weranda.pl werandaweekend.pl
reklama

Opowieść o ścięciu drzewa

Gdy tak chodzę między drzewami, podglądam wiewiórki, żaby i ptaki, przyglądam się drzewom, czuję się jak stwórca podziwiający dopiero co stworzoną ziemię. Niestety, stary grab odmówił po zimie powrotu do życia i trzeba będzie go wyciąć. Dzwonię więc, tak jak kiedyś, do leśniczego (niezwykle przystojny mężczyzna z wąsami, w kapeluszu z piórkiem) i namawiam na wizytę w moim lesie.

– A, niestety – wzdycha mój lekarz drzew – to już nie ja! Teraz drzewami zajmuje się gmina. Musi pani pójść do wydziału ochrony środowiska... Cóż było robić. Biegnę więc tam nazajutrz, pukam nieśmiało i wchodzę. W pokoju siedzi dama wystrojona w różowy sweterek i spożywa wysokokaloryczny gorący posiłek z plastikowej foremki rozłożonej na stosie dokumentów… Chcę się wycofać, ale ona gestem nieznoszącym sprzeciwu każe mi usiąść i pomiędzy kęsami kapusty ze schabowym rzuca krótkie, wojskowe pytania: adres, rodzaj, stan i wiek drzewa, forma własności???

reklama

– No tak, to do mnie – wzdycha po przesłuchaniu, odkładając widelec i sięgając po wykałaczkę. – Pójdzie pani do kancelarii, weźmie druk, napisze podanie, dołączy mapkę z zaznaczonym drzewem, opisze powód, dołączy wypis z rejestru gruntów, odpis aktu nabycia działki i złoży to wszystko w kancelarii. Odpowiedzi udzielimy po 30 dniach. – A kto obejrzy drzewo, leśniczy? – pytam mało przytomnie…

– Ja, ja, proszę pani!!! – odpowiada dama nieco zdenerwowana, pewno tym, że musi w mojej obecności dłubać w zębach. Wychodzę lekko skołowana. Parę lat temu wycinaliśmy chore sosny. Leśniczy pojawił się w dzień po telefonie, wypisał zezwolenie i poradził, co zrobić, żeby reszta drzew nie chorowała, dał namiary na fajną szkółkę, gdzie kupiliśmy młode sosny na miejsce wyciętych. Cała operacja trwała godzinkę. Komu to przeszkadzało??? Wierzyć się nie chce, co potrafią wymyślić urzędnicy, żeby ludziom zatruć życie. Wypadam przed budynek zaczerpnąć świeżego powietrza i zderzam się z sąsiadką. Trzęsąc się ze złości, idzie po raz trzeci uzupełnić papierzyska do zgłoszonego remontu zabytkowego domu, w którym mieszka. – Gdybym wiedziała, w co się pakuję, w życiu bym nikogo nie zawiadamiała, że chcę zmienić okno w kuchni!!!

Co mi strzeliło do głowy – jęczy i przewraca oczami. Wracam do domu i opowiadam wszystko mężowi. – Rzeczywiście, strasznie cię czuć kapustą – śmieje się. – A wiesz co, przytniemy tylko to drzewo, może wypuści nowe gałęzie, a jeśli nawet nie, to przynajmniej dzięcioły będą miały co robić. Odetchnęłam i natychmiast pobiegłam do ogrodu. Spadł właśnie ciepły deszcz i zieleń wygląda tak świeżo. Poczekamy, może drzewo zmartwychwstanie… Zadzwonię do leśniczego i poproszę go o konsultację. 


Teresa Jaskierny

reklama

Zobacz również