Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Pieśń miłości

Pieśń miłości
 
 


Wszyscy: człowiek, koń, mysikrólik czy kot, czują wiosną zew miłości. Mało kto kocha po cichu. Ludzie wyśpiewują serenady, nie zawsze znośne dla ucha. A zwierzęta?

Ptaki znane są z uroczych treli, choć i pośród nich są fałszerze dźwięków. Wystarczy posłuchać pawia. Jego uzdolnienia wokalne przypominają zgrzyt zatartego silnika. Jednak rzadko dzielimy życie z pawiami i nie musimy słuchać ich śpiewu. Inaczej ma się sprawa ze zwierzętami dużo bliżej związanymi z człowiekiem. Najgłośniejsze są koty. To nie ich wina, że natura dała im takie wokalne możliwości. Poza hodowcami kotów rasowych żaden koci opiekun nie powinien mieć z tym problemu.

Dlaczego? To proste. Każdy odpowiedzialny właściciel futrzaka poddaje go kastracji. Oczywiście w odpowiednim wieku, to znaczy zaraz po osiągnięciu dojrzałości płciowej. Rozpoznanie tego momentu nie sprawia trudności. W przypadku kocura trzeba poczekać na czas, gdy jego mocz zacznie śmierdzieć jak uczęszczana przez niekastrowane, wolno żyjące koty piwnica. Odkryjemy to podczas sprzątania kuwety. Jeśli kocur załatwia swoje potrzeby w ogrodzie, też nie będzie problemu, bo jego futerko nabierze samczego zapachu. Nie trzeba się obawiać, że oczekiwanie na tę chwilę sprawi, iż kocur „wyperfumuje” nam meble. Od momentu uzyskania dojrzałego zapachu do chęci znaczenia terenu mija kilka tygodni. Z kotkami jest trochę trudniej, bo trzeba przeżyć pierwszą ruję i wykastrować dopiero po jej zakończeniu. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, ale nie wszyscy umieją rozpoznać ów stan u kotki.

reklama

Kilka lat temu zadzwoniła do mnie przerażona opiekunka kociej małolaty. Sprawa jest bardzo poważna – kotka ma uszkodzony kręgosłup i kłopoty z poruszaniem się. Zaleciłam rentgen i wyznaczyłam wizytę. Przyjechała cała rodzina z kotem zawiniętym w koc. Rozwijanie przypominało to z czasów starożytnych, gdy Kleopatra zaskoczyła Cezara, wyskakując ze zwoju dywanu. Była zakochana, a to usprawiedliwia wiele. Wprawdzie w moim gabinecie nie ujrzałam Kleopatry, ale jej koci, równie rozkochany odpowiednik. Koteczka rzuciła w moim kierunku powłóczyste spojrzenie, jęknęła zalotnie i zrobiła „rolkę” przez plecy. – No widzi pani, nie może chodzić – stwierdziła zrozpaczona opiekunka.

Odpowiedziałam, że gdyby miała szansę na randkę, popędziłaby jak chart. Z braku laku zalecała się do każdego. Nie bez powodu mawia się, że na bezrybiu i rak ryba. Gdy więc nasza kotka zacznie chodzić na ugiętych łapach, rolować się po dywanie i gruchać jak gołąbek, to znak, że ma ruję. Pierwsza trwa nawet do trzech tygodni, często z krótkimi przerwami. Nie należy wtedy poddawać zwierzęcia zabiegowi, bo jego krew dłużej wówczas krzepnie, i jest odporny na większość leków narkotycznych. Kiedy już zdecydujemy się na zabieg, uchroni on kotkę przed chorobami układu rozrodczego (nowotwory gruczołu mlekowego i jajników, ropomacicze i inne stany zapalne) i nieplanowaną ciążą, a nas przed kocimi popisami wokalnymi.
 

Weranda Country nr 3/2012