Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Ubieramy psa na zimę

Ubieramy psa na zimę
 
 

Pies to nie lalka Barbie. Nie trzeba go stroić. Ale czasem przyda mu się proste wdzianko.

Pisałam już tysiąc razy, że nie znoszę zimna, a w związku z tym zimy. Nie pomaga ubieranie się „na cebulkę” i tylko przy odśnieżaniu trasy między garażem i bramą nabieram kolorów żywego człowieka. Ale nie da się odśnieżać w nieskończoność, więc znów wracam do stanu zombi.

Tym trudniej mi zrozumieć, jak wytrzymują na mrozie cieniutkie nóżki sikorek i innych stołowników karmnika. A już w ogóle nie mogę myśleć o psach skazanych na łańcuch czy zimny kojec. Moje grzeją się na kanapie i wychodzą tylko na własne żądanie. Nie, nie wkładam im ubranek. Gdybym to robiła, spacery nie sprawiałyby im tyle radości. Pies jest potomkiem wilka. Ten nigdy nie korzysta z usług przemysłu tekstylnego. Natura dała mu najlepsze na świecie ubranie.

Oczywiście, dzisiejszy pies mało przypomina swojego przodka. Drobniutki, goły ratlerek, krótkonogi jamnik czy zawiązany w supeł buldog to efekt naszego wtrącania się w boskie sprawy. Podoba nam się to, co z pewnością nie ułatwia im życia. Psy pozbawione podszerstka marzną dużo szybciej niż „futrzaki”. I nic dziwnego. Nam też płaszcz przeciwdeszczowy nie zastąpi kożucha.

reklama

Mimo to nie jestem zwolenniczką psiej garderoby. Umiem zrozumieć, jak czuje się zwierzak w ubraniu. Zupełnie tak jak my w dybach. Jeszcze gorzej jest z butami. Na psich łapach stają się stosowanym kiedyś narzędziem tortur – butem hiszpańskim. Tak jak w każdej dziedzinie, i tu jednak pojawiają się wyjątki, gdy psie ubranie jest nieodzowne: całkowity brak owłosienia. Może być związany z rasą lub... chorobą. W jednym i drugim przypadku zimno potrafi zabić. Aby do tego nie dopuścić, trzeba wybrać zło konieczne – ubranie.

Nie musi być modne. Za to powinno spełniać kilka warunków. Po pierwsze: grzać, ale nie krępować ruchów. Po drugie: być lekkie, takie, aby łatwo było je założyć i zdjąć. Najlepiej sprawdzają się polarowe wdzianka. Można je uszyć albo kupić gotowe. Dla małych piesków wystarczy rękaw od polarowej bluzy z wyciętymi otworami na nogi. Krój stroju nie może utrudniać załatwiania potrzeb fizjologicznych.

Jeśli mamy psa bezwłosej rasy, uczymy go ubierania się już od szczeniaka. Przyzwyczajenie staje się drugą naturą, więc strój w końcu przestanie psu przeszkadzać. Najważniejsze, aby zakładać mu wdzianko tylko wtedy, gdy jest to konieczne, a więc w zimnych porach roku. I nie wolno zapominać o garderobie, aż do czasu, gdy temperatury staną się przyjazne nagiemu ciału. Najgorsze dla golasów są wilgotne wiatry. Dla nas też znośniejszy jest suchy bezwietrzny mróz.

Nie tylko gołe psy wymagają zimą dodatkowej ochrony. Również stare i chude źle radzą sobie z zimnem. W tym przypadku także dbamy nie o modę, a tylko o wygodę.

A co z butami? Sprawdzają się w miastach, gdzie chodniki posypywane są solą. Koktajl z soli i Bóg wie czego jeszcze może dotkliwie uszkodzić psią łapę. Psy jednak nie zdają sobie z tego sprawy i niechętnie wdziewają bambosze. Niektóre w ogóle odmawiają spaceru. Bądźmy wyrozumiali i nie róbmy nic na siłę. Można zabezpieczyć łapy w inny sposób. Przed spacerem smarować tłustą maścią – dobrze sprawdza się linomag. A po spacerze spłukać je wodą.

