Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Nie taki weterynarz straszny

Nie taki weterynarz straszny


Czy każda wizyta w lecznicy weterynaryjnej musi być stresująca dla naszego mruczka? Oczywiście, że nie. Wystarczy tylko zawczasu przygotować zwierzę i siebie. Koniecznie trzeba zadbać o wszystkie, nawet te najmniejsze szczegóły. Wówczas stres zwierzęcia zostanie ograniczony do minimum. A w niektórych przypadkach przerażająca wszystkich wizyta u weterynarza może okazać się nawet przyjemnym wydarzeniem.

Opiekunowie kotów winni pamiętać o tym, że zwierzęta posiadają niezwykłą umiejętność bezbłędnego wyczuwania zmian nastroju swojego człowieka. Instynktownie wiedzą, kiedy jest zadowolony, a kiedy doskwiera mu smutek. Zwierzęta próbują dopasować się do nastroju człowieka, stając się często jego odbiciem lustrzanym. Dlatego też niezmiernie ważne jest opanowanie opiekuna i jego spokój wewnętrzny, wówczas i mruczek jest spokojniejszy.

Kocia broń
Podczas wizyty w lecznicy weterynaryjnej huśtawka emocjonalna może zdarzyć się również człowiekowi. Z jednej strony poddenerwowanie, z drugiej nadmierna opiekuńczość względem czworonoga. Stres udziela się kotu, zaczyna czuć się nieswojo, próbuje wymknąć się oprawcy (lekarzowi weterynarii czy personelowi pomocniczemu). Często wpada w panikę, głośno miauczy, ucieka, skacze po półkach, wiesza się na żaluzjach, wciska się za meble. Przestraszony kot potrafi zadziwiać swoją zwinnością. Ponadto nie zawaha się w kryzysowej sytuacji użyć swojej największej broni: pazurów i zębów. Skutki tych kocich poczynań mogą okazać się traumatyczne dla wszystkich. Dlatego zanim trafimy z kotem do gabinetu weterynaryjnego, musimy wiedzieć, jak postępować z naszym podopiecznym. Przede wszystkim niezbędne jest oswajanie go ze wszystkim, z czym przyjdzie się kotu zmierzyć w czasie wizyty u weterynarza. Im wcześniej kota przyzwyczaimy do transportera, podróżowania samochodem, dotyku, obecności innych ludzi i zwierząt, tym lepiej.

reklama

Rodzinny koci lekarz
Każdy kot powinien być przypisany do swojego lekarza. Lekarz będzie znał swojego pacjenta, jego przypadłości, temperament. Wizyta w stałym, jednym, znanym mruczkowi miejscu będzie dla kota mniej stresująca. I nie chodzi tutaj tylko o tzw. walory wizualne. Przede wszystkim chodzi o to, że koty to „węchowce”, które zapamiętują wszelkie napotkane zapachy, a potem bezbłędnie je rozpoznają. W znanym mu węchowo otoczeniu, w określonej otoczce zapachowej, mruczek czuje się pewniej.

Lecznica tylko dla kotów

Wzrost kociej populacji w ostatnim czasie wymusił na lecznicach weterynaryjnych szerszy zakres usług dla kotów. Kocią zmorą stają się schorzenia przewlekłe. Dlatego też w większych miastach pojawiły się typowo kocie lecznice. W tego typu placówkach, poza mruczkami, rzadko spotyka się inne zwierzęta. Lecznice te są alternatywą, szczególnie dla wymagających opiekunów bardziej wrażliwych kocich osobników. Modne staje się również wydzielanie w lecznicach części przeznaczonej tylko dla kotów, z przyjaznym wyposażeniem, kocim ekwipunkiem, z nutą kocich feromonów. Jeśli jednak w Państwa lecznicy nie ma dodatkowych przywilejów dla mruczków, a w poczekalni ciasno i gwarno, to najlepiej umawiać się na wizytę telefonicznie, na konkretną godzinę. Wówczas oszczędzimy zwierzakowi stresu związanego z oczekiwaniem w kolejce. Wizyty w godzinach przedpołudniowych szczególnie służą mruczkom. Stężenie zapachów innych zwierząt w lecznicy jest wówczas mniejsze. Zawsze można też poczekać ze zwierzakiem na swoją kolej poza lecznicą. Zimą w aucie, a latem na dziedzińcu przed lecznicą.

