Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Widzisz mnie

Rzekotka drzewna. Zielona jak nowo rozwinięte listki. To mistrzyni w stawaniu się niewidzialną.
 
 


Jak nie dać się zjeść? Oto jest pytanie. Zwłaszcza gdy natura nie podarowała szponów, sokolego wzroku, kłów, dzioba czy kolców. Trzeba umieć się ukryć, wtopić w otoczenie. Mistrzem jest kameleon, zostawmy jednak egzotykę.

Od lat mieszkam w lesie na dzikich Bagnach Biebrzańskich. Daleko od ludzi, za pan brat z dziką przyrodą. Opowiem o kilku moich spotkaniach z tajemniczymi stworkami. Zajmujemy to samo podwórko, podpatrujemy siebie nawzajem i odkrywamy swoje tajemnice. Już za drzwiami spotykam jaszczurki zwinki.

W pogodne dni wygrzewają się na kamieniach tuż przy domu. Trudno dostrzec szczególnie samice, odpowiedzialne za wychowanie potomstwa. Ich skóra przypomina barwę i fakturę kamieni. Jeśli mimo to jakiś łowca próbuje dopaść zwinkę i capnie ją zębami za ogon, zwierzątko porzuca tylną część ciała. Gniazda z jaszczurczymi jajami – obsypane piachem pomiędzy trawami, pniakami i korzeniami – także zlewają się z otoczeniem, dając im szanse przetrwania.

reklama

Któregoś dnia córki przyniosły malutką zieloną żabkę. Młodsza otwiera dłonie i pyta: – Tatusiu, co to jest? Jedno spojrzenie i uśmiech na twarzy: rzekotka drzewna. Zielona jak nowo rozwinięte listki. Zanieśliśmy ją w pobliskie zarośla, na listek krzewu, do którego przytuliła się i znieruchomiała. Barwa listka i kolor rzekotki były idealnie w tym samym odcieniu.

Rzekotka to mistrzyni w stawaniu się niewidzialną. W zależności od otoczenia i tła, na jakim przebywa, a nawet od oświetlenia, temperatury czy rodzaju powierzchni, potrafi zmieniać kolor skóry od cytrynowego do ciemnobrązowego. Poszliśmy bliżej jeziora w poszukiwaniu innych rzekotek. Udało się. W jednym z liści grążela ukryta była następna żabka – odcień miała zupełnie inny niż ta, którą przyniosły dzieci do domu.

Świetnym aktorem jest zaskroniec. Przerażony nie traci głowy, lecz urządza przedstawienie: odwraca się brzuchem do góry, otwiera pyszczek i udaje nieboszczyka. Konik polny jaki jest każdy wie, ale nie każdy go dostrzeże na łące. Wygląda zupełnie jak źdźbło trawy. Motyl plamiec leśniak mógłby stać się śniadaniem dla kosa, ale... kto chciałby zapolować na owada, którego skrzydła w locie przypominają ptasie odchody! Albo na ćmę wyglądającą jak kawałek drewna.
 

Weranda Country nr 2/2011