Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Hotel na cztery łapy

Hotel na cztery łapy Zdjęcia: Karolina Migurska (współpraca: Krzysztof Migurski)  
 
 


Tutaj goście zawsze mogą liczyć na specjalne traktowanie. Pieszczoty, czułe słówka, codzienne spacery. I wszyscy żegnani są z łezką w oku.

Gdy mówimy znajomym, że jedziemy do hotelu dla zwierząt, pytają: „w normalnym nie chcą was przyjąć?”. Iza opowiada, że na początku, gdy powiesili w mieście reklamę, takie żarty zdarzały się często. W nocy dzwonił jakiś dowcipniś z pytaniem, czy przyjmą rodzinę patyczaków. Albo czy mają „pokój” dla krokodyla. Ale stanęło na psach i kotach. – Zdarzają się i zupełnie inne reakcje – opowiada Maciej. – Ludzie z grymasem obrzydzenia mówią, że nie znoszą takich miejsc, bo myślą, że prowadzimy schronisko. A nasza Psia Farma ze schroniskiem nie ma nic wspólnego.

Do Parowej Falęckiej pod Chełmżą przenieśli się z Torunia: Iza z Maćkiem i bliźniaczkami: Karoliną i Agatą. Kupili popegeerowską ziemię z na wpół zrujnowanym domem. Iza pracowała w szkole, Maciej dojeżdżał do Torunia. Do dziś mają etaty, bo przy takim interesie musi być jedna pewna pensja. Pomysł z hotelem dla zwierząt podsunęła im znajoma, która właśnie wróciła z zagranicy. Teraz mają „apartamenty” dla 15 psów. Większą liczbą zwierzaków nie mogliby dobrze się zająć. Bo ich hotel to nie przechowalnia z boksami i wybiegiem. – Każdego podopiecznego wyprowadzamy, karmimy, bawimy się z nim.

reklama

Gdy Iza bierze psiaka na spacer, Maciek sprząta jego pokój, zmienia wodę. Na pierwszy ogień idą labrador Bazyli i goldenka Nutka. To najbardziej hotelowe rasy – błyskawicznie przystosowują się do nowej sytuacji, nie tęsknią za właścicielami. Potem wychodzi bokserka Plamka, biega jak szalona, a tyle w tym radości, że nie można się do niej nie śmiać. Wreszcie Sati – szlachetny briard. Szlachetny dopóki stoi, bo gdy zacznie szaleć, wygląda jak włochaty stwór z Muppetów.

O tym, że jadą goście, dowiadują się na długość psiego słuchu. Cała gromada odszczekuje hymn powitalny. Pensjonariusze i domownicy: 11-letni jamnik Lorek, trzy koty – Grusia (łowi okoliczne króliki), Kwiatunia, jej córeczka, i Tygrysek, synek (regularnie dostaje wciry od miejscowych), dog Lutuś (Ludwig) i nowofundlandka Elwirka, niewychowana ciapa z zagródki. Do chóru dołączają też owce: Elza z dziećmi, barankiem Bosse i owieczką Lisą, oraz marzycielka Britta. Nie boją się psów. Podchodzą ufnie, zaczepiają.

Weranda Country nr 5/2012