Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Daj mu jeść!

Daj mu jeść!
 
 


W listopadzie najchętniej zapadłabym w sen zimowy, aby obudzić się w kwietniu. Ale nic z tego. Nie jestem jeżem, podobnie jak tysiące innych istot skazanych na znoszenie chłodu i głodu.

Zwierzęta dziko żyjące muszą sobie jakoś radzić i radzą, ale dla psów łańcuchowych nadchodzi zimne piekło. Zresztą całe ich życie to piekło. W lecie są wymęczone upałem i spragnione, zimą głodne i zmarznięte. Nie wiadomo, co gorsze. Jakiś czas temu pan poseł Kłopotek stwierdził, że psie łańcuchy to polska tradycja. Czemu w takim razie nie kultywujemy tradycji wbijania na pal lub zakuwania w dyby? Bo to niehumanitarne? Tak samo jak przykucie psa łańcuchem do blaszanej beczki. Widok częsty na tradycyjnych polskich wsiach.

Zima to czas dużego zapotrzebowania na energię. Wiedzą o tym zwierzęta i nawet ludzie więcej jedzą jesienią. Wiejski pies zazwyczaj dostaje chleb namoczony w wodzie. Czasem złapie sobie tłustą ćmę. Niestety, zimą ćmy nie latają. Gorzej, gdy złapie kurę, bo to koniec nie tylko kury. Sam też straci życie z rąk swojego „opiekuna”. Oczywiście zdarzają się i na wsiach troskliwi posiadacze psów, ale są w porażającej mniejszości. Mieszkam na wsi, ale nigdy nie przyzwyczaję się do widoku „wypasionego” domu i psa na łańcuchu lub zamkniętego w malutkim boksie.

reklama

Bogatych domów przybywa, ale psi los pozostaje taki jak przed stu laty. Jesienią mokry i wietrzny. Są i tacy, którzy swoich psów nie karmią wcale. Spuszczają je na noc z łańcucha, aby same zadbały o wikt. Można sobie wyobrazić, jakie spustoszenie sieją owe psy w naturalnym środowisku. I nie można ich winić. Muszą coś jeść. Jesienią instynkt każe im  „ubrać się” w tłuszczowy kombinezon. Polują więc, na co się da. Dwa psy średniej wielkości są w stanie zagonić sarnę na śmierć.

Czy można to zmienić? Tak naprawdę wszystko zależy od nowych, nietradycyjnych mieszkańców wsi. Takich właśnie, jak czytelnicy „Country”. Coraz więcej Polaków ucieka z miast. Osiedlają się w okalających je wioskach i siłą rzeczy zmieniają „polską tradycję”. Niestety, większość z nich ogranicza się do swoich psów. To, co u sąsiada, już ich nie interesuje. I wcale nie chodzi tu o konflikt z bezdusznym opiekunem. Wystarczy zagadać, że pies ładny i zaproponować mu posiłek – bo „jakoś za dużo mi się ugotowało”. W ten sposób można zapewnić sąsiedzkiemu psu dobre wyżywienie. Z czasem kupić obrożę i porządną budę. Bywa, że nasze postępowanie wyzwoli we właścicielu chęć poprawienia psiego losu. Nie ma co liczyć, że nagle stanie się wielbicielem zwierząt, ale przynajmniej nie będzie oprawcą. Wiem to z własnego doświadczenia. Od lat dokarmiam, to znaczy karmię, nie tylko swoje psy. Ubywa mi stołowników, bo ich opiekunowie zaczynają brać psie posiłki na siebie. Co fantastyczne, rezygnują z chleba i kartofli.

Weranda Country nr 6/2012