Jestem więc na bieżąco. Mało kto wie, że jedna trzecia tego, co jemy powstała dzięki pracy pszczół. To jeden z najbardziej zapracowanych gatunków zwierząt. Poza tym pszczoły fascynują mnie nie tylko pracowitością, lecz również inteligencją i umiejętnością wzajemnej współpracy.    

- Wierzy Pan w teorię Einsteina, że jeśli pszczoły wyginą ludziom zostaną 4 lata życia? 
Tak. Bez względu na to, co powiedział Einstein, jego teoria pokazuje jak ważne dla natury są pszczoły. To zapylacze wszystkiego, co lubimy jeść i co żyje. W Szwajcarii zanotowano ostatnio 70-procentowy ubytek pszczół. W USA 30-procentowy, podobnie w Niemczech. To zaczyna być coraz poważniejsza sprawa.

 - Co Pan sądzi o ręcznym zapylaniu?
To tylko wizja, którą przedstawiłem w filmie jako alternatywę na to, co się stanie jeśli pszczoły wyginą. Odwiedziłem cztery gospodarstwa w Chinach, w których wykonuje się ręczne zapylanie, głównie przez kobiety. Ale to się do końca nie sprawdza. Pszczoły są w tym najlepsze.   

- Jak opisałby Pan technikę pracy przy tym filmie?
Zbliżenia, śledzenie pszczół, zdjęcia kamerą mikroskopową wewnątrz uli… Chciałem pokazać, jak one żyją. W Wiedniu mieliśmy studio z pszczołami i olbrzymie pole z piętnastoma ulami, gdzie żyły pszczoły różnej rasy. To tam przez dwa miesiące kręciliśmy zdjęcia kamerą mikroskopową, a pomagał nam zaklinacz pszczół, który opiekował się nimi i wybierał odpowiedni moment. Mieliśmy do dyspozycji bardzo nowoczesne endoskopowe mikrosoczewki, zazwyczaj używane przy medycznych operacjach, jak również mały helikopter ze specjalną kamerą do zdjęć, kręconych podczas lotu. W ulach kręciliśmy zdjęcia w tempie 70 ujęć na sekundę, czyli trzy razy wolniej niż zazwyczaj, więc rzeczywiście można wyraźnie zobaczyć co się tam dzieje. W innym wypadku nie byłoby to możliwe. Zdjęcia w dali kręciliśmy kamerą digital high speed Phantom HD, którą można nakręcić 300 klatek na sekundę, dzięki czemu mogliśmy pokazać ruch pszczół. Z kolei do zdjęć w zwolnionym tempie potrzebne było dużo światła. Oczywiście nie chcieliśmy nagrzewać pszczół, więc wymyśliliśmy lustra, które odbijały światło, ale nie produkowały dużo ciepła.   

- Trudno było znaleźć ekipę do współpracy przy tym filmie?      
Członkowie ekipy musieli mieć określone umiejętności i cierpliwość, bo film kręciliśmy przez ponad dwa lata. Same zbliżenia w studio kręciliśmy przez 35 dni. Zdjęcia plenerowe kręcił Atilla Boa, który miał doświadczenie w pracy z pszczołami i zbudował sobie specjalne okulary w masce, którą sam nosił. Część dokumentalną sfilmował Jörg Jeshel, a pierwszym jego zadaniem było sfilmowanie pszczoły-zabójczyni, która go zaatakowała i użądliła w nos.