Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Ostatni szarak?

Zające zbierają sie grupami zwykle pod koniec zimy.
 
 


Szybkość i umiejętność bezszelestnego poruszania się to jego jedyne sposoby na przetrwanie. Bo zając nie ma łatwego życia.

I to wcale nie za sprawą jego naturalnych wrogów, leśnych i polnych drapieżników. Najgorsza jest cywilizacja – coraz mniej dzikich łąk, coraz więcej dróg, na których zwierzęta giną tysiącami. Nowoczesne maszyny rolnicze nie dają zającom, zwłaszcza młodym, żadnych szans. Nie mówiąc o działalności człowieka: polowaniach, kłusownictwie. No i włóczące się po polach psy. Zając naprawdę nie ma łatwego życia. Jeszcze 15 lat temu, jadąc pociągiem przez polskie niziny, można było zobaczyć niezwykłe widowisko: pola, a na nich gęsto rozsiane grupy zaaferowanych długouchych. Kotłujących się, boksujących, kopiących tylnymi nogami. I bardzo podobnych do… kangurów. To parkoty – zajęcza ruja. Dziś trzeba mieć sporo szczęścia, żeby być jej świadkiem. 

Szybka miłość

Zbierają się grupami, zwykle pod koniec zimy. To chyba jedyny moment, gdy zające skupiają się w towarzystwie. Samce zaczynają rozgrzewkę, samice grzecznie się przyglądają. Najpierw gachy gonią się nawzajem, kluczą, zmieniają kierunki, goniący staje się gonionym i odwrotnie. Zaczepiają się, przekomarzają. Potem dobierają się w pary według możliwości, wielkości, wagi i siły. Walczą bardzo efektownie. Ale nie robią sobie krzywdy. To wszystko na pokaz, choć czasem zdarzy się naderwane ucho, a wokół latają kłęby wyszarpanej turzycy. Po wygranej walce zgarniają nagrodę, czyli samiczkę, i nie tracąc czasu na szukanie zacisznego miejsca na miłość – bo niebezpieczeństwo może przecież nadejść w każdej chwili – zabierają się do dzieła.

reklama

Wychowanie w pigułce

Nie łączą się w pary na długo. Pan szarak znika zaraz po naprawdę szybkim numerku. Bo zające mają tylu wrogów, że wszystko muszą robić w wielkim tempie. Po mniej więcej 43 dniach samica rodzi małe. W bardzo bezpiecznej i przytulnej kotlince, która ochroni je nie tylko przed drapieżnikami, ale też przed zimnem, wiatrem i deszczem – wyjątkowo nieprzyjaznym dla maluchów. Od samego początku młode otoczone są szczególnymi formami ochrony. Nie chodzi o opiekę rodzicielki, bo zajęczyce nie należą do najtroskliwszych matek zwierzęcego świata. Dba o nie sama Natura. Po pierwsze – nie mają zapachu, zatem szansa, że nie zostaną wywęszone przez drapieżniki, jest większa. Po drugie – ich futro jest nierównomiernie cętkowane, więc niemal całkiem stapiają się z podłożem, w którym się chowają. Wreszcie – po kilku, kilkunastu godzinach od urodzenia matka rozdziela młode. Przenosi każde do innej kotlinki – to w razie „spalenia” jednej kryjówki daje pozostałym szansę przeżycia.

Matka przychodzi raz na dobę i charakterystycznym dźwiękiem wywołuje je na karmienie, które – jak wszystko w zajęczym życiu – trwa bardzo krótko, zaledwie kilka minut. Mleko jest jednak niezwykle kaloryczne, tłuste i bogate w białko oraz substancje odżywcze. Młode, choć rzadko i krótko karmione, rosną szybko. Po 2–3 tygodniach od urodzenia matka znika na zawsze. Szaraczki muszą radzić sobie same. Nawet jeśli uda wam się podczas spaceru natknąć na kotlinkę z malutkim zajączkiem i złapać go – nie bierzcie go ze sobą. Choć jest naprawdę słodki i sympatyczny, nie będzie się dobrze czuł w siedlisku człowieka. Zając potrzebuje przestrzeni i ruchu – jest zwierzęciem dzikim.
 

Weranda Country nr 6/2009