Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Świat według konia

Konie są bardzo płochliwe. Boją się wszystkiego, co pojawia się w polu widzenia znienacka.
 
 


Jeżeli nie masz doświadczenia, nie wybieraj konia młodego. Trudno go ułożyć.

Lepiej przygarnij starszego, o ukształtowanym charakterze. Jeśli chcesz na nim jeździć, powinien mieć więcej niż 6 lat. A jeśli ma być tylko do towarzystwa, zajmij się koniem na emeryturze albo po kontuzji.

Wśród koniarzy funkcjonuje pojęcie „koń do ogródka”. Oznacza emeryta do towarzystwa i... ozdoby. Muszę jednak przestrzec, że konia w ogródku trzymać się nie da. Wiem z doświadczenia, że potrafi go zdemolować w jeden dzień. A jednak raz zdarzyło mi się „wynająć” klacz z kilkumiesięcznym źrebakiem do ogródka moich znajomych. Porósł tak wysoką trawą, że trudno ją było skosić. Wpadli na pomysł, że koń z przyjemnością taką wybujałą roślinność zje. Klacz była kulturalna i nawet umiała się znaleźć w cudzym ogrodzie, ale źrebak... Najpierw nadgryzł lusterko samochodowe. Potem przewrócił stół na werandzie, a gdy znajomi wszystko ogrodzili i wydawało się, że nic już nie może spsocić, źrebak wlazł do salonu, i to przez tylne wejście znajdujące się ponad metr nad ziemią. Tak przy tym wystraszył domowników, że od tamtej pory trawę postanowili kosić sami.

Stołówka pod niebem

Prawda jest taka, że konie potrzebują pastwiska – dla jednego wystarczy 1-2 hektary. Najlepiej podzielić je na kwatery i co jakiś czas przeprowadzać zwierzę do innej, by trawa miała szansę odrastać. Moje konie cieplejsze miesiące spędzają na dworze całą dobę. Dzięki swobodzie, ruchowi cieszą się dobrym zdrowiem. Nie miewają nawet kolek, które tak często dokuczają koniom stojącym w boksach – na ogół mają za mało ruchu i jedzą dużymi porcjami trzy razy dziennie, a przewód pokarmowy konia jest długi i przystosowany do częstych, ale małych porcji jedzenia. Gdy koń ma kolkę, ogląda się na boki, jakby chciał się przyjrzeć, co go boli, poci się, kładzie, wstaje, tarza. Konieczna jest wtedy pomoc weterynarza.

reklama

Uciekające stado

Moim utrapieniem za to jest ogrodzenie. Często je sprawdzam, bo konie lubią je sforsować i przejść na łąkę sąsiada. Choć raz zdarzyło się, a było to zimą, gdy na polach leżał śnieg po pas, że dały dyla o wiele dalej. Pech chciał, że gdy przedarły się już przez pastucha, natrafiły na tunel w śniegu zrobiony przez gminny pług, który zupełnie wyjątkowo zapuścił się w naszą odludną okolicę, i pogalopowały przed siebie. Dotarły do drogi, wyminęły wolno sunący po oblodzonej nawierzchni autobus PKS i pognały w kierunku największej okolicznej metropolii – wsi Wiżajny, gdzie znajduje się zarówno kościół, jak i bar. Do dziś nie wiem, co było ich celem, ponieważ dalszą ucieczkę udaremnili mieszkańcy mojej wsi. Gdy zobaczyli galopujące konie, zadzwonili do sąsiada, który mieszka na końcu wsi, a ten wybiegł z całą rodziną na szosę i machając czym się dało, zawrócił niesforne stado. Zwierzęta wróciły do domu tą samą drogą, którą uciekły.

Konie są bardzo płochliwe. Boją się wszystkiego, co pojawia się w polu widzenia znienacka. To dlatego, że ucieczka jest ich jedyną formą obrony przed drapieżnikami. Kiedyś przyglądałam się, jak dzieci jeździły na kucykach, karnie drepczących jeden za drugim. Gdy zaczął kropić deszcz, rodzice stojący wokół ogrodzenia z trzaskiem rozkładali kolorowe parasole. Dla kuców to jakby stado dzikich zwierząt wyskoczyło z zarośli – zaczęły wierzgać i skakać tak, że wszystkie dzieci wylądowały na piachu. Na szczęście skończyło się na paru siniakach. Do konia nigdy nie podchodź z psem. Weźmie go za wilka, który przyszedł zapolować.
 

Weranda Country nr 3/2008