Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Powrót foki

Foka pospolita Zdjęcie 5/6
 
 


Jeśli będziemy mieli szczęście, zobaczymy wyłaniający się z wody foczy nos i ciekawskie oczy lustrujące okolicę. I nie mówimy wcale o odległej Grenlandii, ale o bałtyckiej plaży.

Na ogół foki nie tęsknią za towarzystwem człowieka i wybierają na relaks miejsca odludne. Ale zdarzają się egzemplarze niestrachliwe. Na przykład Depka, wychowanica helskiego fokarium (jej mama Ewa nie miała pokarmu), upodobała sobie plaże gminy Rewal. Z zainteresowaniem obserwowała ludzi. Często pluskała się wśród kąpiących albo spała na brzegu obok tłumu wczasowiczów. Nie do wszystkich jednak docierało, że to dzikie zwierzę, nie salonowy pudelek – robili sobie z nią zdjęcia, nawet sadzali dzieci na foczym grzbiecie! Zniesmaczona takimi praktykami przestała odwiedzać plażę. Może przeniosła się w inny rejon Bałtyku? Pewności jednak nie ma, bo życie fok nie jest łatwe.

Przedszkole w fokarium

Na początku XX wieku w naszym morzu pływało ich ponad 100 tysięcy. Głównie foki szare (Halichoerus grypus), ale także pospolite (Phoca vitulina), które wcale pospolite nie są, oraz najrzadsze, obrączkowane (Pusa hispida). Ale polowania i zanieczyszczanie wody zrobiły swoje. Samice stawały się bezpłodne.

reklama

W latach 70. fok zostało cztery tysiące. Wtedy podniesiono alarm i kraje nadbałtyckie wprowadziły program ratunkowy. Cztery lata temu widziano nad Bałtykiem stadko dziewięciu fok. Rok później 12, a w tym roku już 41. Jest ich teraz w naszym morzu 25 tysięcy, ale to wciąż bardzo mało.

Za to w ogrodach zoologicznych rozmnażają się w najlepsze. U nas, w warszawskim zoo, urodziła się już prawie setka, rozesłaliśmy je do ogrodów całej Europy. Prowadzimy też europejską księgę rodową fok. W ubiegłym roku wspólnie z helskim fokarium i fundacją WWF (World Wide Fund for Nature) w Słowińskim Parku Narodowym wypuściliśmy na wolność trzy szczenięta (tak się je fachowo nazywa, zresztą do psiaków są troszeczkę podobne): Cypla, Cekina i Certę. Potem mogliśmy śledzić trasy ich wędrówek, bo miały satelitarne nadajniki. Niestety, po siedmiu miesiącach, kiedy dzieciaki zmieniły futra, nadajniki odpadły.

Śledziowe śniadanie

Focze gody odbywają się wczesną wiosną. Samiec nadzoruje harem pań – nawet dziesięć samic. Po hałaśliwych zalotach, podczas których samice nocą wyśpiewują niesamowite serenady, nadchodzi czas odpoczynku i grupowego żerowania. Ciąża trwa prawie rok. Szczenię pokryte jest gęstym, miękkim i białym futerkiem, zwanym lanugo. To z jego powodu masowo zabijano maluchy. Ale moda ta – na szczęście dla fok – przemija. Po około czterech tygodniach maleństwo zaczyna zmieniać futerko na nieprzemakalne i w takim kolorze, jak to rodziców. Do tego czasu szczenię błyskawicznie rośnie. Zresztą co ma innego do roboty? Leży ukryte wśród kamieni, śpi i je. Kiedy się rodzi, waży 6-8 kg, a gdy po raz pierwszy wskakuje do wody, dobija do 25 kg.

Odstawiona od piersi foczka nie ma łatwego życia. Matka wrzuca ją – dosłownie – na głęboką wodę i przestaje się dzieckiem interesować. Małe musi więc szybko nauczyć się polowania, jest zdane tylko na siebie. Nic więc dziwnego, że śmiertelność bywa duża i że zabiedzone trafiają czasem na nasze plaże. Ekipa z fokarium zabiera je, podkarmia i ponownie wypuszcza na wolność.
 

Weranda Country nr 6/2012