Buty muszą być wygodne i nieprzemakalne. Tu domorosły szewc się nie sprawdzi. Trzeba je kupić – w sklepie dla zwierząt albo u lekarza weterynarii. Polecam to drugie. Nie dlatego, że sama uprawiam ten zawód. W sklepie mogą nas skusić zdobne kamaszki, a przecież tego mamy unikać. W gabinecie weterynaryjnym dostaniemy to, co psu sprawi mniejszy kłopot, a dobrze zabezpieczy łapę.

Największe ludzkie grzechy dotyczące psiej garderoby to strzyżenie psa w zimie i rekompensowanie braku sierści eleganckim wdziankiem. Nawet najdroższe nie zastąpi własnego futra. I tu przechodzimy do sedna – zimowych spacerów.

U małych psów, krótkonogich, u których brzuch prawie dotyka ziemi, chudych, starych lub schorowanych nawet najlepsze ubranie po prostu się nie sprawdzi. Spacery w takie dni ograniczamy więc do toaletowej konieczności. Odbijemy to sobie z nawiązką, gdy zrobi się sucho i słonecznie.

Jak przyzwyczaić psa do ubranka

Z psem jest trochę jak z dzieckiem – z nieprzyjemnych rzeczy najlepiej zrobić zabawę. Dlatego zanim szczeniaka ubierzemy, najpierw pokażmy mu wdzianko. Pies ogląda głównie nosem, więc na pewno z zaciekawieniem je obwącha – dajmy mu w nagrodę przysmak jak za wykonanie ważnego zadania. Chodzi o to, by od samego początku ciuszek kojarzył się z czymś przyjemnym. Pilnujmy jednak, by psiak nie chwytał go zębami, bo nabierze złego nawyku.

Najlepiej potrenujmy najpierw w domu (ostrożnie ubierajmy zwierzaka, by nie sprawić mu bólu, np. nie wkręcić sierści w zamek – uprzedzi się i będzie trudniej). Najprawdopodobniej psiak natychmiast zechce się go pozbyć. Wtedy spróbujmy choć na chwilę odwrócić jego uwagę, np. ulubioną zabawką. Zajęty czymś innym, zapomni, co ma na grzbiecie – znów dajmy mu nagrodę.

Ważne, by każdego dnia psiak nosił wdzianko coraz dłużej, nawet przez kilka minut. Starajmy się w tym czasie zachęcać go do zabawy, tak by poczuł się w końcu swobodnie.Gdy zobaczymy, że nie wzbrania się już przed polarkiem, możemy ruszyć na pierwszy spacer w ubranku.

Co wybrać na początek?

Jeśli chcemy, żeby pies szybko przyzwyczaił się do wyjściowego wdzianka, ważne jest, co na początek dla niego wybierzemy. Oczywiście każde ubranie powinno być z naturalnych tkanin, miękkie i nieuciskające. Najlepszy będzie model najprostszy, bez nogawek, a tylko z otworami na łapy – szczeniak poczuje się w nim swobodnie (choć nogawki przydadzą się zimą, żeby śnieg nie przyklejał się do długiej sierści na łapach).

Zupełnie zbędny wydaje się za to kaptur, bo i tak nie utrzyma się na psiej głowie i utrudni założenie szelek. Darujmy sobie też „zaczepki” na ogon, choć doszyte są do większości kubraczków. Nie każdy pies je zniesie, a i tak ubranie utrzyma się bez nich na właściwym miejscu.Najpraktyczniejszy jest jednoczęściowy kombinezon. Najlepiej zabezpieczy przed zimnem i wiatrem, łatwo go też uprać.


Tekst: Dorota Sumińska doktor weterynarii, pisze książki, prowadzi audycje radiowe i telewizyjne o zwierzętach
Zdjęcia: Alamy/Be&W, Getty Images/FPM

Weranda Country nr 1/2014