Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Mały piesek, mały kłopot?

Mały piesek nie musi być spokojnym kanapowcem.
 
 

Nie każdy piesek mini to spokojny i milutki kanapowiec. Warto o tym wiedzieć, by uniknąć niespodzianek.

Mały piesek to taki do kochania – słyszymy często. Żyjemy w czasach, które wszystko, co wartościowe, zamieniają na „łatwe”. Miłość też ma być łatwa. A do małego pieska wydaje się łatwiejsza niż do dużego. Liczymy też, że w ich przypadku sprawdzi się stare porzekadło: „Małe dziecko, mały kłopot…”. Nie jest to, niestety, prawda. Wie coś o tym rzesza yorków wyszczekujących tęsknotę zza schroniskowych krat. Ktoś je kupił kiedyś „do kochania”. Tymczasem po pierwsze, miłości się nie kupuje, a po drugie, waga i wzrost nie decydują o jej głębi. Ale...

Mały pies jest wygodny, bo w razie potrzeby można go wziąć pod pachę, zamiast szarpać się z napiętą do granic smyczą. Niedużo je i nie zajmuje wiele miejsca, a straż miejska raczej nie wlepi nam mandatu za brak kagańca. Jest jeszcze kilka „bo” przemawiających na rzecz rozmiaru mini, lecz nie zapominajmy o tym, z czym wiąże się miniaturyzacja. Jej skutki okazują się przykre. Niestety, głównie dla psa. Dla nas mogą być kosztowne.

Na przykład zmniejszenie czaszki doprowadziło do zaburzeń w osadzeniu i ukrwieniu zębów, a także zakłóceń w cyrkulacji śliny. Prawie każdy opiekun minipsa dowiaduje się o tym już po trzech latach, gdy z uroczej mordki zaczyna niezbyt uroczo pachnieć. Trzeba więc co jakiś czas zdjąć kamień, a to zabieg wykonywany z reguły w narkozie.

reklama

Miniatury – częściej niż psy normalnych rozmiarów – cierpią też na zapadanie się tchawicy i kłopoty ze stawami kolanowymi. O ile stawy można „naprawić” operacją, o tyle problemów z tchawicą często nie da się zażegnać nawet skomplikowanym i drogim zabiegiem.

Sami też możemy psiego malucha niechcący uszkodzić. Nadepnięcie na łapkę wielkości złotówki może mieć naprawdę poważne konsekwencje. Miniaturki są również bardziej narażone na zbyt obcesowe dziecięce pieszczoty. A przecież mają prawo się bronić i nawet ugryźć, gdy dziecko jest natarczywe. Kto będzie temu winny? Na pewno nie dziecko i nie pies. Pozostajemy my, dorośli.

Małe ząbki mogą też dosięgnąć teścia czy teściowej... Bo miniaturyzacja pozostawia ślad nie tylko w ciele. Nieduże pieski bywają bardzo pobudliwe i skore do awantur. Mam do czynienia z psami całe życie. Pogryzły mnie tylko trzy: dwa ratlerki i pudelek miniaturowy.

Nie znaczy to wcale, że nie ma wśród małych psów dużych tchórzy. Moim zdaniem to jeszcze trudniejsza sprawa. Znam takie, które mdleją ze strachu, słysząc jakiś obcy dźwięk, lub trzęsą się jak rozedrgany kamerton.

I jeszcze jedno: większość maluchów to istoty bardzo głośne. A wysokie tony i częstotliwość szczeknięć mogą wyzwolić w sąsiadach niezbyt przyjazne uczucia. Mam w domu dziewięć psów w rozmiarze od XS do XL. Zawsze, ale to zawsze prowodyrem pyskówki jest XS. A szczek dobermanki Sarenki ledwo się słyszy w porównaniu z jazgotem dobywającym się z maleńkiego gardła.Nie zmienia to moich uczuć do psich karzełków. Kocham je tak samo mocno jak te XL.

Małe psy bywają bardzo odważne. Niczym kogucik japoński, który rzuci wyzwanie olbrzymiemu kogutowi, nie rejterują nawet przed słoniem. Tym bardziej więc trzeba się o nie troszczyć. Większość dużych psów lekceważy „psie pchły”, ale co będzie, gdy spotkamy takiego, który wreszcie straci cierpliwość?

Dlatego małemu czworonogowi trzeba dobrać odpowiednie towarzystwo. Tymczasem często nie chce się nam wysilać i zabraniamy mu kontaktów ze wszystkimi psami. Z czasem zatraca więc umiejętność porozumiewania się z nimi i na sam widok potężniejszego kumpla reaguje nerwowym wrzaskiem.

Pomyślmy o tym wszystkim, zanim zdecydujemy się na minipieska.

York - przypodłogowy stróż

Gdyby tylko była trochę większa, mogłabym w ogóle nie zamykać domu – opowiada Danka, opiekunka czteroletniej suczki yorka. – Wszyscy myślą, że to taka maskotka, a to regularny stróż, który rzuca się z zębami na każdego, kto przekroczy próg. Ostatnio wracając ze spaceru, spotkałyśmy przed domem pana z gazowni. Adela radośnie go powitała. Gdy razem weszliśmy do mieszkania, nagle stał się wrogiem. Na szczęście znam tę moją zołzę i porwałam ją pod pachę, zanim wczepiła mu się w nogawkę...

Chihuahua - pies na pitbule

Dwa kilogramy żywej odwagi – mówią na osiedlu o Tajsonie. Chihuahua o wyglądzie niewiniątka nie przepuści żadnemu psu. – Ostatnio mi nawiał – przyznaje jego nastoletni opiekun. – Zniknął za drzewami, ale słyszałem po głosach, że to bliskie spotkanie z pitbulem, naszym sąsiadem. Nie miałem szans dobiec na ratunek... Nagle patrzę: Tajson wraca. Niemożliwe – czyżby odpuścił? A tu po chwili zza drzew wyłania się sąsiad. I niesie swojego pitbula na rękach...

Pudelek - w piernatach

Miniaturowa Lara ćwiczy... skoki wzwyż. Nie ma takiego łóżka, na które nie dałaby rady wskoczyć. Wie, że wystarczy wziąć odpowiednio długi rozbieg. A potem kładzie się w poprzek i jeszcze bezczelnie warczy, gdy pani ją potrąci,odwracając się na drugi bok. Dlaczego więc nie wylatuje z łóżka z hukiem? – Bo tak fajnie grzeje, jak termoforek – śmieje się Anka, jej właścicielka.

Ratlerek - ulubieniec sprzątaczek

Gadżet lubi wyzwania, typowy pies zaczepno-obronny. Uwielbia czegoś bronić lub pilnować. Na przykład ławki w parku. Ratlerek bierze się do obrony zaraz po tym, jak jego pani zdąży na niej usiąść. Nie ma rady, trzeba wstać i iść dalej. A w hotelach, gdy zostaje sam, strzeże pokoju przed serwisem sprzątającym. Z uporem. Cóż, trzeba samemu pościelić łóżko. I wytrzeć się wczorajszym ręcznikiem. Widać broni też środowiska...


Tekst: Dorota Sumińska, doktor weterynarii, pisze książki, prowadzi audycje radiowe i telewizyjne o zwierzętach
Zdjęcia: Corbis/Fotochannels, Forum, Getty Images/FPM, Shutterstock

Weranda Country nr 2/2014