Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Inżynier leśnych stawów

Bóbr Bobry potrafią pływać już od pierwszych dni życia.
 
 


Jeszcze niedawno spotkanie bobra graniczyło z cudem. Dziś wędkarze opowiadają często nie o taaakiej rybie, która urwała się z haczyka, ale o wielkim szczurze z dziwnym ogonem.

Rzadkością był już w średniowieczu. Wierzono, że czapy z jego futra poprawiają pamięć, siekacze powieszone na szyi niemowlaka koją ból ząbkowania, łój leczy ciężkie rany. Mięsem z pokrytego łuską ogona zajadano się w czasie postów, a tak zwany strój bobrowy – wydzielina służąca bobrom do komunikacji – był panaceum na wszystkie choroby, włącznie z wrodzoną oraz nabytą głupotą. Produkt uboczny działalności bobrów – żyzne polany w pobliżu wody (powstawały, gdy stare stawy bobrowe wypełnił osad niesiony przez rzekę) okazały się wymarzonym miejscem do wypasania krów, siania prosa i budowania domostw. Wynik starcia „bóbr kontra kmiecie” był łatwy do przewidzenia.

Domek pod wierzbą
W latach 70. ubiegłego wieku biolodzy postanowili ratować zagrożone wyginięciem zwierzaki. Widmo zagłady szczęśliwie oddalono. Dziś bobry mają się nieźle. Żyją niemal w całej Polsce, nawet w pobliżu wielkich miast. Te inteligentne stworzenia radzą sobie w różnych miejscach, byle tylko były woda, spokój i wierzby. Co to oznacza dla nas? Z jednej strony zyskujemy wspaniałego sprzymierzeńca – inżyniera, który budując tamy, przywraca na Ziemi ład, jaki chciała Natura. Sprawia, że w okolicy pojawiają się nowe rośliny i zwierzęta. Stawy bobrowe wabią wydry, piżmaki, norki, sarny, łosie, jelenie i dziki. W ich okolicy świetnie czują się drobne gady i płazy, na wysepkach i wśród martwych drzew gniazda wiją ptaki. Jeśli dopisze szczęście, na rozlewiskach zamieszkają bociany czarne, żurawie i czaple siwe. Miejsca, które wybrały bobry, podobają się często również człowiekowi.

reklama

Z drugiej strony, zwierzak potrafi skorygować wymuskany krajobraz. Napisała do mnie niedawno pewna pani: „Przez długi czas staraliśmy się, aby otoczenie – drzewa i krzewy – wyglądało ładnie i schludnie. Niestety, pojawił się bóbr i niszczy wszystko, co mu stanie na drodze. Z drzew pozostały suche badyle, aż płakać się chce, wierzby, brzozy, wszystko pościnane, szuwary połamane i poryte korytarze. Po prostu pogrom. Co mamy zrobić, żeby pozbyć się SZKODNIKA?”. Co ja na to? Ja na to, że człowiek jako zwierzę podobno bardziej inteligentne pewnie sobie z bobrem poradzi. Można wynająć potomków kmieciów, którzy znanymi sobie sposobami bobra wypędzą. Może jednak pogłówkować i wykorzystać „inżyniera” ku uciesze własnej i sąsiadów zazdrości? Zwłaszcza że za taki nietuzinkowo urządzony ogród specjalista z pewnością zażyczyłby sobie kilka albo i kilkanaście banknotów.

Rodzinne gniazdo
Na początek warto poznać obyczaje bobra. Nocny tryb życia spowodował, że ma doskonale rozwinięte zmysły: węch, słuch i dotyk. Czuły nos umożliwia mu komunikację między krewnymi i nie tylko. Bobry znaczą terytorium wspomnianym już strojem bobrowym. Dowiadują się dzięki niemu o płci informatora, jego miejscu w hierarchii, poznają rodzinę. Mają dobrze rozwinięty zmysł dotyku. Wyczuwają „dłońmi” kierunek i siłę prądu wody, dlatego mogą w porę zareagować, jeśli wypływa ona z uszkodzonej tamy. Delikatnie chwytają drobne przedmioty i robią dokładną toaletę futra. Bobry żyją do 30 lat. Łączą się w pary na całe życie. Typowa rodzina składa się z rodziców, młodych tegorocznych i młodych z roku poprzedniego. Samice rodzą zwykle dwa maluchy w roku, które już w pierwszych dniach życia widzą i potrafią pływać. Opiekują się nimi rodzice, pomaga starsze rodzeństwo. W trzecim roku, na wiosnę, dzieci zwykle opuszczają gniazdo w poszukiwaniu partnera i miejsca do życia.

Bobry ścinają drzewa po to, by zapewnić bezpieczeństwo sobie i dzieciom. Zimy nie przesypiają. Ogryzają wtedy korę z gałęzi nagromadzonych w stawie. Są weganami. W lecie jedzą rośliny zielne, a późną jesienią, zimą i wczesną wiosną – korę z wierzb i osik. I tu dochodzimy do sedna problemu przeraźliwie schludnej działki, której brzegi upodobał sobie bóbr. On po prostu zajął teren zagospodarowany niegdyś przez pradziadka! Nasze równiutko posadzone drzewa przy rzece albo potoku nie występują naturalnie w przyrodzie: na dzikich brzegach rosną rozmaite krzewy, których liście zacieniają wodę, a uchyłki i zakamarki zapewniają schronienie rybom, żabom, ptakom.

Pożycz bobra, sąsiedzie
Zatem, jeśli mamy gest i możliwość, oddalmy się z naszymi inwestycjami od brzegu – żeby zostawić bobrom trochę przestrzeni. Szczególnie cenne drzewa możemy łatwo ochronić. Bobry odwdzięczą się nam budową pięknych, tętniących życiem stawów. Ich tamy, przerywające nurt rzeki i natleniające wodę sprawią, że na brzegu znów pojawi się życie. Ostatnio zgłosił się do mnie psycholog – właściciel pensjonatu, który chce do siebie ściągnąć bobry, a wybudowane przez nie stawy wykorzystywać podczas warsztatów edukacyjnych. Na moim ranczu w Bieszczadach żyjemy z bobrami w zgodzie. Dzięki nim mam wysoki poziom wód gruntowych, który chroni prywatny rezerwat ze storczykami przed wysychaniem i ściąga chronione ptaki. I, co ważne, zapewnia mi dotacje z Unii Europejskiej. A sąsiedzi zazdroszczą i też chcą wypożyczać bobry...


Tekst: Andrzej Czech, czołowy polski specjalista od bobrów, doktor biologii, z żoną Agnieszką prowadzi w Bieszczadach ekologiczne ranczo Ecofrontiers
Fotografie: Andrzej Czech, Joanna Halena, Flash Press Media
Więcej informacji o bobrach i sposobach zapobiegania szkodom na portalu www.bobry.pl

 

Weranda Country nr 1/2009