Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Dzieci szczęśliwsze z psem

O czym należy pamiętać decydując się na wprowadzenie psa do rodziny?
Psio-dziecięce relacje nie zawsze są łatwe. O czym należy pamiętać decydując się na wprowadzenie psa do rodziny? Zdjęcie: Shutterstock

Mimo że przynajmniej raz w tygodniu ktoś mnie pyta, jaki pies będzie najlepszy dla małego dziecka, nie irytuję się. No może troszkę. A w mojej głowie od razu kiełkuje inne pytanie: jakie dziecko dla psa? - o psio-dziecięcych relacjach pisze Dorota Sumińska, doktor weterynarii, która pisze książki oraz prowadzi audycje telewizyjne i radiowe o zwierzętach.

Jakie dziecko dla psa, jaki pies dla dziecka?
Odpowiedź nasuwa się sama: dziecko miłe, łagodne, serdeczne. Niestety, to nie pies wybiera sobie opiekunów. Nikt go o zdanie nie pyta. Dlatego ja wypowiem się w imieniu psa. Dla dziecka wyłącznie pies pluszowy. Żywy jest dla rodziców, bo tak samo od nich zależny jak prawdziwe dziecko. Tyle że nigdy nie dorasta. I na pewno nie jest zabawką. Zapomnieliśmy, że kilkanaście tysięcy lat temu zmusiliśmy psa do zamiany wilczej watahy na ludzką rodzinę i teraz pytamy: „Jak?”. Normalnie. Bez fanfar i czerwonych dywanów, bez strachu i obaw, tylko z potrzeby serca oraz poczucia odpowiedzialności za udomowienie.

Zarówno dziecko, jak i pies są swojego rodzaju wizytówką rodziny. Nie bez powodu mawiam: pokaż mi swojego psa, a powiem ci, kim jesteś. Jeśli przyjmujemy do rodziny czworonoga dlatego, że chcemy mieć kogoś bliskiego, komu chcemy dać dom i miłość, to nie widzę problemów w kontaktach psa z dzieckiem. Inaczej, gdy kierujemy się modą, chwilową zachcianką, chcemy zaimponować sąsiadom czy – co gorsza – trzymać ich w ryzach, a pies jest tylko narzędziem do osiągnięcia celu. Wówczas nie ma recepty na serdeczność, miłość i bycie rodziną, której członkiem jest także zwierzę.



Ludzkie szczenię
Nigdy nie ukrywałam, co myślę o wyborze psa ze względu na rasę i uleganie w tej kwestii modom. Nie będę się więc rozwodzić nad rasami bardziej odpowiednimi do kontaktów z dziećmi. Uprzedzę tylko, że te uznane za skłonne do agresji powinny trafiać wyłącznie w ręce osób doświadczonych i znających cechy rasy. To samo dotyczy psów miniaturowych. Bardzo łatwo je zniewolić, ale nawet one mogą się bronić i ugryźć dziecko. Każdy ma prawo do obrony przed niechcianą ingerencją w swoją prywatność czy intymność. Pies nie ma rąk, aby odepchnąć intruza, nie ma kopyt, by kopnąć. Jego jedyny oręż to zęby. Może sobie nie życzyć wpychania palców do oka, ucha albo szarpania za ogon.

Dziecko i pies pod jednym dachem
Myślę, że najlepszym przykładem psio-dziecięcych relacji będzie czas, gdy moja, obecnie ponadtrzydziestoletnia, córka Marta była małą dziewczynką. Jej przyjścia na świat oczekiwali nie tylko rodzice. Spora wyżlica Famka doskonale wiedziała, kogo noszę w brzuchu. Kupiłam ją za pół litra wódki od rolnika, który uwiązał szczenię na łańcuchu. Kiedy wyszłam za mąż, po jakimś czasie Famka poczuła zapach ludzkiego szczenięcia. Wiedziała, że jestem w ciąży, a instynkt podpowiadał jej ciąg dalszy. Zachwyciła się maleństwem nie mniej niż ja. Nikt jej nie odganiał od malutkich nóżek i rączek, zawsze dostawała to, co zostało w dziecięcej butelce. Gdy doszły jarzynowe zupki, była zachwycona. Sypiała pod łóżeczkiem Marty i nie pozwalała się zbliżać osobom postronnym. Była bardzo czujna i szczekała przy każdym niepokojącym dźwięku. Marta szybko nauczyła się snu przy akompaniamencie psiej argumentacji. Do tej pory nie budzi jej byle co.

Pomyślne rozwiązanie
Córka już jako kilkumiesięczny bobas była uczona delikatności. To nieprawda, że dziecko niewiele rozumie. Rozumie więcej, niż nam się wydaje. Trzeba chwalić każdy delikatny gest i pokazywać, jak trzeba dotykać nie tylko psa. Nie wolno śmiać się z aprobatą, gdy dziecko uderza mamę, tatę, babcię lub zwierzę.

Kiedy Marta stanęła na trzęsących się jeszcze nóżkach, do rodziny dołączyły Żunia i Dunia. Dwie malutkie suczki o kompletnie różnych charakterach. Żunia, na pozór gburowata zrzęda, a w środku serce z miodu. Dunia odwrotnie – na pozór zalękniona księżniczka, a w środku złośliwa baba. Obie szybko zrozumiały, że ludzkie szczenię jest nie tylko nieszkodliwe, ale nawet sympatyczne. Co jeszcze ważniejsze – można je było okradać z herbatników i tym podobnych wspaniałości. Marta traktowała psy z należytym szacunkiem i nigdy nie było sytuacji, bym musiała interweniować.

Gdy skończyła sześć lat, spotkał ją niemały zaszczyt. Nasza kolejna suczka Punia postanowiła oszczenić się w jej łóżku. Kłopot w tym, że Marta zaraziła się szkarlatyną i właśnie czekały-śmy na pediatrę. Wizyta rozpoczęła się nietypowo. Chciałam uprzedzić panią doktor, co się dzieje, ale nie zdążyłam. Spojrzała na łóżko, gdzie wokół dziecka z wysypką kłębiły się nad jedną rodzącą trzy inne suczki. W pośpiechu zbadała Martę i zakasała rękawy, by pomóc i mnie, i suczce w cudzie narodzin.

Marta wspomina tamten dzień jako jeden z piękniejszych. Nie tylko szkarlatyna ustąpiła szybciej, bo emocje zdopingo-wały układ odpornościowy dziecka. Przede wszystkim poczuła się kimś bardzo ważnym. Dziś mówi: – Mamo, nawet nie wiesz, jak wtedy „urosłam”. To było moje łóżko i mogłam pomagać
w czymś nie tylko najciekawszym na świecie, ale ważnym tak samo dla mnie, jak i dla dorosłych. Chyba nie trzeba nic więcej dodawać, aby uprzytomnić sobie, że pies w rodzinie gra bardzo istotną rolę.

Tekst: Dorota Sumińska
Zdjęcie: Shutterstock

reklama
Weranda Country nr 8/2015