Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Podglądacze

Podglądacze
 
 


W ostatni weekend karmnik obok mojego domu przeżywał oblężenie. O łuskane ziarna słonecznika walczyło stadko sikorek, dwa wróble i jakiś gość w niebieskiej czapeczce.

Z nowiutkim aparatem w ręce postanowiłam utrwalić sytuację. Tyle się tu działo! Były wrzaski, mylenie przeciwnika, wzajemne nawoływanie, podbieranie, harmider jak na obiedzie we włoskiej rodzinie. Zdjęcia robiłam, stojąc pod karmnikiem. Kolejny kwadrans spędziłam na ogrodowym krześle. Wreszcie przeniosłam się na stryszek, gdzie przez uchylone okienko karmnik miałam jak na dłoni. Niestety, z kilkudziesięciu klatek nawet jedna nie była zadowalająca.

Błędy nowicjuszki
– Bez dobrego teleobiektywu nic nie zdziałamy – wyjaśnia Cezary Korkosz, który zrobił niejedno zdjęcie ptaków walczących o pokarm, karmiących młode, zrywających się do lotu. A ich bohaterami nie są sikorki, ale na przykład sowy czy bieliki. Wydaje się, że zwierzęta pozują Cezaremu jak zawodowe modelki! – Dobrym pomysłem było fotografowanie karmnika, bo na początku najlepsze zdjęcia zrobimy w pobliżu własnego domu. Jednak zamiast od razu łapać za aparat, trzeba było poobserwować, co się dzieje – podpowiada. A wiosna jest cudnym okresem, bo dostarcza mnóstwa tematów. W świecie zwierząt wszystko wtedy kręci się wokół jedzenia i seksu. W maju możemy zrobić poidła. Towarzystwo zleci się na picie i kąpiele. – Proszę się nie martwić – pociesza Mateusz Piesiak, piętnastolatek, z aparatem od sześciu lat.

reklama

– Moje pierwsze zdjęcia były jednym wielkim niepowodzeniem, z małymi punkcikami w kadrze. Zdecydowanie zabrakło też cierpliwości – dodaje. Mateusz opowiada, jak zrobił zdjęcie jemiołuszki w momencie, kiedy dziobem chwytała kulkę jemioły. Z drabiną, powolutku, przesuwał się do drzewa, na którym żerowało całe stadko. Potrzebował dwóch godzin, aby zrobić pierwsze sensowne zdjęcie, a przecież ptaki cały czas jadły! Na drabinie spędził cały dzień. Są ujęcia, na które poluje się tydzień.

Patent na sukces
O tym, że nie ma czarodziejskiego patentu na genialne zdjęcie, mówią Saturnina i Artur Homanowie, małżeństwo, które połączyła miłość do fotografii. Artur, wtedy student leśnictwa, usłyszał, że na architekturze krajobrazu jest dziewczyna, która robi zdjęcia. I tak od 20 lat pracują razem.

– Na początek poznajemy obyczaje zwierzaków – wyjaśnia. – Chcemy na przykład sfotografować żurawie. Wiemy, że jesienią gromadzą się na stawach. I szukamy takiego miejsca, aby zrobić je na tle zachodzącego słońca. Potem tylko czekamy na dobrą pogodę. Ptaki boją się człowieka, trzeba więc wymyślić sposób, aby nas nie zauważały i zachowywały się naturalnie. Powinniśmy się więc schować, najlepiej w czatowni. Chodzi o to, aby nie było jej widać, niezależnie od tego, czy maskujemy się na ziemi, na drzewie czy na jeziorze. Dlatego dobrze wykorzystywać to wszystko, co jest pod ręką – trawę, ściółkę, liście, trzciny.

Można też zainwestować w czatownię przenośną – czyli najzwyklejszy namiot igloo w maskujących kolorach. – Ale i to nie gwarantuje sukcesu, bo nigdy nie wiadomo, jak zachowają się zwierzaki, czy coś na przykład nie przyjdzie i nie spałaszuje nam bohatera – śmieje się Artur. Mateusz z kolei podkreśla znaczenie perspektywy. – Jak się robi wróbla, to trzeba się położyć. Jak się robi sowę, to trzeba być na jej poziomie, np. wejść na drabinę. Jeśli chce się pstryknąć akcję, potrzebny jest refleks – wylicza. Łatwo powiedzieć...
 

Weranda Country nr 3/2012