weranda.pl werandaweekend.pl
reklama

Nasz sąsiad został uhonorowany medalem zasłużonego dla miejscowej straży pożarnej. Ceremonia miała się odbyć na najbliższym festynie ludowym przy remizie, pod figurą świętego Floriana, opiekuna strażaków. Zaplanowano gorące dania, bufet miał być zaopatrzony szczodrze we wszelkie napoje pomagające ugasić wewnętrzny ogień, jaki rozpalą w uczestnikach czerwcowego balu ogniste tańce. Obowiązywały suknie i krawaty ­– impreza zapowiadała się niezwykle uroczysta!

Przyjęliśmy zaproszenie z radością. W naszej miejscowości, jak w każdym innym szanującym się miasteczku czy wiosce, w czerwcu zaczyna się sezon na festyny – nocne ludowe zabawy taneczne na świeżym powietrzu. Ci, którzy na nich nie balują, a mieszkają w promieniu 20 kilometrów, i tak nie zmrużą oka. Mogliśmy więc tym razem współczuć innym, a sami włączyć się w nurt społecznej jedności, także składając datek na szczytny cel, czyli nową sikawkę do wozu strażackiego.

reklama

Gdy przed zmrokiem dotarliśmy na miejsce, tłumy kłębiły się przy przystrojonej brzózkami i balonami remizie i niemal wszystkie miejsca na kozłach przy długich stołach były zajęte. Dwóch dziarskich strażaków o mocno zaróżowionych twarzach, w uroczystych mundurach przepasanych szarfami z napisem „służba porządkowa” pobrało od nas datek na sikawkę i wskazało miejsce, gdzie możemy przysiąść. Trafiliśmy pomiędzy miejscowego weterynarza z małżonką a starsze, nieznane nam małżeństwo. Po napełnieniu kieliszków nastąpiła prezentacja i, mimo pewnych trudności językowych, dowiedzieliśmy się, że starsi państwo nabierają właśnie sił do następnych tanecznych wyczynów. Rzeczywiście – gwar był taki, że dopiero teraz zauważyliśmy, że muzycy mają akurat przerwę na przepłukanie gardeł i małe co nieco. Kiedy talerze były puste, po serii elektronicznych pisków i chrząknięć ryknęli z impetem kawałek: „Lubię jej farbowane rzęsy, piegi i policzki bladeeeeeee”, ucinając skutecznie wszystkie rozmowy w pobliżu.

Ruszyliśmy i my w falujący tłumek. Zostało mi w pamięci mgliste wspomnienie sąsiada udekorowanego medalem na gołej piersi, z niepokojem i pustą szklanką  poszukującego zaginionego baru. Konkurs na najweselsze piosenki pijackie, który wygrał ksiądz proboszcz, usiłujący dzielnie utrzymać przy mikrofonie pozycję pionową i przysięgający, że trafił na imprezę z powodu bezsenności, oraz wąż – zbiorowy taniec ludowy zakończony radosną katastrofą leżenia na trawie. Bawiliśmy się wspaniale niemal do rana. Przyjaciele świętego Floriana są naszymi przyjaciółmi! Gotowi jesteśmy tego roku jeszcze potańczyć i poszaleć na jakiś szczytny cel. 


Teresa Jaskierny
Fot. Andrzej Szeliński

reklama

Zobacz również