Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Pokaż nogi

Pokaż nogi
 
 


Brzmi nawet ładnie: pomarańczowa skórka. Ale na udach dobrze nie wygląda. Kiedy wiosną je odsłonimy, warto zadbać, żeby były gładkie, bez cellulitu.

Nie ma cudownego sposobu załatwiającego całą sprawę za jednym zamachem. Powiedzmy też otwarcie: nic cellulitu całkiem nie skasuje. Ale koalicja kilku metod sprawi, że stanie się on mniej widoczny i nie będzie się rozwijał. Te metody to dieta, ruch i masaże. Cellulit (który w ostatnich latach „awansował” z defektu urody na listę chorób) nęka głównie kobiety. Skąd się bierze, dokładnie nie wiadomo. Na pewno mają w tym swój udział zmiany hormonalne, przetworzone, pełne konserwantów i chemii jedzenie, brak ruchu. Choć nie jest prawdą, że cellulit dotyka tylko pań przy kości, na pewno u nich właśnie bardziej go widać. Ważne są też geny – jeśli nie mamy takich skłonności, to, choćbyśmy grzeszyli przeciw wszystkim antycellulitowym przykazaniom, pomarańczowej skórki sobie nie wyhodujemy.

Problem „siedzi” w tkance podskórnej. Tam powstają skupiska komórek tłuszczowych. W dodatku gromadzących toksyny, których limfa nie jest w stanie usunąć. Jak z tym walczyć? Polecamy, jak zwykle, metody naturalne.

reklama

Punkt pierwszy: zmiana diety. Jak najmniej produktów gotowych, naszpikowanych chemią. Jak najwięcej owoców i warzyw. Zawierają one antyoksydanty niszczące wolne rodniki, są także bogate w lecytynę, która wzmocni ścianki naczyń krwionośnych i zapobiegnie utracie wody. Pałaszujemy zatem zielone warzywa (sałata, brokuły, szpinak), ale też pomidory, buraki, marchew, kalafior. I cytrusy. Tak, pomarańcza pomoże nam w walce z pomarańczową skórką. Kolejny punkt jadłospisu to ryby (te morskie, tłuste, bogate w kwasy omega-3). Dalej: drób, sery i jajka – mają aminokwasy, niezbędne do produkcji kolagenu i elastyny. Skóra będzie lepiej napięta. Unikamy soli (zatrzymuje wodę w tkankach, efekt: obrzęki), ostrych przypraw, czerwonego mięsa. I pijemy dwa litry wody dziennie – nawilża i wypłukuje toksyny.

Punkt drugi: masaże. Nie trzeba umawiać się na zabieg do gabinetu, można z powodzeniem masaż robić w domu. Byle regularnie, co najmniej trzy razy w tygodniu. Ale porządne nacieranie skóry szorstką rękawicą warto robić przy okazji codziennego prysznica. Skórę można ugniatać (tak, jakbyśmy wyrabiały ciasto) i… szczypać. Idziemy od dołu do góry – zaczynamy od łydek. Efekty będą widoczne dopiero po paru tygodniach, potrzebna więc cierpliwość!

Punkt trzeci: ruch. Nie musi to być sport wyczynowy ani nawet sport w ogóle. Spacery (ale codzienne), choćby 20-minutowe, za to szybkim krokiem, w zupełności wystarczą. 

Pod folią
To domowa wersja zabiegu, który w gabinecie kosmetycznym nosi nazwę „body wrapping” (i kosztuje ciężkie pieniądze). Polega on na… owinięciu się folią. Potrzebna będzie folia spożywcza i kosmetyk do nacierania. Może to być olejek eteryczny (lub mieszanka kilku – na przykład cynamonowego, lawendowego, rozmarynowego z olejkiem migdałowym). Albo wymieszana z wodą zielona glinka czy algi. Nacieramy „cellulitowe” miejsca, owijamy się ciasno folią i wskakujemy na godzinę pod koc. Powtarzamy co tydzień.

Piling kawowo-cynamonowy
Przed „zafoliowaniem” warto zrobić piling. Mieszamy kawę z cynamonem (można dodać odrobinę miodu) i dowolnym balsamem do ciała albo oliwą. Masujemy, spłukujemy.

Weranda Country nr 3/2012

Zobacz również: