weranda.pl werandaweekend.pl
reklama

1 kwietnia mieszkańcy Europy od ponad siedmiu wieków wciskają sobie nawzajem kit i płatają figle.

W Anglii nazywa się to „dniem głupca”, w Rosji „dniem śmiechu”, a we Francji „dniem ryby” (tam najlepszym żartem jest przyklejenie papierowej ryby do pleców upatrzonej ofiary). Nasi przodkowie sprawę kwietniowych psikusów traktowali z dużą rewerencją. Tego dnia obowiązkowo kręcili, wrabiali i bawili się cudzym kosztem, ale żadna siła nie zmusiłaby ich do, na przykład, sprzedaży domu albo podjęcia decyzji o małżeństwie. Przekonanie, że robienie „poważnych rzeczy” w prima aprilis przynosi kolosalnego pecha, było tak silne, że przy zawieraniu 1 kwietnia 1683 roku polsko-austriackiego sojuszu przeciw Turkom dokument antydatowano na 31 marca! Czemu tu się zresztą dziwić, skoro Panowie Szlachta potrafili tego dnia nakarmić gości pierogami wypchanymi trocinami (to dopiero niesmaczny dowcip), obdarować dziwacznym prezentem albo przyprawić o zawał fałszywą wiadomością o nieszczęśliwym zgonie, astronomicznym spadku czy samowolnym ślubie jedynego dziedzica ze sprzedawczynią śledzi.
Rację miał Wacław Potocki, pisząc:

reklama

„Prima aprilis albo najpierwszy dzień kwietnia,
Do rozmaitych żartów moda staroletnia.
Niejeden się nabiega, nacieszy, nasmęci
Po próżnicy, przeto go zawsze mieć w pamięci”.

Z czasem psikusy straciły sarmacki rozmach. Pod koniec XIX wieku w prima aprilis już tylko wysyłano znajomym i rodzinie anonimowe kartki pocztowe ze śmiesznymi rysunkami. Rzeczone rysunki nawiązywały, w mało subtelny sposób, do przywar adresata. Wreszcie można było, za drobną opłatą, bezkarnie dopiec despotycznej teściowej (tu tryumfy święciła kartka przedstawiająca paskudnego babsztyla z językiem przybitym do stołu!), grubemu koledze z biura czy niezbyt rozgarniętej szwagierce. Trochę ciekawiej zrobiło się w latach 20. ubiegłego wieku, kiedy to za primaaprilisowe żarty zabrały się gazety.

Od tej pory ściemniano bezlitośnie: o tym, że Burger King wprowadził hamburgera dla leworęcznych, że wreszcie przewróciła się krzywa wieża w Pizie, że odkryto wyjątkowo rzadki gatunek latającego pingwina czy zastrzelono Billa Gatesa. Ale i tak palma pierwszeństwa należy się brytyjskiemu astronomowi Patricowi Moorowi, który 1 kwietnia 1976 roku ogłosił na antenie BBC2, że w wyniku niezwykłego ułożenia Jowisza i Plutona o 9.47 tego dnia przyciąganie ziemskie wyraźnie się zmniejszy. Z tej okazji zachęcił słuchaczy do… podskoków w celu „doświadczenia dziwnego uczucia unoszenia się w powietrzu”. Wkrótce setki rozentuzjazmowanych i nabranych w pięknym stylu ludzi wydzwaniały do radia, twierdząc, że lewitacja jak najbardziej się powiodła! Czyż to nie lepsze niż pierogi z trocinami?

reklama

Zobacz również