Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Podglądacze

Podglądacze
 
 


Z żabiej perspektywy
Jeśli uważamy, że ruchliwe i lękliwe ptaki to za duże wyzwanie, zainteresujmy się fotografią makro. – Nie musimy mieć bardzo drogiego aparatu. Wystarczy dobry obiektyw i dobry statyw, a zdjęcia mogą wyjść jak w studio – przekonuje Michał Bazała, którego konikiem są grzyby. Temat wdzięczny, gatunków mnóstwo, niektóre przepiękne. Wielką zaletą jest też to, że obiekt niespodziewanie nie odleci nam sprzed nosa! Odpada budowanie czatowni czy leżenie godzinami w szuwarach i, co dla wielu może być istotne, nie trzeba rano wstawać.

Jednak intrygujące zdjęcia grzybów też rządzą się swoimi prawami. – Do lasu wybieramy się w pochmurną pogodę albo przy minimalnym słońcu. Unikamy ostrych plam światła – zdradza tajniki Michał. – Jeśli chcemy mieć błyszczące kapelusze w kadrze, poczekajmy, aż spadnie deszcz. Możemy też poeksperymentować z szerokim obiektywem, wtedy na pewno będzie ciekawiej. Kiedy już poćwiczymy i złapiemy bakcyla, przymierzmy się do pająka czatującego na pajęczynie, portretu śpiącego węża albo rodzinnego zdjęcia mrówek.

Rogi kontra obiektyw
Szczęśliwie w polskiej przyrodzie trudno o poważne zagrożenia. – Najbardziej boimy się kleszczy – przyznają Artur i Saturnina, bo z boreliozą nie ma żartów. Chociaż bywały groźniejsze sytuacje. Jak chociażby wtedy, kiedy Artur o mały włos nie wszedł na lochę śpiącą z młodymi. Intruz i przerwana drzemka doprowadziły ją do szału. – Przerażony uciekłem na drzewo – wspomina. – Na szczęście szybko się zwinęła i zabrała dzieciaki. Pan Cezary bał się naprawdę tylko dwa razy. Raz, kiedy w Bieszczadach w środku nocy czatował na sowy. Zamiast skrzydlatych ogromnych ptaków zobaczył, a raczej usłyszał niedźwiedzia. Na szczęście miś tak jak niespodziewanie się pojawił, tak niespodziewanie zniknął.

reklama

Druga sytuacja zdarzyła się w Białowieży. – Zaczynał się okres godowy, a ja fotografowałem żubry – opowiada. – Przywódcą stada był tonowy samiec o imieniu Podróżnik. Tymczasem do puszczy przywieziono drugiego samca, Polankę. I żubry się wyczuły. Podróżnik zaczął szaleć. Wziął na rogi dwuipółmetrowe ogrodzenie. I z tym przęsłem szedł drogą przez wieś. Gość był nie do zatrzymania, ale – uspokaja Cezary – to wyjątki, bo nawet wilki boją się człowieka.

Zabawa w Indian
Dla Artura i Saturniny zdjęcia, także te filmowe, to praca i pasja w jednym. Chociaż nieraz szlag ich trafia, że zajmują całą dobę. Dla Michała, który zawodowo robi co innego, aparat fotograficzny jest pretekstem do urwania się do lasu i zobaczenia innego świata. Z kolei Cezary twierdzi, że im jest starszy, tym bardziej dociera do niego, że nie chodzi o zrobienie genialnego zdjęcia. – Raczej o zabawę w Indian, chodzenie po drzewach, przygodę. Fotografia jest tylko efektem końcowym – wyjaśnia.

Mateuszowi sukces nie przewrócił w głowie. W ubiegłym roku zajął pierwsze miejsce w prestiżowym konkursie Wildlife Photographer of the Year, a nagrodzone zdjęcie wędruje z wystawami po świecie. Fotografię wciąż traktuje jako świetną zabawę i sposób na wyciszenie. Nawet wtedy, gdy na bagnie kopie dół i stawia czatownię. A potem czeka pół dnia, aby uchwycić czerwonodziobego wodnika. – Jak już przyleciał, wcale się nie bał. Wszedł do osłony aparatu i zajrzał w obiektyw. Był taki mały, a tak głośno się wydzierał, może raczej kwiczał, bo wodniki wydają śmieszne odgłosy – Mateusz opowiada o niezwykłym spotkaniu i dodaje. – Czy siedzę przy komputerze i gram w piłkę? Ależ oczywiście, jak jest brzydka pogoda.


Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: Saturnina i Artur Homanowie, Cezary Korkosz, Ania Korkosz, Mateusz Piesiak, Artur Tabor, Michał Bazała, Karolina Paulewicz-Bazała
Strony autorów www.homan.pl, www.cezarykorkosz.pl, www.mateuszpiesiak.pl, www.bazala.pl 

Weranda Country nr 3/2012

Zobacz również: