Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Kocie przysmaki

Koty
 
 


Myszy, jakiś ptaszek, krowie mleko – oto, co koty lubią jeść najbardziej. Tak przynajmniej zwykło się twierdzić.

Wiejskie zwierzaki może i tak, ale to dlatego, że często same muszą o siebie zadbać i upolować coś do jedzenia, gdy miska świeci dnem. Domowy kot takich dylematów zwykle nie ma. Ba, czasem nawet, miaucząc, prosi pana o smakołyki, na przykład surową wołowinę czy gotowe danie – saszetkę z dziczyzną, warzywami albo pstrąga ze szpinakiem.

Zaraz, zaraz, warzywa i szpinak dla kota? Jak najbardziej! W naturze ten drapieżnik pożera przecież nie tylko swoje trofea łowieckie. Skubie i trawy, i liście kwiatów, bo potrzebuje zielonych witamin. Chętnie przegryzie bogaty w glukozę groszek, słodką kukurydzę albo pożywny bób dostarczający białka i witamin. Nie pogardzi marchewką czy ryżem (mój z żurku potrafi wychłeptać wszystko poza pietruszką). Ważne, by były gotowane, wtedy łatwiej będzie mu je strawić. – Nawet jeżeli wydaje nam się, że zwierzęta w naturze żywią się przede wszystkim upolowanym mięsem, to pamiętajmy, że wraz z nim zjadają inne cenne składniki pokarmowe znajdujące się w narządach i tkankach ofiar, czego nie dostaną zwykle w domowym jedzeniu – mówi Agnieszka Czyżkowska z Nestlé Purina PetCare. – Wysokiej jakości karma komercyjna jest bezpieczna mikrobiologicznie, natomiast surowe mięso może być źródłem zakażenia różnymi patogenami, niebezpiecznymi także dla ludzi.

reklama

Jedzenie można robić w domu, dbając o to, by było urozmaicone (ryż z mięsem, warzywami), można też wybrać gotowe. Dobierzmy je do wieku i stylu życia futrzastego przyjaciela. Kanapowiec potrzebuje znacznie mniej kalorii niż kot aktywny, poznający świat, zwiedzający płoty i okoliczne drzewa. Specjalistyczne jedzenie kupujmy zwierzakom kastrowanym. Karma powinna być mniej kaloryczna, zawierać mniej węglowodanów (za dużo grozi cukrzycą). Musi też dbać o utrzymanie prawidłowego pH moczu, a także mieć mniej związków mineralnych, z których powstają kryształy i kamienie moczowe.

W domu z pewnością takiej nie ugotujemy. Bywa, że trafi nam się kot alergik. Uczulające składniki diety, ukąszenia pcheł, a także wiosenne pylenie sosen, rzepaków i innych roślin mogą mu się dawać we znaki jeszcze bardziej niż ludziom. Takiemu cherlakowi lepiej podawać wyłącznie karmy weterynaryjne, np. Purina Veterinary Diets, Hills, RoyalCanin. W przeciwnym razie będzie odczuwał silny świąd, a także będzie miał wysypkę, które trzeba leczyć sterydami. Czym weterynaryjne jedzenie różni się od domowego? – Ograniczono w nim liczbę źródeł białka do jednego z mięsa oraz dwóch z białka roślinnego. – Purina proponuje karmę PVD HA, w której nie ma białka pochodzenia zwierzęcego, a wyłącznie sojowe, i to tak przygotowane, że nie wywołuje reakcji alergicznej – dodaje lekarz weterynarii Artur Andrzejczak, Trener Purina.

MRUCZĄCA ANTYKONCEPCJA


Niezależnie od tego, jak bardzo je kochamy, musimy przyznać, że kotów, a zwłaszcza kocich nieszczęść, jest stanowczo za wiele. Dlatego właśnie, z poczucia odpowiedzialności (bo kot nie jest zwierzęciem dzikim!), powinniśmy zająć się kocią antykoncepcją.

Weterynarze są zgodni – jedyną sensowną, ograniczającą cierpienia zwierząt do minimum metodą zapobiegania rozrodowi jest kastracja i sterylizacja. U kotek taki zabieg przeprowadza się w wieku 6-8 miesięcy. Koszt od 80 do 200 złotych w zależności od gabinetu. Sterylizacja chroni kotki nie tylko przed ciążą, ale też w prawie stu procentach zabezpiecza przed groźnymi chorobami – nowotworami sutka i ropomaciczem.

Niestety, inne metody są zawodne i obarczone poważnym ryzykiem. Dzieje się tak dlatego, że nie dysponujemy środkami antykoncepcyjnymi dla kotów o tak niskich dawkach hormonów jak dla ludzi. Stosowanie tabletek antykoncepcyjnych jest nieskuteczne, a zastrzyki hormonalne często prowadzą do chorób, które grożą kotce śmiercią. Dlatego organizacje pomagające bezdomnym kotom proponują opiekunom wykonanie bezpłatnej sterylizacji dziko żyjących zwierząt.

Sterylizacja jest dość poważnym zabiegiem i wymaga kilku dni rehabilitacji. W przypadku kotek domowych nie jest jednak uciążliwa. Opiekun musi zwierzę odebrać po zabiegu i czuwać nad nim przez kilka godzin. Następnego dnia kotka czuje się dobrze, a po kilku kolejnych zapomina o sprawie. Sterylizacja kotek domowych, które nie wychodzą, też jest wskazana, gdyż brak możliwości zaspokojenia instynktu jest dla nich i dla ich opiekunów bardzo uciążliwy. Ruja, którą dziko żyjące zwierzęta mają dwa-trzy razy w roku, potrafi wracać co tydzień, a w końcu przejść w tzw. ruję permanentną. Kotka cierpi, głośno nawołuje partnera, znaczy teren (czyli siusia, gdzie popadnie), staje się drażliwa, traci apetyt.

U kocurów zabieg jest o wiele łatwiejszy. Najlepiej wykonać go, gdy zwierzak skończy 6-8 miesięcy. Można też oczywiście sterylizować i kastrować osobniki dorosłe, ale w przypadku samców trzeba się liczyć ze zmianami charakteru. Dorosły kot nawet po kastracji czasami znaczy teren i ma skłonność do włóczęgostwa.


Tekst: Maria Dracz, Monika Grzybowska
Fotografie: Geduldig/Forum, Piękna, Biosphoto/Mak Media

Weranda Country nr 2/2010