Przyjazny transporter
Kota do lecznicy weterynaryjnej powinno przewozić się w transporterze. Odradzam przewożenie go luzem, na kolanach czy w torbie. Kilka miesięcy temu byłam świadkiem tragicznego wypadku pod lecznicą z udziałem kota. Opiekun przywiózł go na szczepienie w torbie turystycznej. Otworzył auto, kot wydostał się z torby, wykorzystał nieuwagę opiekuna i wyskoczył wprost pod nadjeżdżający samochód. Z ciężkimi obrażeniami wewnętrznymi, złamaniami, trafił do gabinetu. Kota nie dało się uratować. Nie bez znaczenia o tym piszę. Niech będzie to przestrogą dla wszystkich tych, którzy powątpiewają w użyteczność transportera. Uwaga!!! Transporter to niezbędny, wręcz obowiązkowy element kociego ekwipunku. Zwierzę umieszczone w transporterze jest bezpieczne w każdej sytuacji (nie tylko w samochodzie).

W sytuacji kryzysowej transporter stanowi dodatkowy azyl dla mruczka, pomaga w obniżeniu poziomu stresu podczas oczekiwania na wizytę w poczekalni, czy podczas samej wizyty. Wiele kotów, które na co dzień unikają transportera, chętnie zasiedla go w lecznicy, sprytnie i szybko wchodząc do niego po przeprowadzonym badaniu. Wchodząc do gabinetu nie wolno wyciągać kota natychmiast z transportera. Należy odczekać chwilę, pozwolić kotu oswoić się wizualnie i zapachowo z gabinetem. W tym czasie lekarz weterynarii odszukuje w bazie danych pacjenta, zapoznaje się z jego kartą leczenia, przeprowadza wywiad z opiekunem, a dopiero później przechodzi do badania zwierzaka. Ta wstępna część wizyty zajmuje około 5 minut. A zatem nasz mruczek zyskuje dodatkowy czas na wyciszenie nadmiaru emocji. Otwarcie transportera powinno odbywać się zawsze na prośbę lekarza bądź personelu pomocniczego. Najlepiej zdjąć górną pokrywę transportera, pozostawiając w nim kota na miękkiej wyściółce (ulubiony kocyk, ręcznik).

Część czynności przy kocie, takich jak oględziny, zmierzenie temperatury, osłuchanie czy podanie leków będzie można wykonać jeszcze w transporterze. Jeżeli lekarz zadecyduje inaczej, to trzeba go delikatnie wyjąć i odpowiednio przytrzymać. Kota najlepiej unieruchomić, łapiąc w rękę fałd skóry na karku i przyciskając go do podłoża (tzw. pozycja mostkowo- brzuszna). Chwytanie za fałd skóry to odruch naturalny, znany kotom. W ten sposób kotki czy kocury przywołują do porządku niesforne kocięta. Ważne, aby liczba ruchów wykonywanych przy mruczku była możliwie jak najmniejsza. Użycie zbyt dużej siły wobec czworonoga nie jest wskazane. Gdy opiekun nie radzi sobie sam z poskromieniem mruczka, to warto powierzyć pupila personelowi pomocniczemu. Wiele kotów w obcych rękach, wbrew krążącym mitom, uspokaja się, pozwalając zrobić przy sobie wiele zabiegów.

Znajomy dotyk
Niezmiernie ważne jest stopniowe przyzwyczajenie kota do dotyku. W czasie codziennych czynności wykonywanych przy kocie należy dotykać nie tylko okolicy kocich łap, ale i głowy, uszu, jamy ustnej. Kot przyzwyczajony do dotykania powyższych miejsc nie będzie protestował w czasie przeprowadzanego badania. Warto też mieć zawsze w zanadrzu preparat z kocich feromonów. W stresującej, niepewnej sytuacji będzie można spryskać nim choćby transporter. Jak wiemy, feromony działają pozytywnie na mruczki, na ich samopoczucie, podnosząc „kocie ego” i zmniejszając stres do minimum. Kiedy stan zdrowia kota jest poważny, pozostaje w lecznicy na hospitalizację. Aby umilić kotu pobyt tam, warto pozostawić w szpitalu coś z dobrze znanego mu ekwipunku, choćby ulubioną zabawkę, poduszeczkę czy kocyk. Dodatkowo można poprosić personel pomocniczy o spryskiwanie wnętrza klatki wcześniej wspomnianymi feromonami. Nie zaszkodzi umieścić w pobliżu mruczka coś ze swojej garderoby, np. stary, znoszony już t-shirt. W otoczeniu znanych sobie przedmiotów, zapachów kot poczuje się pewniej i łatwiej zniesie trudy leczenia. Po zakończonym leczeniu nadejdzie czas na rekonwalescencję już w domu ze swoim opiekunem.


Tekst: Dagmara Mieszkis-Święcikowska


Magazyn KOCIE SPRAWY nr 2/2012

kocie sprawy